Archiwum Prasowe22 marca 1927
Wiadomość z dnia 22.03.1927
Kłopoty księżnej Doroty. Skandal sądowy - intrygi krewnych. Prasa codzienna donosiła ostatnio, że przeciwko Dorocie księżnej Szlezwiku - Holsztynu miałoby być o...
Kłopoty księżnej Doroty. Skandal sądowy - intrygi krewnych. Prasa codzienna donosiła ostatnio, że przeciwko Dorocie księżnej Szlezwiku - Holsztynu miałoby być otwarte postępowanie upadłościowe i później po decyzji sądu okręgowego w Głogowie znów umorzone. Ponieważ księżna uchodziła powszechnie - jako szwagierka byłej niemieckiej cesarzowej - za bardzo zamożną, to wiadomość o jej finansowych kłopotach była bardzo zaskakująca. "Montag Morgen" postarała się o to, żeby rozjaśnić historię tego osobliwego przebiegu zdarzeń. Okazało się, że księżna Dorota jest ofiarą intryg jej najbliższych krewnych, którzy chcieliby przejąć w posiadanie jej majątek. Dzieje obyczajów niemieckiej wyższej arystokracji przez tą prawie powieściową historię tej bezwzględnej walki, którą prowadzą względem siebie członkowie tych niemieckich rodów "o niebieskiej krwi", doznają smutnego uzupełnienia. Ale w ten skandal zamieszani są nie tylko arystokraci. Przeciwnicy księżnej Doroty poprzez pruski sąd - mianowicie sąd rejonowy w Szprotawie - dostali dziwne wsparcie, które już interesuje ministerstwo sprawiedliwości. Przeciwko jednemu sędziemu sądu rejonowego, który chciał i winien był przyjąć urząd syndyka masy upadłościowej, został postawiony wniosek o otwarcie postępowania dyscyplinarnego. Tak samo przeciwko znanemu radcy sądowemu z Berlina, który przez pewien czas był radcą prawnym księżnej Doroty, toczy się postępowanie karne z powodu zdrady strony postępowania. Przytoczmy tutaj doniesienia "Montag Morgen": Spadkobiercy księcia Ernesta Günthera. W dniu 22 lutego 1921 roku zmarł w Przemkowie na Śląsku 57 letni wówczas Ernest Günther książę Szlezwiku - Holsztynu brat dawnej niemieckiej cesarzowej. Książę Ernest Günther był głową rodu Holsztynu, do którego przez długi czas należał tron Danii, Grecji, Oldenburga i Rosji. Jego żona, obecnie 45 letnia księżna wdowa Dorota, jest córką Filipa księcia Koburga, który jako szwagier następcy tronu Rudolfa z Austrii, był świadkiem tragedii z Mayerling. Matką księżnej Doroty była sławna Luiza z Koburga, córka króla Belgii Leopolda II. Ponieważ małżeństwo księcia Günthera było bezdzietne, adoptował on w 1920 roku (wg informacji za "en.wikipedia.org" adopcja nastąpiła w dniu 11 listopada 1920 roku – przyp. tłumacza) dwoje dzieci Alberta księcia Szlezwiku - Holsztynu, któremu wówczas bardzo źle się powodziło finansowo. Adoptowanymi dziećmi są książę Jan Jerzy i księżna Maria Luiza. Przez śmierć księcia Ernesta Günthera posiadłość niesprzedażnego i niepodzielnego mienia przypadła wcześniej wspomnianemu księciu Albertowi, który w ten sposób znów doszedł do wielkiej posiadłości, podczas gdy księżna i oboje adoptowanych dzieci - rodzone dzieci Alberta - odziedziczyli cały niezwiązany majątek. Z posiadłości niesprzedażnego i niepodzielnego mienia księżna pozyskała zamek Przemków i fragment ziemi w ilości około 8000 mórg. Na zamku Przemków mieszka jeszcze dzisiaj. Walka o zamek Przemków. Księżna odprowadziła wprawdzie całą zastrzeżoną cenę kupna, jednak potrzebowała umowy do uprawomocnienia potwierdzenia urzędu do spraw niesprzedażnego i niepodzielnego mienia przy wyższym sądzie krajowym we Wrocławiu, które z powodu różnych trudności jeszcze do dzisiaj nie nastąpiło. Zwłokę tę wykorzystał książę Albert, żeby anulować umowę zawartą w 1921 roku. Albert mianowicie prowadził na zagospodarowanej przez niego części niesprzedażnego i niepodzielnego mienia oburzającą, rabunkową gospodarkę i miedzy innymi dokonał takiej wycinki lasu, że już interweniować musiały organa administracji leśnej. Ten wielki dochód ze swej złej gospodarki leśnej roztrwonił w zaskakująco szybkim czasie, tak że od nowa popadł w finansowe kłopoty. Księżna natomiast na przejętej przez nią części posiadłości zainwestowała bardzo znaczne kwoty i zagospodarowała dobra tak doskonale, że utrzymała wartość majątku ziemskiego a nawet ona wzrosła. Zresztą musiała do tego wziąć kredyty, które zamierzała spłacić z wielkiego spadku swojego ojca. Albert próbował teraz odzyskać zagospodarowany przez księżną fragment niepodzielnego i niesprzedażnego mienia. Posłużył się przy tym okolicznością, że wypłata "spadku koburdzkiego" daje na siebie czekać i księżna poprzez inflację popadła w trudności z gotówką. Już w kwietniu 1926 roku przeciwko przybranej matce jego dzieci złożył wniosek o bankructwo i uzyskał u sędziego opiekuńczego ze Szprotawy postanowienie przez które księżna pozbawiona została zarządzania majątkiem swojego przybranego syna. Jakimi środkami osiągnął on tak zniesławiającą decyzję jest całkowicie zagadkowe, ponieważ bez wątpienia było pewnym, że księżna zarządzała majątkiem według najlepszych umiejętności i utrata majątku wystąpiła zaledwie jako następstwo dewaluacji marki (powojenna inflacja wystąpiła we wszystkich krajach, które najboleśniej odczuły wojnę i tak w Austrii wartość pieniądza w stosunku do 1913 roku spadła 14 tysięcy razy, na Węgrzech 23 tysiące, w Polsce 2,5 miliona w Rosji 4 miliony razy, ale na czele stały Niemcy w końcu listopada 1923 roku marka warta była bilion razy mniej niż przed wojną - przyp. tłumacza za "Historia Niemiec" W. Czapliński, A.Galos, W.Korta). Pomimo wszystkich starań nie udało się jednak jeszcze wówczas księciu Albertowi przeprowadzić postępowania upadłościowego, którym niezainteresowani byli pozostali wierzyciele. Również nie mógł on osiągnąć anulowania umowy o niepodzielnym i niesprzedażnym majątku. Adoptowany syn przeciwko swojej przybranej matce. Teraz Albert zamierzył się do nowego ciosu. Nagle wystąpił jako opiekun swoich rodzonych dzieci - adoptowanych dzieci Doroty - i w styczniu tego roku złożył nowy wniosek o upadłość przeciwko Dorocie uzasadniając, że jest ona winna swojemu synowi kwotę 3 milionów marek złota jako odszkodowanie i których nie może zapłacić. W uzasadnieniu tego domniemanego roszczenia do odszkodowania syna przeciwko matce, prześcignął książę nawet swoje dotychczasowe nieprzyzwoitości. Utrzymywał on mianowicie, że ze spadku księcia Ernesta Günthera roztrwoniona miała być lekkomyślnie kwota 4 milionów duńskich koron, w czasie kiedy księżna wymieniła tę sumę w 1921 roku na niemieckie marki. Teraz wiadome jest, że nikt nie mógł przewidzieć w tamtym czasie przyszłej dewaluacji marki i że dalej, zlikwidowanie wielkich sum w walucie dopuszczalne było wyłącznie do celów handlu eksportowego. Ponieważ księżna, której przy takich transakcjach zresztą doradzał pierwszy berliński dyrektor banku, trzymała się przepisów ustawy i stała się ofiarą inflacji, jak setki tysiące innych Niemców, książę Albert domagał się od niej dla swojego syna odszkodowania w wysokości 3 milionów marek, które miały oczywiście jego samego wybawić z kłopotów finansowych. Podłość tego postępowania podnosi okoliczność, że dzieci Alberta nie otrzymały by ani feniga ze spadku księcia Ernesta Günthera, gdyby nie były adoptowane przez niego i księżną Dorotę. Albert, jak się wydaje, w ogóle nie odczuwał nieprzyzwoitości swojego postępowania. A także równi jego stanu urodzenia zdawali się nie gorszyć tego typu moralnością. Szczególny sąd okręgowy. Dla wniosku Alberta o upadłość właściwym był sąd okręgowy w Szprotawie, który już swojego czasu wyświadczył przysługę Albertowi przy pozbawieniu Doroty kurateli nad adoptowanym synem. I teraz skandal arystokratyczny stał się skandalem sądowym. Sędzia od spraw upadłościowych ze Szprotawy nie sprawdził ani materialnej ani moralnej strony roszczenia Alberta, ale wydał postanowienie o upadłości bez bliższego uzasadnienia w sposób czysto "formularzowy". Tak, przyznał on nawet księciu Janowi Jerzemu dla tego postępowania prawo ubogich, tak że pruskiemu skarbowi państwa przyniósł szkodę wielu tysięcy marek. Ustalono, że pełnomocnik generalny księcia Jana Jerzego po złożeniu wniosku wielokrotnie odwiedzał sędziego od spraw upadłościowych, żeby przekonać go do swojej strony. Komiczny syndyk masy upadłościowej. Na syndyka masy upadłościowej zamówiony został radca sądu rejonowego w stanie spoczynku Meyer, 70-cio letni, już od lat żyjący na emeryturze pan, który widocznie na dobrze opłacanej posadzie zarządcy chciał sprawić sobie beztroski schyłek życia. Meyer sam wysunął swoją kandydaturę na tę posadę uzasadniając, że on jako dawny sędzia ze Szprotawy dokładnie zna lokalne stosunki w Przemkowie. Faktycznie musiałby jednak syndyk tego skomplikowanego postępowania upadłościowego stale jeździć po Europie i wkrótce prowadzić liczne konferencje czy to w Brukseli, czy to w Kopenhadze lub też w Budapeszcie. Nowa rola Meyera robi wrażenie dlatego szczególnie dziwne, ponieważ ofiarował on się jako „doradca” poszczególnym uczestnikom do określonych specjalnych usług jeszcze na krótko przed decyzją o postepowaniu upadłościowym. Dlatego wobec niego wniesiono o postępowanie dyscyplinarne. Uchylenie decyzji o upadłości. Podczas gdy książę Albert myślał, że zbliża się już do swojego celu i radca sądu rejonowego Meyer wydawał się być już w pewnym posiadaniu swojej premii jako syndyk masy upadłościowej, dzięki innym gospodarczym wierzycielom Doroty, przede wszystkim berlińskiemu domu bankowemu Jacquier, nastąpił nowy zwrot. Wierzyciele ci mianowicie musieli obawiać się ciężkiego odszkodowania przez nieprzemyślane postępowanie upadłościowe. W końcu pruskie ministerstwo sprawiedliwości zwróciło uwagę na dziwne procesy w sądzie rejonowym Szprotawy. Minister sprawiedliwości zażądał sprawozdania od prezesa sądu krajowego w Głogowie. Jednak jeszcze przed tym, jak wkroczyć musiał minister sprawiedliwości, wydział zażaleń przy sądzie krajowym w Głogowie uchylił decyzję o upadłości i unieważnił zarządzone już kroki upadłościowe. Poplecznicy księcia Alberta. Przy nagonce przeciw księżnej Dorocie Albert wydaje się prowadzić zresztą nie tylko swoje osobiste interesy. Ma on popleczników, którzy mają nadzieję zyskiwać również na finansowym bankructwie Doroty. W aferę Alberta wkracza mianowicie dyskusja o ogromnym spadku Filipa księcia Saksonii – Koburga – Gotha ojca Doroty, który w Czechosłowacji, Austrii i na Węgrzech pozostawił majątek ziemski o wartości wielu set milionów. Koburdzki książę Cyryl z Bułgarii i Joasis muszą ułożyć się o ten spadek z Dorotą dla której dotychczas nie wpłynęła jeszcze żadna znacząca suma ze spadku jej rodzonego ojca, podczas gdy sam Cyryl z czeskiej posiadłości otrzymał 25 milionów koron. Cyryl i Joasis mieliby mieć nadzieję, że przy bankructwie Doroty mogliby dojść do korzystniejszego dla nich porozumienia – są więc naturalnymi sprzymierzeńcami księcia Alberta. Tymczasem okazało się, że nie może być żadnej mowy o niewypłacalności Doroty, nawet wtedy, gdy wypłata spadku koburdzkiego odroczy się na jeszcze dłużej. Dorota należy mianowicie do sześciu spadkobierców szacowanego na wiele milionów majątku niedawno zmarłej cesarzowej Meksyku, która była jej cioteczną babcią. Kryminalny epilog. Walka księcia Alberta i jego koburdzkich sprzymierzeńców będzie miała zresztą jeszcze epilog, który po części także przechodzi na obszar kryminalistyki. Z jednej strony z polecenia pruskiego ministerstwa sprawiedliwości powinny być zarządzone dochodzenia przyczyn, które skłoniły sąd okręgowy w Szprotawie do jego dziwnej uległości wobec życzeń księcia Alberta. Z drugiej strony w toku jest postępowanie przygotowawcze prokuratury berlińskiej przeciwko znanemu berlińskiemu radcy sprawiedliwości, który przez jakiś czas był doradcą prawnym księżnej Doroty a później w tym samym charakterze pracował dla jej koburdzkich przeciwników. Zarzucono mu, że dopuścił się zdrady „wobec strony”, kiedy wykorzystywał wiadomości, które otrzymał w czasie swojej pracy dla Doroty w interesie „Koburgów”. Jest mowa w związku z tym także o fałszywym poświadczeniu urzędowym. Dla działalności tego radcy sprawiedliwości znamienne zresztą jest to, że on wspólnie z pewnym czeskim kolegą za zawarcie umów, według których księżna Dorota powinna przekazać sumę 1650000 marek, dochodził honorarium w wysokości 2,5 miliona marek złota. Epilog tej arystokratycznej afery o spadek nie powinien przebiegać mniej sensacyjnie, niż te wydarzenia poprzedzające.
📜
Źródło historyczne
Gazeta „Prager Tagblatt" numer 68, rocznik 52, strona 4-5 z dnia 22 marca 1927 roku.