Załącznik do listu Annelies Sellmeier
Transkrypcja
Drugie spotkanie z dawnymi stronami rodzinnymi
Adelaidenau, 17 maja 1996 r.
Stało się jednak to cudowne wydarzenie,
ujrzałem ojczyznę po raz drugi,
odkąd okrutnie nas stamtąd wypędziła
29 stycznia 1945 roku bezlitosna, zła wojna.
Pierwszy raz było to przed dwoma laty,
gdy pojechałem z powrotem do domu,
do tego czasu minęło niemal pięćdziesiąt lat,
w których nie byłem już w domu.
Smutne, ekscytujące, a jednak tak piękne
było to pierwsze ponowne spotkanie.
Także tym razem byłem bardzo wzruszony,
lecz już nie tak bardzo zdenerwowany,
gdy znów znalazłem się w Adelaidenau
i tym samym ponownie stanąłem na ojczystej ziemi.
Mój brat zawiózł mnie tam, do domu,
za co zawsze będę mu wdzięczny.
On również się tam urodził,
zanim ojczyzna została utracona,
lecz nie wiedział już nic o domu,
bo był wtedy jeszcze taki mały.
Leśniczówka stała niegdyś przepięknie,
co widać również na dawnych zdjęciach,
pośród starych, grubych drzew
i miała wiele dużych pomieszczeń,
wśród nich także małą salę myśliwską,
w której dawniej jadano uroczyste posiłki
i w której siedzieli nawet książę i cesarz niemiecki,
gdy po wielkich polowaniach podawano dobre jedzenie.
Wokół leśniczówki panował przepych,
wszystko było urządzone na wzór parku,
biały żwir i zielone łąki,
stare drzewa, wielkie jak olbrzymy
i krzewy kwitnące w wielkiej liczbie,
stały w grupach wszędzie
a za leśniczówką można było zobaczyć
pomnik stojący na łące,
z którego spoglądał książę,
który niegdyś zbudował tam leśniczówkę.
Christian August von Schleswig-Holstein
tak się nazywał,
do niego należała dawniej cała ta ziemia
i po księżniczce Adelajdzie została nazwana
moja ojczyzna,
choć ja już jej nie znałem,
ale co roku na Boże Narodzenie działy się piękne rzeczy,
książę Albert zapraszał wszystkich leśniczych na
uroczystość bożonarodzeniową do swojego zamku w mieście.
Byliśmy z tego dumni i nawet po wielu latach
nie zapomnieliśmy, że na Boże Narodzenie
byliśmy gośćmi księcia. —
Tak, życie w Adelaidenau było dla nas radością,
choć były tam tylko cztery budynki,
dwie stodoły ze stajniami, leśniczówka i
dom robotnika leśnego,
te 4 budynki tworzyły całe Adelaidenau.
Wszystko było otoczone najgłębszą naturą,
nie było śladu działalności miejskiej
i parki wokół leśniczówki ciągnęły się bez ogrodzenia,
aż do pobliskiego skraju lasu.
Bardzo blisko leśniczówki znajdował się również
piękny, duży staw Adelaidenau (Adelaidenauer Teich),
nad którym spędzaliśmy wiele godzin
i odbywaliśmy wiele wesołych przejażdżek łodzią
a za tamą stawu płynęła nasza rzeka,
w której pływanie było dla nas czystą przyjemnością,
licząca około 70 km rzeka Szprota (Sprotte) była tam każdemu znana
i po niej nazwano również piękne mokradła Szproty (Sprottebruch)
a ponieważ żyło tam wiele zagrożonych zwierząt,
już wtedy, tak jak i teraz, był to
wielki rezerwat przyrody
i prawie w samym jego środku znajdowała się dokładnie
nasza piękna leśniczówka Adelaidenau.
Wojna zmusiła nas do opuszczenia tego wszystkiego,
my też nie mogliśmy pojąć tej grozy
i tylko strach o nasze życie
dał nam siłę do ucieczki,
wszystko musieliśmy zostawić tak, jak stało,
dlatego tęsknota za domem nigdy nie wygaśnie
i dlatego znów przybyliśmy do dawnej ojczyzny,
którą wojna zabrała nam na zawsze
i gdzie spędziłem tak radosne dzieciństwo
w całej radości i najpiękniejszym blasku
z dobrymi rodzicami, którzy byli tak kochani
i moim starszym bratem, którego również zabrała wojna,
lecz niestety w Adelaidenau wiele wygląda teraz zupełnie inaczej,
ale dla mnie pozostanie to zawsze moim domem,
nawet jeśli bomby właśnie wszystko zniszczyły,
co niegdyś należało do miejscowości Adelaidenau.
Tak więc z tych 4 budynków nie zostało już nic
i nic nie można już rozpoznać, jak było wokół leśniczówki,
bo nowe drzewa i krzewy pokrywają teraz tę ziemię,
dlatego podczas pierwszej wizyty również niczego nie rozpoznaliśmy,
bo nawet starych dębów, kasztanowców i lip,
nie można było już niestety odnaleźć,
aż tym razem mój brat znalazł stary wiąz,
który dawniej stał bardzo blisko leśniczówki.
Dopiero gdy go znaleźliśmy,
mogliśmy szukać, gdzie zniknęła leśniczówka
i faktycznie wtedy odkryliśmy
pod krzakami i drzewami głęboko w ziemi ukryte
kilka kamieni z dawnego fundamentu leśniczówki,
który rozpoznaje się szczególnie po tym,
że niegdyś była tam pralnia,
do której prowadziły w dół dwa stopnie
i te stopnie, choć z trudem, odnaleźliśmy
i dopiero dzięki temu wiedzieliśmy, gdzie stała niegdyś
nasza piękna leśniczówka.
Ponadto znaleźliśmy jeszcze kawałek studni,
sama studnia jest również całkowicie zasypana.
Tak niewiele pozostało z tego, co z leśniczówki,
odkąd wojna nas stamtąd wypędziła.
Stałem zagubiony wśród nowych krzaków i drzew
i mogłem tylko smutno marzyć o przeszłości
i o czasie sprzed pięćdziesięciu lat,
kiedy wszyscy byliśmy tu jeszcze tak szczęśliwi
a tam, gdzie teraz znalazłem tylko kilka kamieni,
które pokazały mi, gdzie dawniej stała nasza leśniczówka,
a to, że odkryliśmy to miejsce, udało nam się tylko dlatego,
że prowadziło nas nowe rozpoznanie na ten ślad,
ponieważ tym razem z powodu niskich trzcin
mogliśmy zobaczyć,
co w międzyczasie stało się z naszym stawem Adelaidenau.
Został on mianowicie poszerzony i przez nową tamę
zbliżył się znacznie bardziej do dawnej leśniczówki
i dopiero gdy to rozpoznaliśmy
i do tego zobaczyliśmy, gdzie jeszcze stoi stary wiąz,
odnaleźliśmy w końcu miejsce,
gdzie nasza kochana leśniczówka zniknęła na zawsze.
Lecz Szprota wciąż płynie swoim torem jak dawniej
a na stawie Adelaidenau pływa
nawet znów łódź
a także na brzegu Szproty Schramkalk,
jest wciąż jak dawniej pięknym lasem,
lecz drogi tam są już tylko widoczne,
ponieważ wzdłuż nich wciąż stoją stare dęby.
Również pobliski las, zwany Garnhorst, wciąż żyje,
lecz niestety jest on teraz całkowicie otoczony wodą,
ponieważ większość łąk mokradeł Szproty musiała ustąpić,
bo zostały przekształcone w wielkie stawy.
Tak więc krajobraz wygląda częściowo zupełnie inaczej,
ale mimo to pozostaje moim kochanym domem,
bo pomimo wielu zmian wciąż wiele jest mi bliskie
i tak też natychmiast odżyły stare wspomnienia
i szybko ojczyzna znów mnie porwała
od pierwszej chwili, gdy tam dotarliśmy
i uczucia, jak radość, smutek, a także ból,
razem poruszyły moje serce,
opisać jednak mogę to wszystko tylko z trudem,
bo kochałem moją dawną ojczyznę aż za bardzo.
Niestety ta śląska ziemia należy teraz do Polski
i język, który teraz tam brzmi, jest nam
już nieznany,
ale ponieważ w Adelaidenau nie stoją już żadne domy,
prawie nie widzieliśmy tam obcych ludzi,
tak więc byliśmy niepokojeni sami z naszą ojczyzną
i czuliśmy się trochę jak dawniej w domu,
lecz potem, gdy już wszystko zobaczyliśmy,
nie pozostało nam nic innego, jak znów odejść,
bo jesteśmy stamtąd wygnani na zawsze,
lecz nikt nie może nam zabronić kochać ojczyzny,
ale ponieważ prawie już jej nie zobaczę,
mówię jej ciche i smutne żegnaj. —
