List od Annelies Sellmeier
Transkrypcja
Annelies Sellmeier
Sulzbach-Rosenberg, 9.8.1997
(adres nadawcy)
Pan
Lubomir Compel
Dyrektor Domu Kultury
ul. Głogowska 17
59-325 Przemków / Polska
Szanowny Panie Compel!
Dopiero dzisiaj znajduję chwilę, aby serdecznie podziękować Panu za obszerne prospekty dotyczące mojej dawnej ojczyzny, Bagien Przemkowskich (Sprottebruch), przesłane mi na moją prośbę. Przejrzałam wszystko – na ile było to możliwe ze względu na różnicę językową – z zainteresowaniem. Gdyby w przyszłości, jak Pan zapowiada, powstały kolejne materiały o obszarze chronionym Bagien Przemkowskich, byłabym Panu bardzo wdzięczna za ich przesłanie, zgodnie z Pańską obietnicą.
Chciałabym również bardzo podziękować za Pańskie uprzejme zaproszenie na odbywające się 7 i 8 czerwca „Dni Przemkowa” połączone z wizytą w parku krajobrazowym i ptasim, na które jednak niestety nie mogłam przybyć.
Zakładając, że jako dyrektor Domu Kultury interesuje się Pan nieco historią Przemkowa, pozwalam sobie przesłać Panu również kilka kserokopii. Jest to fragment starej książeczki z 1898 roku zatytułowanej „Kolorowe obrazki ze Śląska” (Bunte Bilder aus dem Schlesierlande), która dobrze opisuje, jak i kiedy książęta Szlezwiku-Holsztynu stali się właścicielami Przemkowskiego Zarządu Książęcego wraz z przynależnymi do niego wielkimi dobrami ziemskimi na Śląsku. Mianowicie, to najpierw książę Christian August ze Szlezwiku-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga nabył w 1853 roku rozległe dobra wokół Przemkowa wraz z Bagnami Przemkowskimi (Sprottebruch), które następnie – jak widać z załączonego zestawienia – były dziedziczone przez kolejnych książąt szlezwicko-holsztyńskich. Kiedy ostatni książę Szlezwiku-Holsztynu Albert zmarł bezdzietnie w 1931 roku, cały ten majątek przemkowski, do którego – jak wspomniano – należały też Bagna Przemkowskie, w drodze spadku przeszedł na Dom Hohenzollernów, a konkretnie na pruskiego następcę tronu (Kronprinz) Wilhelma, syna ostatniego cesarza niemieckiego Wilhelma II (co również widać w załączonym zestawieniu historycznym). Od tego momentu, aż do roku 1945, dawny Zarząd Książęcy nosił nazwę Zarządu Następcy Tronu Dobra Przemków (Kronprinzliche Verwaltung der Herrschaft Primkenau).
Dawniej do Zarządu Książęcego Przemków należało między innymi 32 urzędników leśnych, a jednym z nich był mój ojciec. Po tym, jak najpierw przez kilka lat pracował u księcia Ernsta-Günthera w Armadebrunn oraz w Neuvorwerk (gdzie się urodziłam), od 1926 roku pracował jako leśniczy rejonowy (Revierförster) u księcia Alberta ze Szlezwiku-Holsztynu, a później u następcy tronu Wilhelma Pruskiego, zarządzając najpiękniejszym i największym rewirem, mianowicie leśnictwem Adelaidenau (Adelaidów), które rozciągało się na większą część Bagien Przemkowskich. Ponadto mój ojciec kierował jednocześnie Urzędem Leśnym (Forstamt) w Przemkowie.
[Strona 2]
Mieszkaliśmy w widocznej na załączonym zdjęciu pięknej leśniczówce Adelaidenau, która stała całkiem niedaleko Stawu Adelaidenau (zwanego teraz Stawem Anelin). Z tej leśniczówki, jak i z innych budynków w Adelaidenau, niestety nie pozostało już zupełnie nic. Mój brat, który również był leśnikiem, miał kiedyś przejąć leśnictwo Adelaidenau jako następca mojego ojca, ale straszna wojna zniszczyła nam wszystko. Mój brat poległ w Rosji, nasza piękna leśniczówka już nie istnieje, a w styczniu 1945 roku musieliśmy opuścić ojczyznę na zawsze.
Ponieważ na terenie Bagien Przemkowskich (Sprottebruch) już w naszych czasach znajdowało się łącznie ok. 1000 mórg powierzchni stawów, już dawniej występowały tam licznie najrzadsze ptaki wodne i obszar ten już wtedy był rezerwatem przyrody. Oprócz wielu rzadkich ptaków wodnych był to także nadzwyczaj bogaty w zwierzynę rewir leśny i łowiecki.
Zrozumie Pan, że w tym pięknym krajobrazie i w tak pięknej wówczas miejscowości Adelaidenau przeżyłam wraz z moimi kochanymi rodzicami i bratem cudowne dzieciństwo i młodość, i dlatego bardzo kochałam moją ojczyznę i wciąż ją kocham. Jedyną wadą była codzienna daleka droga do szkoły do Przemkowa, a później do Legnicy (Liegnitz), zaś mój brat musiał codziennie dojeżdżać do gimnazjum w Szprotawie (Sprottau).
Nieco o naszym dawnym, pięknym życiu w Adelaidenau może Pan wyczytać – jeśli zechce Pan zadać sobie trud i spróbuje to przeczytać – z również załączonych wierszy, które napisałam po moich wizytach w dawnej ojczyźnie 15.6.1994 i 17.5.1996 roku. Nie mają one być ani trochę rewizjonistyczne, lecz jedynie ukazywać wielką miłość do dawnej ojczyzny i ból po jej utracie. Myślę, że Pan to zrozumie, jeśli spróbuje spojrzeć na to z mojego punktu widzenia.
Obecnie, skoro Odra niesie tak straszną powódź*, ciągle myślę o tym, czy przez Bóbr i Szprotawę zalane są również Bagna Przemkowskie, jak przeżyłam to już kiedyś jako dziecko, gdy Szprotawa była wypełniona wodą po brzegi, a potem pękła tama w pobliżu jazu na Szprotawie. Całe Bagna Przemkowskie były wówczas, jak okiem sięgnąć, jedną wielką taflą wody.
Chcę już jednak zakończyć moje niezwykle długie wywody, mam jednak nadzieję, że być może niektóre z nich Pana zainteresują, co by mnie ucieszyło. Po Pańskim liście napisanym tak dobrze po niemiecku mam nadzieję, że będzie Pan w stanie przeczytać również te moje obszerne niemieckie wywody.
Gdybym rzeczywiście miała możliwość i szczęście zobaczyć moją dawną ojczyznę jeszcze raz, pozwoliłabym sobie zgłosić się być może także do Pana w Przemkowie, jednak z ponownych odwiedzin w dawnej ojczyźnie pewnie niestety nic już nie wyjdzie, ponieważ mam już teraz 72 lata i nie mam odwagi jechać sama samochodem tak daleko, więc byłabym zdana na inną możliwość podróży.
Z przyjaznymi pozdrowieniami,
[Brak podpisu na zdjęciu, ale z kontekstu wiadomo, że Annelies Sellmeier]
Załączniki:
7 załączników
Dopisek (Ze zdjęcia nr 1):
Postscriptum:
Po utracie naszej śląskiej ojczyzny w Adelaidenau, a wraz z nią całego dobytku, musieliśmy tutaj w Bawarii z wielkim trudem zbudować sobie nowe życie i nową egzystencję, co nam się też udało, ale tak pięknie jak w domu nie było już nigdy. Również moi kochani rodzice w międzyczasie zmarli i żyje jeszcze tylko mój brat, który podczas naszej ucieczki miał zaledwie 3 lata.
