Kronika miasta Przemkowa
Theodor Schulz
Kronika
miasta Przemkowa
obejmująca lata 1280 – 1874
autorstwa Schulza.
Druk i wydawnictwo:
Drukarnia Ottona Elsnera,
Szprotawa na Śląsku.
Historia współczesna miasta Przemkowa, to jest dłuższy lub krótszy opis – zależnie od okoliczności i materiału historycznego – wszystkiego, czym miasto pierwotnie było, co czyniło i co wycierpiało, bez wątpienia sprawi przyjemność obecnym i przyszłym mieszkańcom, gdy dowiedzą się o powstaniu swojej miejscowości rodzinnej, prześledzą następujące po sobie wydarzenia i przemiany, porównają sytuację dawnych i nowych obywateli oraz będą mogli myślami przenieść się do czasów swoich przodków.
Choć zajęcie to jest dla czytelnika tak zajmujące, opowiadający napotyka równie wielkie trudności w mierzeniu się z faktami historycznymi, gdyż często zmuszony jest uznawać mętne i niepewne źródła za gwarantów prawdy i wiarygodności swoich przekazów lub czynić z nich jedynych przewodników, aby odnaleźć drogę w splocie mroku i zawiłości, który spowija losy naszych przodków.
Wprawdzie zgodnie z rozporządzeniem rządu królewskiego z dnia 20 marca 1817 roku wymaga się przedstawiania i gromadzenia wydarzeń z bieżącego stulecia w prostej formie historycznej, i choć są to wprawdzie tylko fragmenty, czytelnik powinien jednak dowiedzieć się o pochodzeniu, budowniczym oraz wielu wcześniejszych stosunków z pradziejów, o ile zdołano je z pewnym stopniem pewności odnaleźć.
Przemków, zwany Primislavia, otrzymał tę nazwę jako miasteczko w roku 1280 od ówczesnego Przemysława, księcia żagańskiego, przeworskiego, ścinawskiego i szprotawskiego, i był budowany do roku 1290. Ten aktywny książę Przemysław sprowadził tu niemieckich mieszkańców i ufundował im kościół.
Podczas decydowania o losach Śląska, w roku 1355 miasto przeszło pod zwierzchnictwo królów Czech.
W roku 1387 książę Henryk VII o przydomku Rumpold (zapisany jako Raser), zwany księciem na Śląsku, panujący na szprotawskiej, zielonogórskiej i kożuchowskiej części księstwa głogowskiego, nadał Przemkowowi prawo mili na wyszynk piwa. Zakazał on komukolwiek sprzedaży obcych piw, jakiejkolwiek nazwy by nie nosiły, chyba że za ich [mieszkańców] dobrą wolą.
W roku 1484, z datą w Głogowie w dzień Wszystkich Świętych (1 listopada), Przemkowowi nadano prawa miejskie.
Król Władysław [II Jagiellończyk] potwierdził w roku 1508 prawo mili na skład piwa [wyłączne prawo do handlu i dystrybucji piwa w obrębie jednej mili od miasta], a w 1530 roku uczynił to samo król Ferdynand (zob. dalej: Weingarten, Fasciculus Disceptationum Juridicarum, t. 2, str. 90 i 91). Jak wynika z potwierdzenia wydanego w Pradze dnia 10 października 1561 r. przez cesarza, oraz [dokumentu] Ferdynanda III zawartego w rewersie z 1681 roku; patrz również przywilej cesarza Leopolda z roku 1692, wydany za czasów hrabiego z Prószkowa (von Proskau), a także dokument datowany w Głogowie na 13 lutego 1636 r. – zobacz min. Schickfuß, Kronika Śląska (Schlesische Chronica), księga 1, rozdz. 31, oraz księga 2, rozdz. 1; fakt ten potwierdzono również w przypisie do Silesiographii Henela (Henelii Silesiographia), cz. 2, rozdz. 8, § 16.”
Liczba członków gminy piwowarskiej wynosiła 63. Według ustaleń, na każdą warkę piwa pobierali oni z lasów pańskich (tzw. Lasu Górnego i Dolnego) 1,5 sążnia posuszu po opłaceniu kosztów rąbania w wysokości 3,5 srebrnego grosza za sążeń, w tym drewno piwowarskie za 8 groszy za sążeń. Miejscowi deputowani mają obowiązek bezpłatnego dowożenia posuszu ze swoich gospodarstw, zgodnie ze szczególnym porozumieniem z 13 września 1750 r.
W odnalezionych podręcznych księgach rachunkowych z lat 1711–1754, przy zakupie wszelkich potrzeb, takich jak słód i koryta piwne oraz przy przeprowadzanych naprawach i budowach, nie odnotowano płatności za drewno, lecz jedynie wliczano drewno z pni. Między innymi wspomniano też, że w 1712 r. prawdopodobnie przekazano posusz w Lesie Lipowym (Lindenwald), a w 1743 r. w Wilkocinie. Młyn Środkowy (Mittelmühle) na Młynowie musi o każdej porze mielić słód za 2 grosze za pełną warkę lub za 3 fenigi od korca, zgodnie z ugodą z 29 lipca 1699 r.
Po wojnie z Turkami również Przemków znajdował się pod rządami cesarza rzymskiego Rudolfa II. Miasteczko i dobra przemkowskie posiadali jednak z wszelkimi prawami książęcymi panowie von Rechenberg od 1397 roku i prawdopodobnie to przez nich około roku 1521 wprowadzona została tutaj religia ewangelicka, która była utrzymywana w nienaruszonym stanie aż do roku 1637.
Od 1631 roku właścicielem dóbr Przemków i Piotrowice został jednak katolicko-cesarski radca i pułkownik, będący również komendantem twierdzy Legnica, pan Leon Cropello de Medices, baron. W 1637 roku na jego polecenie ówczesny pastor ewangelicki Abraham Crusius musiał opuścić swój urząd. Był on ostatnim powołanym nauczycielem spośród tych, których ewangelicki Przemków posiadał od czasu reformacji.
Już w 1592 roku kościół miejski był pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny, a rok po spaleniu Jana Husa w Konstancji, kościół ten otrzymał stamtąd list odpustowy.
W roku 1637, po usunięciu ewangelickiego kaznodziei Crusiusa, ustanowiono księdza katolickiego, który jednak jesienią 1639 roku ze strachu przed Szwedami dobrowolnie opuścił kościół. 14 kwietnia 1636 r. pan pułkownik zapisał w testamencie swoje dobra przemkowskie kolegium jezuitów. Jednak po jego śmierci, 4 marca 1643 r., dobra te były obciążone wielkimi długami. Ojcowie jezuici wprawdzie zarządzali ich częścią i przez 20 lat procesowali się o całe państwo stanowe, musieli jednak po trzech wyrokach sądowych zrezygnować – i otrzymali tysiąc talarów za swoje roszczenia. W 1667 roku przejął je pasierb pana pułkownika, baron von Proskowsky, który pod nazwiskiem von Proskau został podniesiony do stanu hrabiowskiego.
Ponieważ w okolicznych wioskach stawało się coraz bardziej niebezpiecznie, a Przemków posiadał cesarski list ochronny (Salveguarde-Brief) oraz ochronę szwedzką, ewangelicki kaznodzieja z sąsiedniej wioski Sieroszowice, Johann Schupelius, szukał tutaj schronienia dla siebie i swoich bliskich. Magistrat pozwolił im gościnnie odprawiać nabożeństwa w stodole i ogrodzie (w miejscu, gdzie obecnie stoi kościół ewangelicki) oraz pobierać za to dobrowolne datki i opłaty. Działo się to od 10 lutego 1640 r. do 1643 r., po czym na rozkaz szwedzkiego generała Walhantscha powrócił on na swój poprzedni urząd. Jego następcą został jego zięć, Christoph Schirmer z Głogowa, proboszcz w Arnsdorf i Zauche, któremu na usilną prośbę magistrat również pozwolił gościnnie odprawiać nabożeństwa. Czynił on to od 1643 r. do 1647 r.
Jeszcze przed jego tutejszym urzędowaniem, gdy gmina uciekła do Różanego Ogrodu (miejsca na wrzosowisku, składającego się z gęstych zarośli, gdzie byli bezpieczni przed atakami wroga i od czego miejsce to wzięło swoją nazwę, którą zachowało do dziś), z wieży zniknęły dzwony. Pisał on w tej sprawie do szwedzkiego komendanta w Głogowie, pułkownika Neurada, wskazując na kilku podejrzanych woźniców jako domniemanych złodziei. Nie można było im jednak niczego udowodnić i wielu wpadło na myśl, że dzwony – jak to było wówczas powszechnym zwyczajem – zostały gdzieś zakopane i że dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności mogą zostać kiedyś odnalezione. Ten człowiek zmarł. Jego przyjaciel pozostał tu po jego śmierci i posiadał własny dom nad rzeczką Treibe.
Następcą został Martin Michelmann z Głogowa, który w latach 1646–1654 służył gminie ewangelickiej na swoim urzędzie. Gdy 9 lutego tegoż roku cesarscy komisarze przybyli do młynów, chrzczono właśnie dziewczynkę z Łężc przy Kälbertränke. Była to ostatnia posługa urzędowa w kościele katolickim [budynku kościoła przejmowanym przez katolików]. Co ciekawe, dziewczynka ta przeżyła, wyszła za mąż w Ługach i dożyła 87 lat, tak więc jej pogrzeb był jedną z pierwszych posług pierwszego ewangelickiego nauczyciela pod panowaniem pruskim.
Pan Michelmann tymczasem oddalił się, a komisja cesarska zatrzymała się na zamku u Ojca Rektora i o godzinie 3 po południu przybyła odebrać kościół. Zgromadzony lud otoczył świątynię. Komisja zażądała, aby ktoś z obecnych zamknął kościół i oddał klucz; nikt z zebranych nie chciał tego uczynić. Po długich namowach i obiecanej nagrodzie, młody człowiek o nazwisku Winzger dał się do tego nakłonić, lecz później tak bardzo wziął to sobie do serca, że popadł w melancholię i uciekł. Nikt nie wiedział, co się z nim stało. Dopiero gdy wiosną kosiarze ścinali łąki, znaleźli najpierw jego kapelusz, a potem martwe ciało w bagnach przy granicy z Gaworzycami. Miał on jeszcze 2 braci, którzy musieli przybyć i go obejrzeć; gdy rozpoznali po ubraniu zwłoki swojego brata, kazali zrobić trumnę, złożyli go do niej i zanieśli na drągach aż do topól przy polach Ługów, i tam pochowali go pod wierzbą.
Pan Michelmann wygłosił swoją mowę pożegnalną z tej samej stodoły do gminy zebranej w ogrodzie, w której to pan Schupelius 14 lat wcześniej rozpoczął odprawianie nabożeństw. Stąd udał się przez Żagań do Marchii Brandenburskiej, gdzie miał znaleźć nowe miejsce służby. Miejsce, na którym obecnie stoi nasz kościół ewangelicki, pozostało od 1640 roku (czyli przez całe stulecie) tak ważne dla ewangelickich przemkowian, że zawsze pielęgnowali w sobie cichą nadzieję, iż kiedyś znów stanie tam kościół. Ich cmentarz graniczył z tym miejscem, a nawet obce dzieci dwa razy dziennie odprawiały tam swoje modły, dopóki nie przepędzano ich biciem.
Państwo stanowe Przemków i Piotrowice należały teraz do Chocianowa, a od 1656 roku, gdy wybudowano kościół w Pogorzeliskach, wierni udawali się głównie tam, mimo że raz po raz zakazywano im tego i nakazywano uczęszczanie do kościoła katolickiego.
W 1737 roku, po śmierci hrabiego Georga Christopha von Proskau, dobra przeszły na hrabiego Heinricha Gottloba von Roeder z Małomic. 22 lutego 1741 roku tutejsza gmina ewangelicka otrzymała z kwatery głównej w Ruszowicach pod Głogowem wiadomość o wyznaczonym losowaniem dla miasta i majątku ziemskiego Przemków kaznodziei, którym został Heinrich Otto Kegel, pochodzący z Quedlinburga.
Był on jednym z dwunastu, którzy 16 stycznia zostali ordynowani w Berlinie dla ewangelickich Ślązaków. Burmistrz Knappe i mistrz Gottfried Dittmar wyruszyli po niego następnego dnia i sprowadzili go ku ogólnej radości 25 stycznia. 29 stycznia, w niedzielę Siedemdziesiątnicy, wygłosił on na podstawie Ewangelii kazanie wprowadzające na otwartym rynku, przed domem warzelnika mydła, obecnie nr 107. W tym samym domu odprawiał również modlitwy tygodniowe i sprawował sakramenty. Ze względu na mieszczan i poddanych, wkrótce popadł w konflikt z państwem stanowym i w 1742 roku wszczęto przeciwko niemu proces. W połowie listopada udzielił ostatniego chrztu. Został wezwany do Głogowa, zawieszony w urzędzie i zatrzymany w areszcie. Siedmiu sąsiednich duchownych musiało odprawiać nabożeństwa okrężne i zarządzać urzędem. 5 października 1743 roku nastąpiło wreszcie, dzięki różnym wstawiennictwom, jego przeniesienie.
Po nim, 26 stycznia 1744 roku, przybył M. Gottlieb Sutorius z Alzony pod Grodźcem (Grödißberg). Był on już przez 21 lat kaznodzieją w Chocianowie i przez 6 lat w Pogorzeliskach.
13 kwietnia 1744 roku położono kamień węgielny pod nowy kościół luterański na zakupionym w tym celu wzgórzu winnym. Jego Ekscelencja, hrabia Roeder, podarował na ten cel wszystkie materiały budowlane. 9 sierpnia, w niedzielę po Trójcy Świętej, pan Sutorius dokonał jego poświęcenia. Zmarł on na apopleksję (udar) 9 sierpnia 1766 roku, po tym jak w 1747 roku wybudowano plebanię, a w 1748 roku budynek szkoły.
Gdy na rozkaz królewski wszystkie budynki użyteczności publicznej musiały zostać pokryte dachówką, w 1770 roku podmurowano szkołę aż do rygli i pokryto ją cegłą. W 1771 roku wymurowano dolną kondygnację plebanii, a następnie pokryto cały budynek dachówką. 6 kwietnia 1774 roku rozpoczęto prace przy kościele: rozebrano stopniowo konstrukcję ryglową świątyni, która miała łamany dach i nie nadawała się do pokrycia dachówką. Usunięto stare fundamenty i położono zupełnie nowe, szersze o dziewięć czwartych, a w 1776 roku kościół wybudowano jako budowlę w pełni murowaną i pokryto cegłą. Jego Ekscelencja, królewski minister stanu Henryk IX hrabia Reuss, który władał państwem stanowym od 1752 roku aż do swej śmierci w 1780 roku, udzielił całkowitego zezwolenia na bezpłatne wypalanie wszystkich cegieł oraz podarował żelazo do kotwienia konstrukcji. Ponadto po stronie zachodniej (wieczornej) położono dla potomnych fundament pod wieżę. Ewangelicki Przemków musi zachować w wiecznej pamięci wielkie zasługi panów hrabiów Roedera i Reussa dla fundacji i ulepszenia kościoła oraz szkoły; gdyż bez ich nadzwyczaj wielkodusznego wsparcia nie zostałaby ona wybudowana ani tak szybko, ani tak pięknie i trwale.
Po śmierci pana M. Sutoriusa w 1766 roku, gmina ewangelicka otrzymała jako swego kaznodzieję pastora Andreasa Menzla. Po tym, jak sprawował on swój urząd z honorem przez 34 lata, zmarł 9 lutego 1800 roku ku największemu smutkowi swych wiernych i licznych rodzin, w sędziwym wieku 66 lat. Następcą jego, z powołania pana patrona kościoła i właściciela ziemskiego, został pastor Johann Gottfried Engwitz, urodzony w Gościszowie (Gießmannsdorf) w powiecie bolesławiecko-lwóweckim.
W 1618 roku wybuchła wojna 30-letnia, która trwała do 1648 roku. W 1642 roku Szwedzi spalili miasto. Aby spłacić ówczesną szwedzką kontrybucję wojenną, wszyscy mieszkańcy bez wyjątku – gospodarze i służba – musieli się złożyć. Ze względu na przeprowadzone wcześniej śledztwo i uczestnictwo w nim, miasto wraz z przynależnymi do niego ośmioma wioskami zostało zobowiązane do wniesienia wkładu nie w jednej trzeciej, jak to było zwyczajem, lecz tylko w jednej szóstej części. Od tego roku roczna opłata ochronna (Schutzgeld) dla komornika wynosiła 20 srebrnych groszy. Wiadomości o wydarzeniach wojennych, które miały tu miejsce w tamtym okresie, brakuje całkowicie.
8 kwietnia 1652 roku tutejsi garncarze zawarli przed sołtysem (Schulzem) i sądem umowę dotyczącą zapotrzebowania na glinę. Drogą kupna nabyto w Krępie działkę rolną należącą do tamtejszego gospodarstwa chłopskiego za sumę 13 talarów rzeszy. Z działki tej mogli korzystać i wydobywać surowiec także potomkowie garncarzy jako właściciele. Każdy garncarz musiał się jednak zobowiązać do dostarczania temuż właścicielowi 15 naczyń rocznie, tak długo, jak działka będzie użytkowana. Gdyby wydobycie gliny na tym polu ustało, należało zawrzeć nową umowę z innym tamtejszym właścicielem gruntu dostarczającego glinę, jednak na uczciwych warunkach, od czego nie mogą się uchylić, gdyż na tamtejszych polach można znaleźć tylko glinę, a jako produktu dostarczanego przez naturę nie można zabronić garncarzom jej poszukiwać – zwłaszcza że tamtejsi chłopi muszą uiszczać tutejszemu dominium pewien czynsz od gliny.
27 czerwca 1656 roku, jeszcze zanim państwo stanowe Piotrowice należało do Przemkowa, przemkowianie mieli wypas bydła na tzw. Królewskiej Puszczy (Königsheide). Prawo to zostało ponownie zbadane przez Królewski Sąd Dworski w Szprotawie w 1671 roku, po czym prawo to podtrzymano i potwierdzono.
W 1681 roku domy, które odbudowano po wojnie 30-letniej, doszczętnie spłonęły w wyniku pożaru, który wybuchł; wraz z resztą starego miasta ocalały jedynie 4 chaty.
Od 7 września 1698 roku istnieje pierwszy dokument zatwierdzający hrabiego von Proskau, na mocy którego w zamian za uiszczany owies leśny i ugodowe 200 talarów (są to dosłowne słowa dokumentu), a więc z tytułu świadczenia wzajemnego, nadano wszystkim gminom należącym do dominium Przemków i Piotrowice nieodwołalne prawo serwitutu do grabienia ściółki oraz zbierania posuszu z lasów pańskich. Prawo to zostało później ponownie potwierdzone dokumentem z 23 listopada 1739 roku.
W 1702 roku przy współudziale pana na dobrach strzelcy wybudowali strzelnicę. 25 czerwca 1705 roku hrabia George Cristoph von Proskau na prośbę mieszczan podarował im pieniądze za pańszczyznę (zwolnił ich z opłat robocizny).
W 1707 roku król Szwecji Karol XII przybył ze swoją armią do granic Śląska, pokonał Duńczyków, Rosjan i Polaków, aby uwolnić swoich współwyznawców od przymusu religijnego i skarg, pod którymi cierpieli przez tyle lat. — Śląsk zdawał się być zmuszony do wiecznego znoszenia przymusu religijnego, chociaż przy zawarciu pokoju westfalskiego ustalono głównie zaprzestanie ucisku religijnego protestantów i obiecano im przyznanie swobód; pierwszy artykuł konwencji altransztadzkiej zawiera tak ważne dla wolności religijnej 11 paragrafów. Po przybyciu Karola XII w okolice Zielonej Góry, ze wszystkich powiatów Dolnego Śląska spieszyli do niego proszący, skarżąc się na swą niedolę. Spokojnie wysłuchał ich skarg, a nawet rozmawiał z osobami stanu nieszlacheckiego. Gdy ten szlachetny monarcha przybył do Kożuchowa i tam kilkudniowy pobyt podjął, zgromadziło się mnóstwo szlachty i duchownych obu wyznań, aby życzyć mu szczęścia. Choć ten bohater początkowo okazywał się tak łaskawy, gdy osobiście pokazał się ludowi, tak samo uroczyście i z poważnym spojrzeniem (usiadłszy na koniu), obiecał na miejscu usunąć zgłoszone mu uciski religijne, z których niektóre przedłożone mu skargi specjalnie wymienił i przytoczył, pod groźbą najsurowszych kar z karą śmierci włącznie, w ciągu 24 godzin. — Cesarze Józef i Karol myśleli jeszcze zbyt wielkodusznie, by po nieszczęściu Karola XII odwołać i złamać swe obietnice; jednak nie wszystkie niższe władze były ożywione ich duchem, gdyż nienawiść religijna nigdy nie wygasła u katolików, a krzywdy trwały nadal; jak i w jaki sposób, nie będę tu przytaczał. — Wreszcie w 1740 roku przybył Fryderyk Pruski i obiecał pełną wolność religijną. Jak mile był widziany, może pomyśleć tylko ten, kto o wierności i przywiązaniu naszych przodków do wyznawanej wiary oraz o zniesionych i wycierpianych z tego powodu obelgach, pogardzie, uciskach itd. czytał i dzięki temu się z nimi zapoznał. Zob. Historia Kościoła w Przemkowie.
W 1715 roku zakupiono dla miasta dom wspólnego pasterza. Z rachunków rocznych i manualiów z ubiegłych i kolejnych lat wynika, że przy wszystkich budowach miejskich, takich jak bramy, studnie, stawy itd., za wymagane do tego drewno z lasów pańskich nigdy nie odnotowano ani nie znaleziono żadnej zapłaty poza opłatą za pień (Stammgeld). Nigdy też nie płacono za transport, lecz był on wykonywany bezpłatnie przez zamożnych mieszczan.
Również wszelkie niezbędne drewno opałowe do słodowania oraz drewno budowlane na nowe budowy i naprawy miejskiego browaru, jak niemniej z lasów pańskich potrzebne drewno budowlane do budowy browaru, do zbudowanej w 1722 roku słodowni, do nabytego w 1732 roku nowego koryta do słodu, jak również do sprawionego w 1734 roku nowego koryta do piwa oraz do nowych budów i napraw, wymagane drewno było wydawane bezpłatnie przez państwo stanowe (Herrschaft); prawdopodobnie mogło się tak dziać dlatego, że zapotrzebowanie na piwo dla dominium warzono wspólnie w browarze miejskim. O tym bowiem, że gmina piwowarska miała prawo wyszynku na wsi, świadczy rachunek z 1675 roku, w którym wspomina się o nalewaniu obcych piw przez mieszczan w Wysokiej i Wilkocinie. Nowy kocioł warzelny zakupiono w 1733 roku, a stary zaliczono na poczet ceny w kwocie 83 srebrnych groszy.
W 1723 roku, z datą we Wrocławiu 25 czerwca, George Christoph, hrabia rzeszy von Proskau, nadał tutejszemu bractwu strzeleckiemu jego przywilej i odnośne artykuły. Każdorazowy król strzelecki otrzymuje między innymi od majątku ziemskiego klejnot w postaci srebrnego pucharu o wartości 8 talarów rzeszy. Jest on również wolny od wszelkiej kontrybucji w takim stopniu, w jakim obciąża ona jeden browar; w przypadku jednak, gdyby nie posiadał on prawa warzenia piwa, wypłaca mu się z kasy miejskiej tyle, o ile to pierwsze przewyższa to drugie; przy tym jest on zwolniony ze wszelkich opłat miejskich, kwaterunku, zaciągu, remontu, a także innych opłat pańskich, otrzymuje roczny dochód z Łąki Królewskiej (Königs-Wiese), ponadto otrzymuje z Królewskiej Prowincjonalnej Głównej Kasy Serwisowej 2 talary rzeszy.
W 1731 roku zbudowano dzwonnicę, jednak przelanie dużego dzwonu nastąpiło już w 1700 roku w Żarach. W 1732 roku zakupiono średni dzwon i wzięto mały do pomocy, zaliczono na to 12 talarów 20 srebrnych groszy, a miasto dołożyło 100 talarów rzeszy. W 1733 roku zbudowano wieżę i osadzono gałkę. W 1737 roku mały pęknięty dzwon przelano w Zgorzelcu, koszty wyniosły 35 talarów rzeszy 8 srebrnych groszy 6 fenigów. Dzwony zgodnie z ówczesnymi przepisami kościelnymi były każdorazowo opłacane przez parafian, dlatego za dzwonienie na jeden puls trzema dzwonami wolno pobierać tylko 3 srebrne grosze.
W 1740 roku król Fryderyk II przybył na Śląsk.
Od 1742 roku istnieje na Dolnym Śląsku, z wyłączeniem Wrocławia (Breslau), z rozkazu króla Fryderyka, datowanego w Poczdamie 24 listopada, ustanowienie Katastru Towarzystwa Ogniowego.
Podobnie jak w rachunkach sprzed 1742 roku, jak i po nim, składki na wynagrodzenie pasterza są według nich rozdzielane proporcjonalnie do liczby bydła i ich właścicieli. Z nadwyżki kupowano woły rozpłodowe, utrzymywano je, a dom gminny utrzymywano w dobrym stanie technicznym. Do trzody chlewnej zawsze zatrudniano osobnego pasterza.
W 1743 roku, na mocy ugody, czynsz za pańszczyznę (Robothzins) dla ogółu mieszczan ustalono na 200 florenów, czyli 166 talarów rzeszy i 16 srebrnych groszy. Według dotychczasowego zwyczaju, w półrocznych ratach składają się: zamożny gospodarz (Begüterter) rocznie 2 talary 5 groszy, mieszczanin z prawem warzenia piwa (Braubürger) 1 talar 12 groszy, pojedynczy browar 14 groszy, a domownik lub najemca (Mietsbürger) 28 groszy. Pierwsi płacą to za swoje nieruchomości i gospodarstwa zamiast dawniej obowiązujących usług pańszczyźnianych; właściciel browaru płaci to za swoje usługi, natomiast rzemieślnik, który nie posiada dóbr ani browaru, wpłaca te 28 groszy jako opłatę służebną (Dienstgeld). Według tego listu uwalniającego, magistrat oraz każdorazowy król strzelecki są całkowicie zwolnieni ze wszelkich posług dworskich i opłat służebnych.
Podobnie za wszystkie posiadłości wypłaca się rocznie z kasy kamery do kasy rentowej majątku ziemskiego 46 talarów 12 groszy (obecnie 49 talarów 6 groszy) tytułem opłat za drewno, ściółkę i trawę za korzystanie z lasów pańskich. Do pierwszej opłaty dokładają się wszyscy, do drugiej zaś tylko dawni właściciele łąk. Ponadto za zlikwidowany gościniec Friedla płaci się rocznie czynsz w wysokości 18 groszy 6 fenigów, a na umocnienie rowu ziemskiego (Landgraben) również rocznie 4 talary z kasy miejskiej do wspomnianej kasy rentowej. Następnie, zgodnie z późniejszą ugodą sądową z dnia 4 sierpnia 1766 r., kasa miejska i miejska kasa browarnicza wpłacają tam wspólnie 16 talarów 20 groszy zamiast dotychczasowych rocznych 30 sążni transportu posuszu do browaru pańskiego. Ponadto za każdą zamieszkaną izbę należy płacić do kasy rentowej rocznie 3 grosze podatku kościelnego.
W tej samej ugodzie określono również pozostałe czynsze dominialne i daniny (Ehrungen), które później rozdzielono na poszczególne posiadłości i zamieniono na czynsze pieniężne, a które wcześniej ogół mieszczan musiał oddawać w naturze: 48 gęsi, 12 starych kur, 61 młodych kurcząt i 2 kapłony. Od cechów i gildii związanych z przywilejami ław rzemieślniczych, których prawa istnieją od 1387 roku (choć ogólna organizacja wszystkich cechów trwa od 1733 r.), wpłaca się rocznie: cech kowali 8 groszy, cech krawców 8 groszy, cech piekarzy 5 talarów śląskich, a od wyszynku soli 6 groszy 6 fenigów. Od 6 właścicieli ław mięsnych cech rzeźników płaci 6 kamieni łoju lub 4 talary, opłatę od ozorów (Zungengeld) 8 talarów, oraz opłatę od wieprzowiny (Ebreschengeld) 6 talarów 12 groszy.
Od młyna garbarni (Lohmühle) cech szewców płaci 4 korce lub 3 talary 24 grosze. Prawo to nadano im 12 lipca 1702 roku, a od 1683 r. było ograniczone do 9 ław. Młyn garbarni jest utrzymywany w dobrym stanie przez tychże właścicieli ław obuwniczych; dominium dostarcza potrzebne drewno, a szewcy opłacają robociznę i koszty budowy; w zamian za to mają oni prawo do 27 dni rocznie pracy w swojej stępie garbarskiej. Dzięki przywilejom prawa mili chronieni byli zawsze także mistrzowie cechowi. Stosunki te sprzyjały dobrobytowi mieszczan trudniących się rzemiosłem, a średnio utrzymywali się także ci, których zajęciem i źródłem utrzymania było rolnictwo i hodowla bydła, na czym rzadko zbywało, przez co starali się zapewnić sobie chleb obok prowadzonej działalności zawodowej.
15 września 1750 roku zawarto umowę z tutejszymi posiadaczami dóbr w sprawie gościńca Manigla, który popadł w upadłość (Cridam), oraz gościńca i gospodarstwa Friedla, które również w 1743 roku popadło w upadłość. Zgodnie z tym, zamożni gospodarze przejęli te dwa gospodarstwa i ciążące na nich obowiązki według tradycji utrzymywanej już przed 1731 rokiem: muszą oni nieodpłatnie wykonywać wszystkie transporty budowlane i kamienia dla miasta, jak również wszystkie transporty drewna budowlanego i opałowego do miejskiej słodowni i browaru. Ponadto muszą oni dowozić 5 sążni drewna deputatowego i 3 kopy chrustu, podarowanych przez państwo stanowe dla ewangelickiego kantora, za co otrzymują wspólnie z kasy kamery 1 talar 12 groszy rocznie w terminie Bożego Narodzenia. — Patrz: miejskie rachunki roczne, które z wielu roczników od 1700 roku są jeszcze zachowane i znajdują się w rejestraturze rady.
16 listopada 1750 roku, na mocy ponownej ugody dotyczącej drewna (Holztransact), odnowiono nabyte uprawnienie do grabienia ściółki i zbierania posuszu z lasów pańskich; pchający taczki (Radverschieber) dwukrotnie w tygodniu – we wtorki i czwartki, natomiast posiadający prawo podwody z wozami tylko raz – w czwartki. Na mocy tej ugody zakaz [zbierania], przypadający od dnia św. Idziego na okres 10 tygodni, ma nie obowiązywać, lecz chrust na wyrębach, szczególnie tym pchającym taczki, ma być wskazywany do uprzątnięcia w najbliższej okolicy, dopóki tam się znajduje. Po tym, jak panowie na dobrach musieli ponownie zezwolić na dozwolone zbieranie i wycinanie drewna, zarówno w dni zimowe, jak i w każdej innej porze roku, ogólnie dla pchających taczki to, co mają najbliżej, powinno pozostać wolne, gdyż nie mogli być oni traktowani na równi z posiadającymi zaprzęgi. — Nota: 1529 Archiwum Urzędu w zielonej księdze.
W 1750 roku, poza 9 komornikami i pasterzem gminnym, znajdowało się tutaj: 9 szewców, 9 krawców, 10 kowali, 5 piekarzy, 10 bednarzy, 5 garncarzy, 7 kołodziejów, 6 rzeźników, 2 stolarzy, 1 hurtownik (Großkrämer), 5 drobnych kupców, 3 muzyków, 2 zbieraczy przędzy, 1 ślusarz, 1 rymarz, 1 pasamonik (Riemer), 1 kuśnierz, 1 białoskórnik, 2 cyrulików, 1 handlarz drobnym żelastwem, 1 powroźnik, 1 cieśla, 1 handlarz mąką, 1 krupnik, 1 sukiennik oraz 3 młynarzy wiatrakowych, którzy w tym samym roku przenieśli się do miasta.
1 maja 1751 roku odnowiono umowę dotyczącą prawa do sierpów i wypasu, zgodnie z którą wszystkie gminy wraz z gminą miejską posiadają prawo do sierpów i wypasu jako serwitut wobec dominium. Kamera miejska płaci z tego tytułu rocznie 20 talarów rzeszy.
4 maja 1755 roku, zgodnie z sądowym ustaleniem, mieszkańcy miasta, gminy Łężce i Młynowo, mają prawo przebywać ze swoim bydłem na ich łąkach leżących za Łężcami i Młynowem, na których wszyscy posiadają wspólne pastwisko, do 7 maja lub 14 dni po św. Jerzym i nie wolno wypasać tam dłużej; od tego dnia aż do dnia św. Michała łąki mają być chronione; według protokołu z 4 maja 1754 i 1755 r. str. 58.
W 1756 roku ówczesna Królewska Kamera Wojenna i Domen w Głogowie zatwierdziła opłaty od pogłowia zwierząt, miejskie i targowe podczas 4 odbywających się tutaj jarmarków oraz dni targowych bydła i lnu, z poleceniem podania stawek do wiadomości publicznej poprzez wywieszenie taryfy. Wyższe instancje zezwoliły również na odbywanie targu tygodniowego w środy.
W 1756 roku wybuchła wojna siedmioletnia, która trwała do 1763 roku. Pokój zawarto w Hubertsburgu. Fryderyk musiał walczyć przeciwko Austriakom, Rosjanom, Szwedom, Francuzom i Armii Rzeszy; pokonał ich wszystkich i nie zawarł hańbiącego pokoju. — Losy dotyczące tutejszej miejscowości podczas tej wojny oraz wydarzenia, które miały tu miejsce, nie mogą zostać przytoczone z powodu braku wiarygodnych doniesień.
W 1772 roku nastała wielka drożyzna w sąsiedniej Saksonii, Czechach i w Rudawach; wzrosła ona aż do klęski głodu. Tysiące ludzi z tamtych stron wywędrowało na błogosławiony Śląsk. Drożyzna ogarnęła prawie całą północną Europę. Ówczesna nędza spowodowała ogromny wywóz zboża przez kontrabandę, której prawie nie dało się zapobiec. Wielki nieurodzaj z poprzedniego roku oraz tegoroczne, długo utrzymujące się mrozy, które zniszczyły plony, były brzemienne w skutkach we wspomnianych krainach, gdzie ostatecznie przyrządzano i wypiekano chleb z plew i mąki owsianej. Korzec żyta według miary wrocławskiej osiągał już wtedy cenę 4 talarów rzeszy.
Król nie chciał wystawiać swoich dobrych Ślązaków na podobne doświadczenia i dlatego otworzył swoje magazyny, wypełnione na wypadek wojny. Sprzedawał żyto po zwykłej cenie rynkowej. Jęczmień itp. pożyczał, darowywał, wspierał i chronił swych poddanych niczym ojciec kraju. Tak mądrze i dobrze postępował szlachetny monarcha w całym swym kraju; wspierał sztukę i naukę, a w swoim królestwie ufundował niezapomnianą pamiątkę poprzez swoje niezwykle liczne instytucje dobroczynne. Szczególnym arcydziełem był ustanowiony w 1770 roku system kredytów ziemskich. Zawarł on przymierze z książętami Rzeszy.
Podobne dobroczynne wsparcie, mające na celu zapewnienie najuboższym mieszkańcom tutejszego miejsca możliwości zarobku na chleb, wykazało dominium, Jego Ekscelencja Henryk IX hrabia von Reuß, poprzez to, że kazał zburzyć stary zamek i wznieść dla siebie nowy dom mieszkalny. Również ten wielkoduszny pan, kierowany szlachetnym uczuciem i współczuciem, przez dłuższy czas darowywał swym biednym poddanym na dziedzińcu zamkowym kleik mączny.
W 1772 r., w porozumieniu z dworami Austrii i Rosji, król [Prus] wysłał wojska do Królestwa Polskiego i bez walki przejął w posiadanie pas ziemi, który już w dawnych czasach znajdował się w posiadaniu Prus. To samo uczyniły oba wymienione mocarstwa. Dzięki temu zawiązana w nieszczęsnej Polsce konfederacja [barska] została zdławiona i przywrócono spokój. 27 września król przyjął już hołd od nowych prowincji, mianowicie Pomorza i Prus Zachodnich.
W 1773 r. rozwiązano zakon jezuitów.
W 1773 r. również Przemków miał (jeśli się nie mylę) rzadkie szczęście widzieć naszego ukochanego monarchę w naszej miejscowości podczas jego podróży powrotnej do Poczdamu.
W 1778 r., z powodu sporu o sukcesję bawarską po śmierci elektora Maksymiliana Józefa rok wcześniej, wybuchła wojna z Austrią. Bez większych bitew armii sprawa została rozstrzygnięta i 13 maja w Cieszynie zawarto pokój. Przemarsze wojsk w obie strony dotknęły naszą miejscowość i okolicę w znacznej mierze.
W 1781 r. spadkobiercy hrabiowscy sprzedali majątek ziemski baronowi von Seherr-Thoß na Abersdorf i Güttmannsdorf koło Dzierżoniowa.
W 1785 r. między dominium a miejską gminą piwowarską wywiązał się proces z powodu nigdy wcześniej niemającego miejsca na dziedzińcu zamkowym, a teraz w pełni wprowadzonego publicznego wyszynku piwa na kwarty. Działo się to z oczywistą szkodą dla tych ostatnich. Prawo składu piwa nie zostało w tym procesie zakwestionowane, chociaż z powodu wcześniejszych (wprawdzie domniemanych), lecz teraz nieznanych i niekorzystnych dla gminy okoliczności, sprawa już dawno zmieniła się o tyle, że przestała ona wykonywać to nadane i uprzywilejowane w 1387 r. prawo. Prawdopodobną przyczyną były wielkie nieszczęścia, które w międzyczasie dotknęły miejscowość, i wynikająca z nich wielka bieda. Jednak gmina w prowadzonym procesie o wyszynk piwa, dzięki przedstawionym dokumentom, w I i II instancji miała tyle racji, że tylko miastu przysługiwał wyłączny wyszynk piwa na kwarty, a dominium musiało z niego zrezygnować. Jednak w III instancji, z nieznanego nam powodu i w nader nieszczęśliwym dla gminy momencie, zaprzeczono uznanemu w dwóch instancjach i w pełni słusznemu prawu gminy, a przyznano dominium prawo do publicznego wyszynku piwa i goszczenia gości, a później nawet przeniesienia na dziedziniec zamkowy gorzelni wódki, która wcześniej znajdowała się przy stawie miejskim. Miało to bardzo niekorzystny wpływ na miejską sprzedaż piwa. To, że w dawnych czasach była ona znaczna i bardziej zyskowna dla gminy, wynika z zachowanych rachunków z lat 1754–1755, kiedy to rocznie sprzedawano 1176 ośmionek piwa; przy zysku 6 srebrnych groszy dawało to kapitał rzędu 1249–1250 talarów rzeszy, a przy zysku 20 srebrnych groszy na ośmionkę roczny zysk gminy wynosił 980 śląskich talarów rzeszy lub 784 talary reńskie.
Wiosną 1786 r. nastąpiła wielka powódź, która wszędzie, a w szczególności przy głównych rzekach, wyrządziła nieobliczalne szkody i miała niekorzystny wpływ na główne zbiory tutejszych właścicieli łąk.
16 sierpnia 1786 r. zmarł Fryderyk Wielki, po 46 latach chwalebnego panowania. Po nim nastąpił Fryderyk Wilhelm II, który zaraz po objęciu rządów zorganizował wyprawę do Holandii kosztem 1 200 000 talarów rzeszy. Powodem były niepokoje w republice, które doprowadziły do usunięcia dziedzicznego namiestnika (szwagra króla).
W 1791 r. baron von Seherr-Thoß sprzedał majątek ziemski Przemków i Piotrowice baronowi von Bibran und Moldau za 275 000 talarów rzeszy. Tenże, jako patron tutejszych kościołów, w latach 1790–94, nakładem gotówki z funduszy kościoła katolickiego oraz przy pomocy szarwarków miasta i gmin wiejskich, odrestaurował wieżę – ozdobę miasta. Została ona gruntownie naprawiona od fundamentów, wyposażona w zestaw trzech dzwonów o harmonijnym brzmieniu, jej dach pokryto nowym gontem drewnianym i pomalowano na zielono, dzwonnicę całkowicie ulepszono, odrestaurowano również iglicę, gałkę i chorągiewkę, tak że górowała pięknością nad wieloma budowlami miasta.
W 1792 r. król wysłał armię do Francji z powodu wybuchu rewolucji, aby przywrócić tam porządek. Nie doszło jednak do żadnych szczególnych wydarzeń i wojsko powróciło do ojczyzny. Pewien służący w artylerii kanonier stąd zginął od wystrzału armatniego.
W 1792 r. gąsienice różnych gatunków wyrządziły wielkie szkody w lasach i drzewach owocowych.
19 września 1793 r. wieczorem, z powodu zaniedbania, wybuchł pożar w mieszkaniu cieśli Bertholda (dom dominialny położony za ratuszem pod nr 10). Spłonął on doszczętnie, podobnie jak dom kowala Reicherta pod nr 37 oraz budynek kata wraz ze stajnią i stodołą. Na wielkie szczęście rozprzestrzenianie się ognia zostało powstrzymane przez ulewny deszcz, czego ludzkie ręce mimo największego wysiłku pewnie nie zdołałyby dokonać. Dzięki dobroczynnemu wsparciu wszystko udało się wkrótce odbudować.
W 1793 r. właściciel majątku ziemskiego, na prośbę wielu mieszkańców, zgodził się przeznaczyć teren dawnej winnicy (w której za czasów hrabiego von Reuß produkowano dużo wina i owoców, a także prowadzono znaczną hodowlę pszczół) pod budowę kolonii, która po kilku latach liczyła już 21 domostw. Nadał im własne sądownictwo, przyznał prawo do korzystania z lasu oraz wypasu i nadał jej nazwę Gmina Zamkowa (Schloßgemeinde). Zbudował także wiatrak na Szubienicznym Wzgórzu (Galgenberg) wraz z przynależnym domem mieszkalnym, który włączył do tej gminy. Ponadto majątek ziemski ufundował szpital dla ubogich i bezradnych poddanych oraz przekazał miastu 2,5 izby, które dotychczas należały do majątku w miejskim przytułku, z przeznaczeniem dla ubogich mieszczan.
W 1794 r. król wysłał wojska do Polski; to samo uczyniły Austria i Rosja, ponieważ naród w tym kraju zbuntował się i chciał wybrać własnego króla spośród swoich, zamiast uznać elektora saskiego. Choć nie doszło do znaczących starć, to dwóch pochodzących stąd żołnierzy, Pohl i Kranz, straciło życie w potyczkach z Polakami. Dom saski zrzekł się roszczeń do Polski, a trzy mocarstwa podzieliły Królestwo Polskie, przy czym każdy monarcha wprowadził własną formę rządów w części swojego nowego kraju, która z naszej strony została nazwana Prusami Południowymi.
W 1796 r. zmarł król Fryderyk Wilhelm II. Następcą został Fryderyk Wilhelm III. 6 lipca 1798 r. w Berlinie odbył się hołd stanów dziedzicznych.
W 1798 r. kilku komorników zaczęło tworzyć przedmieście, dobudowując kilka domów. Kupili pod nie grunt i wznieśli budynki mieszkalne, zaczynając od przedniego rzędu przy ulicy Głogowskiej (Glogauer Straße), naprzeciw którego stało 17 mieszczańskich stodół. W kolejnych latach wybudowano tylny rząd domów, dzięki czemu miasto coraz bardziej się powiększało, a liczba domów wzrosła o 16. Przy studni należącej już wcześniej do mieszkań młyńskich zbudowano na koszt miasta dodatkową pompę.
W 1799 r. oziminy wzeszły bardzo późno, ponieważ częste opady śniegu po jego stopnieniu spowodowały dużą wilgoć, a długotrwałe zimno utrzymywało się aż do lata. Wielu właścicieli pól ponownie zaorało swoje zasiewy, lecz ci, którzy tego nie zrobili, ku swemu zdziwieniu uzyskali najlepsze plony. Tej samej jesieni za korzec zboża według miary wrocławskiej płacono 2 talary rzeszy i 28 srebrnych groszy.
Aż do 1803 r. mieszkańcy Przemkowa cieszyli się w spokoju i pokoju domowym szczęściem w swoich domach zbudowanych z drewna i gliny. Na środku Rynku stała remiza, a za nią szopa, w której przechowywano drabiny strażackie i węże wodne; znajdowała się tam również studnia z pompą. Dotychczas, poza miejską sprzedażą piwa (Bier-Debit), większość mieszczan trudniących się rzemiosłem miała godziwe źródło utrzymania, a wszyscy mieszkańcy żyli w znośnych, choć niekoniecznie bogatych warunkach, które nadchodzący czas zakłócił przez rozmaite nieszczęśliwe okoliczności, spustoszył i dla wielu rodzin zniszczył na całe pokolenia.
1804 roku, w nocy z 15 na 16 kwietnia, o godzinie 1, straszliwa noc rozpostarła się nad naszymi spokojnymi domostwami. Pożar wybuchł w 17 stodołach mieszczańskich znajdujących się przed Bramą Głogowską, niemalże w ich środku, co pozwalało przypuszczać, że został on podłożony. Płomienie w ciągu kilku godzin strawiły nie tylko wspomniany rząd stodół, lecz także 89 domów mieszczańskich, katolicki kościół parafialny wraz z piękną wieżą, z której wśród wichru stopiły się dzwony o harmonijnym brzmieniu, katolicką szkołę parafialną i budynek wdów, miejską słodownię i browar, remizę strażacką wraz z wagą miejską i 6 miejskich studni, jak również wiele stajni itd., ławy mięsne, dalej w folwarku należącym do majątku ziemskiego 5 budynków gospodarczych i wreszcie w Młynowie Górny Młyn wraz z 11 innymi paleniskami [domostwami]. Ocalały jedynie 23 najmniejsze domy mieszczańskie, posiadłości na przedmieściach i górne dobra dominialne wraz z przyległymi stajniami, stodoły mieszczańskie na targu bydlęcym i przed Bramą Szprotawską, stajnie po stronie kościoła, a wreszcie kościół ewangelicki, budynki plebanii i szkoły, które posłużyły za schronienie pogorzelcom. Płomienie wdarły się do kościoła katolickiego i zniszczyły całe jego wnętrze. — Tak oto cały dobytek nieszczęśników, poza tym niewielkim, co udało się uratować, w ciągu 2,5 godziny padł łupem płomieni. Wraz ze świtem nieszczęśnicy błąkali się bezradnie wśród ruin, załamując ręce ku niebu, łkając i wzdychając, błagając o opatrzność, oszołomieni nędzą, ze złamanymi sercami, łaknąc posiłku i szukając schronienia. — Ledwie jednak sąsiedni mieszkańcy wsi dowiedzieli się o świcie o naszym nieszczęściu, zewsząd zaczęły napływać wszelkiego rodzaju produkty żywnościowe dla cierpiących niedostatek, które następnie rozdzielano. Później dobroczyńcy w kraju i za granicą prześcigali się w przesyłaniu składek, aż w końcu wpłynęła suma 2127 talarów 21 srebrnych groszy i 11 fenigów, którą również później rozdzielono. — Gdy ówczesny burmistrz Lacowsky powiadomił o nieszczęściu swego ojczystego miasta swojego szwagra, królewskiego profesora Dittmara w Berlinie, urodzonego tutaj, ten pośpieszył z apelem w Berlinie i poza nim o zbieranie darów, a także różnego rodzaju odzieży. Sam przywiózł je tutaj 21 lipca tegoż roku, a 25 tego samego miesiąca osobiście rozdał pogorzelcom sumę blisko 500 talarów oraz odzież przed tutejszym zamkiem majątku ziemskiego.
Równie dobrym skutkiem zakończyły się starania królewskiego komisarza sprawiedliwości Mattillera w Chojnowie, byłego tutejszego justycjariusza, któremu udało się na swój apel zebrać gotówkę w wysokości około 900 talarów rzeszy z podobnych składek. Przywiózł ją tutaj osobiście 30 października 1804 r. i przekazał magistratowi oraz urzędowi sprawiedliwości do proporcjonalnego podziału między pogorzelców, co odbyło się w jego obecności. Podobnie smutną sytuację miejscowości opisał tutejszy administrator sprawiedliwości Körwiehn swemu szwagrowi, tajnemu sekretarzowi Clemensowi w Berlinie, dzięki którego wysokiemu i humanitarnemu wstawiennictwu przesłano tutaj, poza wieloma sztukami odzieży, blisko 400 talarów zebranych w Berlinie. Doliczając do tego dary zebrane u administratora Körwiehna, uzyskano sumę 851 talarów rzeszy 8 srebrnych groszy i 1 fenig. Sumę tę włączono do funduszu zapomóg i rozdzielono w obecności delegowanego do tego królewskiego kalkulatora kamery z Głogowa, Salomonna, pomiędzy pogorzelców z miasta i Młynowa, uwzględniając przy tym także kościół i szkołę katolicką. Nie wliczono w to darów przekazanych bezpośrednio magistratowi i pastorowi Engwitzowi, które zgodnie z wolą darczyńców, zaraz po ich otrzymaniu, rozdysponowano pomiędzy poszczególne osoby dotknięte pożarem.
Wreszcie nadszedł Najwyższy Królewski dar łaski w wysokości 15 000 talarów, który został przyznany po zgłoszeniu przez magistrat tego nieszczęśliwego wypadku Królewskiej Kamerze Wojny i Domen w Głogowie. Stało się to dzięki jej silnemu wstawiennictwu, zaangażowaniu współczującego przyjaciela ludzi w naszym wielkim nieszczęściu, poborcy powiatowego barona von d. Goes ze Szprotawy, a przede wszystkim dzięki wybranej spośród pogorzelców Deputacji Ogniowej (Brand-Deputation). Ta ostatnia osobiście przedłożyła prośbę Jego Ekscelencji Ministrowi Stanu hrabiemu von Hoym we Wrocławiu, podczas jego obecności w Głogowie. Dzięki jego natychmiastowemu wstawiennictwu u Jego Królewskiej Mości Fryderyka Wilhelma III wyproszono wspomniany dar łaski, który został zatwierdzony. Dzięki tej sumie odbudowa mogła zostać znacznie przyspieszona.
Również właściciel tutejszego miasta, baron v. Bibran z Modłej i innych dóbr, wspierał odbudowę miasta swą łaskawą dłonią; przyznał niezbędne drewno budowlane w ówczesnej cenie połowy stawki leśnej, mianowicie jedną sztukę (Pfanne) za 8 srebrnych groszy, a także niezbędne drewno do wypalania cegieł poniżej połowy wartości, [czyli] sążeń za 1 talara. Pierwsza połowa pieniędzy z odszkodowań ogniowych została wypłacona szybko, natomiast druga połowa mogła być spłacana w terminach 3-letnich. Drewno na budowę szopy do produkcji cegieł na polu jednego z zamożnych gospodarzy-karczmarzy, w celu założenia cegielni, a także na formy, deski do cegieł, w tym na kuchnię dla robotników, a nie mniej na niezbędny do tego opał, przekazał on bezpłatnie.
Tak oto stopniowo wielu mieszkańców rozpoczęło odbudowę swoich gospodarstw i z zapałem dążyło do tego, by powrócić do własnych mieszkań.
Jeszcze w tym samym roku, z inicjatywy właściciela majątku ziemskiego, odrestaurowano wieżę – ozdobę miejscowości zniszczoną przez płomienie; wprawdzie w innej postaci, a 12 października 1804 roku osadzono na niej gałkę wypełnioną pamiątkami z owego dnia. 11 września 1805 roku, przy udziale tutejszych funduszy kościelnych i podarowanego starego dzwonu z kościoła w Wysokiej, wraz z metalem dzwonowym wydobytym z gruzów poprzednich dzwonów, zawieszono dwa nowe metalowe dzwony. Zostały one wykonane przez ludwisarza Riehlera z Gnadenfrei – duży o wadze 11,25 cetnara i mały o wadze 6 cetnarów miary wrocławskiej. wkrótce po tym, dnia 10 października 1805 roku w czwartek osadzony został i uruchomiony nowy zegar wieżowy ufundowany za 100 talarów przekazanych pogorzelcom przez poprzedniego dziedzica barona von Seherr Thoß na Abersdorf i wykonany przez kowala Stensela z Iłowej, którego pierwsze bicie tego samego dnia o godzinie 3 po południu obwieściło jego działanie.
W celu kontynuacji odbudowy domów mieszczańskich, ówczesna Królewska Kamera Wojny i Domen (Rząd), upoważniona przez króla do dysponowania środkami, przekazała z królewskiego daru łaski: 1000 talarów na fundusz dyspozycyjny dla wyższej królewskiej komisji budowlanej, by mogła zarządzać cegielniami; kolejne 1000 talarów na odbudowę browaru i słodowni oraz 1000 talarów na budowę ratusza. Pozostałe 12 000 talarów przydzielono każdemu pogorzelcowi do odbudowy jego domu, obliczając kwotę według powierzchni gruntu w łokciach kwadratowych.
W odniesieniu do strat w ruchomościach, wszyscy pogorzelcy cieszyli się 3-letnim zwrotem akcyzy (Accisbonifikation), mianowicie: mężczyzna rocznie 2 talary, kobieta 2 talary, dzieci i służba powyżej 14 lat po 1,5 talara, a dzieci poniżej 14 lat po 1 talarze – płatne w ratach kwartalnych. Suma ta wynosiła rocznie 800 talarów, czyli w ciągu 3 lat około 2400 talarów. Ponadto Jego Królewska Mość przyznał wszystkim pogorzelcom podlegającym obowiązkowi kwaterunkowemu (Servispflichtigen) 6-letnie zwolnienie z tego ciężaru.
Zewsząd, na miarę możliwości, już w pierwszym roku dążono do przyspieszenia odbudowy i poczyniono kroki w tym celu; kto tylko zdołał zebrać wystarczające środki, spieszył do odbudowy własnego dachu nad głową. Jednak trwający niemal 5 tygodni deszcz bardzo opóźnił rozpoczęcie prac w tym roku, co poza tym pociągnęło za sobą złe zbiory i kazało oczekiwać wielkiej drożyzny. Podobnie jak wszędzie, wystąpienie rzek z koryt doprowadziło do wielkich nieszczęść; również przez wezbrane wody rowu ziemskiego i bagiennego wszystkie niżej położone łąki zostały zalane, a trawa zniszczona.
Z początkiem roku 1805 drożyzna rosła z każdym dniem i utrzymywała się aż do żniw, a przez to dodatkowe nieszczęście kontynuowanie budów stało się dla budujących nieskończenie trudne; za korzec zboża miary wrocławskiej płacono 10, a nawet 12 talarów. Chleb za 10 srebrnych groszy miał wagę 5 funtów i 16 łutów.
Aby zapewnić uboższym warstwom ludności miejscowej, jak i obcym robotnikom, tanie i pożywne wyżywienie, założono i utrzymywano kuchnię zupową Rumforda (Rumfordsche Suppenanstalt); jednocześnie przygotowywano inne potrawy i utrzymywano dostępność napojów dla każdego.
Dzięki prośbom magistratu przedłożonym Królewskiej Kamerze w Głogowie, wyproszono zaliczkę w wysokości 100 korców żyta z królewskich magazynów w Głogowie. Zboże sprowadzono, zmagazynowano, zmielono i wypieczono, a następnie stopniowo wydawano najbiedniejszym i najliczniejszym rodzinom – w tym dwa bochenki chleba o wadze 6 funtów i 30 łutów za niską cenę 3,5 srebrnego grosza.
Zatroszczono się także o wsparcie dla ubogich w postaci zaliczki 100 talarów, aby sprowadzić mąkę po możliwie najniższej cenie, którą wydawano po doliczeniu kosztów i opłat według liczby osób w rodzinie, bez doliczania zysku, a suma ta została później zwrócona. Drożyzna stała się jednak powszechnie dotkliwa, a deputowani ogniowi starali się raz po raz poprzez różnego rodzaju wstawiennictwa i zabiegi wyjednać ogólne wsparcie chlebowe dla mieszkańców, lecz długo bezskutecznie. W końcu udało im się, dzięki bardzo pilnej prośbie o pomoc skierowanej do Jego Ekscelencji Ministra Stanu hrabiego v. Hoym we Wrocławiu, doprowadzić na mocy jego wysokiego rozporządzenia do Królewskiej Izby w Głogowie i dzięki przysłaniu królewskiego radcy wojennego i domen von Unruha do tego, że miejscowości wydano z magazynów królewskich w Głogowie 30 ton mąki po bardzo niskiej cenie. Mąka ta została rozdzielona proporcjonalnie do liczby członków rodzin i w ten sposób przetrwano do żniw.
Jakże ciężkich doświadczeń i jak wielkich przeciwności losu musieli doznać pogorzelcy, znosząc po pożarze jeszcze nieurodzaj, drożyznę i inne plagi, przez co nie mogli postępować z odbudową tak szybko, jak działoby się to w innych okolicznościach. Nie było bowiem możliwe zaspokojenie wystarczającego zapotrzebowania na cegły przy pomocy cegielni dzierżawionej przez majątek ziemski i trzeba było bardzo wiele, szczególnie dachówek, sprowadzać z innych miejscowości, płacąc za nie wraz z kosztem transportu 8 talarów 10 groszy i więcej. W cegielniach prowadzonych na rachunek miasta, ze względu na tanio ustalone ceny drewna opałowego, za 1000 cegieł wraz z opłatą pniową płacono 5 talarów 2 grosze. Koszt transportu cegieł ściennych wynosił 1 talar 8 groszy. Transport dachówek kosztował 16 groszy. Za dwukonny wóz kamieni płacono 8 groszy. Za malter wapna wraz z dowozem 2 talary 6 groszy 8 fenigów. Dzienna stawka czeladnika murarskiego wynosiła 11 groszy, ciesielskiego 8 groszy, a pomocnika 7 groszy. Koszt transportu pnia drewna budowlanego wynosił 14 groszy 16 fenigów. Za dwukonny wóz gliny płacono 3 grosze 4 fenigi, za wóz piasku 2 grosze, za pocięcie 3 łokci desek 1 grosz 1 fenig, za szok gwoździ łaciaków 7 groszy, za szok gwoździ do desek 6 groszy itd.
W 1805 roku król nakazał wymarsz wojsk do Polski pod granicę rosyjską, lecz po kilku miesiącach nadszedł rozkaz przeciwny – udania się na Pomorze i wystąpienia przeciwko Szwedom. Później okazało się jednak, że były to tylko sfingowane działania wywołane przez Bonapartego z Francji. Choć nasze wojska pozostawały spokojnie na Pomorzu przez 15 miesięcy, w międzyczasie ten osławiony później nienasycony potwór działał w innej formie i starał się oszukać naszego króla.
W 1806 roku, na specjalny wniosek królewskiego rządu i komisji budowlanej, za zgodą właściciela majątku ziemskiego, przystąpiono do budowy nowego ratusza wraz z przynależnym do niego prawem wyszynku i prowadzenia gościńca, na co baron von Bibran jako właściciel majątku ziemskiego ofiarował 500 talarów; z funduszy królewskiego daru łaski przydzielono 1305 talarów, a pozostałe niezbędne środki pożyczono na rachunek miasta.
Podobnie przy miejskiej odbudowie, wymierzaniu i regulacji pogorzelisk oraz przy nowych placach budowy, które uległy zmianie po wielu przekształceniach i podziale, właściciel majątku zastrzegł sobie zaprowadzenie pewnego porządku wśród domów stojących dawniej bardzo nieregularnie poprzez wytyczenie nowej uliczki (obecnie nazywanej Nową lub Henrykowską), w którym to celu należało skasować 3 domy i place po spalonych budynkach znajdujących się dawniej na Targu Garncarskim, przenieść je w inne miejsce i włączyć do zabudowy. — Podobnie właściciel majątku zaproponował przeniesienie stodół, które spłonęły przed Bramą Głogowską (place te pozostały własnością właściciela), i odbudowanie ich pod lipami przy drodze do Łężec, na co wskazał odpowiednie miejsca.
7 lipca 1806 roku położono także kamień węgielny pod odbudowę słodowni i browaru. Na budowę wykorzystano 80 talarów z odszkodowań ogniowych oraz 1000 talarów z królewskiego daru łaski przeznaczonego na ten cel. Resztę pożyczono na rachunek gminy, a ponieważ kocioł warzelny dzięki fachowej naprawie udało się przywrócić do użytku, całkowite koszty budowy wyniosły ok. 3000 talarów. — Budową kierowali nieodpłatnie trzej członkowie gminy: krawiec Carl Kuntke, stolarz i kupiec Jophf oraz jako prowadzący rachunki powroźnik Carl Schulz. Dzięki ich zapobiegliwości udało się sprawić, że jeszcze przed końcem tego samego roku uwarzono tam i rozlano pierwsze piwo; uznano bowiem za stosowne zniesienie dotychczasowego wyszynku kolejkowego i wydzierżawienie tego przywileju. Pierwsza kwota dzierżawna wynosiła 190 talarów.
Jesienią 1806 roku rozeszły się bardzo niepokojące wieści: państwo pruskie zagrożone jest wojną, wróg zbliża się do granic. Spodziewając się kampanii zimowej, wydano wezwanie do dobrowolnych składek na odzież zimową (płaszcze) dla wojsk ojczystych; w naszej miejscowości zebrano na ten cel 53 talary 16 groszy 9 fenigów i przesłano je 1 listopada 1806 roku.
Już 4 listopada po południu przed twierdzą Głogów pojawił się nieprzyjacielski korpus oblężniczy – wojska bawarskie sprzymierzone z Francją. Gdy z różnych doniesień dowiedziano się, że wszędzie siłą rekwirowano od nich wszelkie potrzeby, 12 listopada wieczorem o godzinie 9 przybył tu pierwszy nieprzyjacielski patrol złożony z 11 Bawarczyków i zarekwirował od tutejszej gminy miejskiej i wiejskiej znaczne ilości furażu, żywności i wina. Tacy nieproszeni goście przybywali bardzo często i żądali, oprócz różnych przedmiotów, także materiałów budowlanych, dopóki 1 grudnia nie nastąpiło poddanie twierdzy. Już kilka dni później ogłosili oni pierwszy przetarg na dostawę 800 par butów o wartości 1200 talarów z tutejszego miasta dla nieprzyjacielskiego garnizonu w Głogowie, a 26 grudnia ogłoszono nadzwyczajną kontrybucję wojenną w wysokości 2104 talarów płatną w 4 ratach. Ponadto tutejsi kupcy musieli wyłożyć na ten cel 190 talarów, a służba dodatkowo 18 talarów.
W kwestii budowy mostów należy zauważyć, że wszystkie pozostałe mosty prowadzące przez rowy w stronę bagien, z wyjątkiem mostów dojazdowych (Stichbrücken) i mostu powyżej wysokiego pieca (hohen Ofen), są budowane i utrzymywane wyłącznie przez majątek ziemski (Dominio). Jednak do dwóch wyżej wymienionych, ze względu na wywóz siana z łąk i pól, majątek ziemski dostarcza bezpłatnie niezbędne drewno; natomiast do kosztów transportu i budowy, tam gdzie majątek współposiada udział w łąkach, ten ostatni dokłada się na równi z pozostałymi właścicielami łąk korzystającymi z tego samego mostu, proporcjonalnie do liczby posiadanych praw kośnych (Mäher); np. w 1807 r. odnowiono most powyżej wysokiego pieca. Koszty transportu i budowy wyniosły, poza drewnem, 24 talary 16 srebrnych groszy, do czego z miasta dołożyło się poniższych 40,5 praw kośnych:
Gospodarz Müller – 4 prawa kośne,
Gospodarz Bürger – 3 prawa kośne,
Gospodarz Trautmann – 2 prawa kośne (obecnie Großmann),
Pasamonik Dunkel – 3 prawa kośne,
Warzelnik mydła Dittmann – 2,5 **prawa kośnego,
Farbiarz Lange – 1,5 prawa kośnego (obecnie Pätzold),
Szewc Stephan – 2 prawa kośne,
Białoskórnik J. Hoffmann – 3 prawa kośne (obecnie Piersig),
Stolarz Heinrich Trogisch – 1,5 prawa kośnego,
Kuśnierz Hoffmann – 3 prawa kośne,
Kowal Chr. Fr. Kranz – 1,5 prawa kośnego,
Johann Friedrich Kranz – 1 prawo kośne,
Szewc Manigel – 2 prawa kośne,
Krawiec Bärthold – 2 prawa kośne,
Bednarz Gotthold Trogisch – 2 prawa kośne,
Rzeźnik Richter – 1,5 prawa kośnego,
Just. Kaveriche – 5 praw kośnych (obecnie majątek ziemski).
Suma: 40,5 prawa kośnego.**
Z Młynowa dołożyło się do tego 29 praw kośnych, a ogólnie kontrybuowali także właściciele łąk z gmin: Piotrowice, Szklarki, Karpie, Studzianka i Pogorzele. – zobacz strona 68.
Nieprzyjacielskie wojska zaczęły natychmiast grasować w kraju, zajmowały wszędzie kwatery, wszystkie miejscowości obsadzono oddziałami, a poza różnymi przemarszami, w tutejszym mieście zakwaterowano francuskie wojska narodowe. Musiały być one utrzymywane przez mieszkańców z własnych środków, chyba że nie chciało się skarżyć na gospodarza lub wręcz wdawać w bójki z kwaterunkiem. Koszty wyżywienia wynosiły dziennie 16 srebrnych groszy na żołnierza (tyle z pewnością, a nawet więcej, kosztowało wtedy wyżywienie jednego człowieka). Liczba 20 776 żołnierzy do czasu ich odejścia w 1808 r. pochłonęła sumę 13 836 talarów 16 srebrnych groszy. Ciężar kwaterunku był dla zakwaterowujących tym dotkliwszy, że pogorzelcy nie zdołali jeszcze podnieść się po pożarze, musieli wciąż znosić brak wielu potrzebnych rzeczy, a większości z nich brakowało wciąż wystarczających pomieszczeń do życia. Do tego doszły jeszcze ogólne ofiary, gdy nieprzyjacielskie władze ogłaszały nadzwyczajne kontrybucje, na mocy których do królewskiej wojennej kasy podatkowej należało przesłać poniższe kwoty pod następującymi nazwami: na wyżywienie oficerów i dodatki do żołdu – 572 talary, na lazarety – 545 talarów, na wyżywienie garnizonu – 190 talarów 21 srebrnych groszy. Podobnie wymagano dostarczenia znacznych sum na prowiant, furaż oraz na inne nielegalne rekwizycje, które miasto musiało oczywiście pożyczyć, tak że do czasu zakończenia ewakuacji prowincji w październiku 1808 r. można było bardzo trafnie wyliczyć sumę 20 755 talarów. Na ten cel należało powołać jeszcze kasę inwazyjną, do której co tydzień każdy mieszkaniec musiał wpłacać składki według opracowanego planu klasyfikacyjnego i uwzględnionych tam stosunków majątkowych. Aby móc pokryć natychmiastowe płatności gotówkowe, trzeba było dodatkowo wciąż pożyczać kapitały. — Przez naszą miejscowość w tym okresie wojennym wytyczono także drogę wojskową, dlatego dotykały nas wszystkie przemarsze w obie strony.
Na Najwyższy rozkaz z 3 maja 1808 r. zredukowano wartość monety, mianowicie talara rzeszy do 36 srebrnych groszy. Takiego talara nazywano wartością rzeczywistą (Realwert). Ponadto należało uiszczać podatek od odsetek w wysokości 0,5%.
16 grudnia 1808 roku z armii królewskiej przybyli do naszej miejscowości pierwsi pruscy huzarzy z Uznam, ku radości każdego patrioty. Po przenocowaniu udali się w dalszą drogę do miejsca swego przeznaczenia. Przy przybyciu zostali uroczyście powitani; wieczorem wydano także bal. Po nich 21 tegoż miesiąca przybyli huzarzy od Koehlera oraz »brązowi huzarzy«.
W roku 1809, ze względu na wciąż funkcjonującą drogę wojskową, wybrano naszą miejscowość na punkt etapowy. W związku z kosztami utrzymania przechodzących tędy wojsk francuskich i sprzymierzonych zawarto konwencję, na mocy której ustalono stawki odszkodowawcze w wysokości: 1 talar dziennie za oficera i 8 srebrnych groszy za szeregowego, natomiast za rację furażu 16 srebrnych groszy w monecie rzeczywistej (Realmünze). Kwoty te wolno było rozliczać co miesiąc, po czym przesyłano je tutaj gotówką z Głównej Kasy Rządowej. Dzięki temu spłacono niektóre długi komunalne i pokryto ciężary gminne, które z tego powodu powstały.
6 lutego 1809 roku ogłoszono nową ordynację miejską dla całej monarchii pruskiej, nadaną przez Najwyższego 19 listopada 1808 roku. Zgodnie z jej przepisami, na dzień 2 marca wyznaczono wybory radnych miejskich, co poprzedzono uroczystym kazaniem wyborczym na tekst z 2. Księgi Mojżeszowej [rozdział] 18 [wersy] 18 i 21 oraz odśpiewaniem zwrotek od 3 do 10 z pieśni nr 492 z nowego legnickiego kancjonału.
Ówczesny magistrat składał się z burmistrza, który był jednocześnie skarbnikiem (i sprawował funkcję kontrolera akcyzy), nazwiskiem Lacowsky; jego dochody z urzędu wynosiły 123 talary 25 srebrnych groszy. Drugim był burmistrz policji i ogniowy nazwiskiem von Kahlden, który wraz z niewielkimi dochodami z opłat urzędowych jako członek kolegium rady pobierał królewską pensję w wysokości 222 talary 15 srebrnych groszy 6 fenigów. Kolejnym był notariusz nazwiskiem Topf (który zarządzał ewangelickim kantoratem) jako notariusz rady, co przynosiło mu z miejskich funduszy 40 talarów 1 srebrny grosz 1 fenig. Ostatnim był ławnik jako poborca świadczeń kwaterunkowych (Servis-Rendant), co przynosiło mu 47 talarów 8 srebrnych groszy 3 fenigi; zajmował on później także posadę poborcy akcyzy. Z pozostałych pięciu stanowisk ławniczych, które przez długie lata pozostawały nieobsadzone, burmistrz za zgodą właściciela majątku ziemskiego pobierał udział w dochodach z opłat urzędowych. Ponadto każdemu urzędnikowi magistratu przysługiwał deputat kilku sążni drewna opałowego.
Kolegium to było wspierane w sprawach miejskich przez 12 reprezentantów obywatelskich, których wybierał magistrat; w ich skład wchodziło 4 starszych dzielnicowych (Viertel-Ältesten), którzy nadzorowali sprawy przeciwpożarowe. W miejsce tych reprezentantów wstąpiło teraz 12 radnych miejskich wybranych przez ogół mieszczan wraz z 4 zastępcami, a w miejsce starszych dzielnicowych wybrano 4 nowych przełożonych okręgowych oraz każdemu z nich przydzielono zastępcę. — Zgromadzenie radnych miejskich zdecydowało teraz, że kolegium magistratu będzie składać się w przyszłości z 6 członków, a nowe wybory wyznaczono na 30 czerwca bieżącego roku.
W wyniku tych wyborów, pod kierownictwem przewodniczącego rady Sandera i protokolanta Schulza, wybrano: na burmistrza dotychczasowego burmistrza, z zachowaniem opieki nad kasą towarzystwa ogniowego, przy ustaleniu rocznej pensji w wysokości 100 talarów za pierwszą funkcję i 6 talarów za drugą (łącznie 106 talarów). Na skarbnika wybrano piernikarza Heyna z pensją 30 talarów. Na poborcę świadczeń kwaterunkowych i ławnika wybrano dotychczasowego ławnika Baeslera w tej samej roli, przy zachowaniu pensji w wysokości 31 talarów 12 srebrnych groszy. Na niepłatnych ławników wybrano farbiarza Langego, szewca Manigla oraz powroźnika Schulza, któremu jako notariuszowi przyznano dodatkowo 30 talarów z opłat kancelaryjnych. Pan von Kahlden został odprawiony z pensją 16 talarów, a Topf z 20 talarami. Zaprowadzenie nowego magistratu odbyło się 19 września bieżącego roku, po wcześniejszym honorowym odwołaniu starego personelu, pod przewodnictwem komisarza oddelegowanego przez królewski rząd – królewskiego kalkulatora powiatowego i administratora urzędu podatkowego, pana Gringmutha, przy udziale uroczystości kościelnych i świątecznych wydarzeń, pod kierownictwem obecnego ławnika Schulza i przełożonego Sandera. Swoją obecnością zaszczycili nas pan landrat powiatowy von Knobelsdorff, a także w imieniu właściciela majątku ziemskiego wszyscy urzędnicy pańscy, którzy dołączyli do pochodu mieszczan. Wieczorem wydano bal, a także uroczysty posiłek na koszt wszystkich wybranych, na który zaproszono wszystkie osoby towarzyszące i znamienitych gości.
Przy nowo rozpoczętej administracji miejskiej wspólnoty i nadanej nam przez Ordynację Miejską samodzielności, pierwsze Zgromadzenie Radnych Miejskich pomyślało o założeniu własnej miejskiej cegielni. Zakupiono kawałek roli jako własność miejską, wykorzystano pozostałości zakładu cegielnianego, który został uznany przez królewską komisję w 1804 roku za niezbędny do odbudowy gospodarstw pogorzelców i który miał zostać zlikwidowany, a następnie osadzono go od nowa na nowym kawałku roli i mimo wszelkich trudności ukończono z najlepszym skutkiem. Grunt zakupiono za 240 talarów, wyposażenie tego zakładu wymagało 426 talarów 20 srebrnych groszy, czyli łącznie 666 talarów 20 srebrnych groszy.
Również niektórzy członkowie pierwszego Zgromadzenia Radnych Miejskich z dużą determinacją i wytrwałą niezłomnością skorzystali z dobrowolnej licytacji domu nr 1 wraz z nieruchomościami, należącego do majora v. Seydlitza, odkupując go od jego spadkobierców na rachunek miasta za najwyższą ofertę 5800 talarów, i (podejmując ryzykowne przedsięwzięcie) utrzymali ten grunt jedynie dzięki pozyskanemu kredytowi, zamierzając w międzyczasie dokonać parcelacji całości dla dobra miasta. Patrz: rocznik 1816.
7 października 1809 r. wieczorem około godziny 10 wybuchł pożar w domu nr 33, należącym do ślusarza Kurza; jego od 5 lat nowo odbudowane mieszkanie spłonęło ponownie. Jednak dzięki podjętym trafnym środkom ostrożności i mężnemu wysiłkowi gaszących pożar mieszczan, płomienie wkrótce powstrzymano, tak że ogień ograniczył się do jego ogniska. Przyczyna powstania pożaru pozostała nieznana.
Zgodnie z wysokim rozporządzeniem, należało sporządzić przepisowe obliczenie w osobnym zestawieniu za miniony okres narosłych kosztów wojennych na podstawie odpowiednich dowodów i przedłożyć je królewskiemu rządowi. Stało się to 25 października 1809 r.; ich zsumowana kwota opiewała na 14 199 talarów 17 srebrnych groszy, które później, zgodnie z decyzjami rządu królewskiego z 9 października 1815 r. i 10 kwietnia 1816 r., zostały przypisane do Prowincjonalnego Funduszu Kompensacyjnego.
Wraz z dniem św. Marcina (Martini) 1810 r. zniesiono w całej monarchii poddaństwo dziedziczne (Erbuntertänigkeit) na mocy edyktu z 3 października 1807 r.
W 1810 r. ukazało się wezwanie państwa do pożyczki, na którą tutejsza gmina zebrała dobrowolny datek w wysokości 102 talarów 16 srebrnych groszy.
Od dnia św. Michała (Michaeli) 1810 r., na mocy jednomyślnej decyzji radnych miejskich i magistratu, sporządzono plan klasyfikacyjny do sub-repartycji [rozłożenia długów], według którego należało spłacić 2642 talary 12 srebrnych groszy jeszcze gotówką pożyczonych kapitałów wojennych wraz z odsetkami; miały one zostać spłacone w półrocznych ratach wraz z odsetkami w ciągu 8 lat, przy czym oczywiście nie można było wykluczyć najmniejszych i najsłabszych gospodarstw. Spłata kapitału na rodzinę rosła od dołu od 1 talara 12 srebrnych groszy, według proporcjonalnego stosunku i sumiennie rozważonych okoliczności, aż do 41, a nawet 45 talarów dla najbogatszych i najsilniejszych. Do ich poboru i prowadzenia kasy wyznaczono ławnika i nadzorcę policji, obok jego prac notarialnych, a także właśnie wybranego skarbnika Schulza, który zastąpił ustępującego poborcę kasy miejskiej Heyna. Ten sam Schulz był również pracownikiem urzędu kwaterunkowego (Billiaiteur-Amt).
Również w 1810 r. wydano edykt wprowadzający wolność gospodarczą, a zgodnie z nim wprowadzono podatek od luksusu oraz podatek od wszelkiego rodzaju działalności gospodarczej. To nowe urządzenie i opłata miały dla uprawnionych do wykonywania zawodu ten niekorzystny wpływ, że ich przywileje rzeczowe (Real-Berechtigten) miały zostać w międzyczasie wykupione. Obsługą tych spraw musiał zająć się nadzorca policji, jak również poborem tych pieniędzy skarbnik Schulz, dopóki po kilku latach pobór tych funduszy nie został przekazany urzędom akcyzy.
W tym samym roku wprowadzono również na wsi podatek konsumpcyjny od podstawowych potrzeb życiowych, takich jak mąka, piwo, gorzałka oraz od bydła rzeźnego. Podatek ten był pobierany przez sołtysów (Dorfschulzen) lub inne zdolne do tego osoby i co miesiąc przekazywany do okręgowych urzędów skarbowych lub akcyzy.
W latach 1810/11 wprowadzono początkowo zbiór przepisów, a później królewskie gazety urzędowe, aby poprzez druk podawać do publicznej wiadomości wszystkie współczesne prawa królewskie i rozporządzenia, a także inne ogłoszenia.
Wiosną 1810-11 różne gatunki gąsienic zniszczyły w lasach wiele drewna, a w sadach drzewa owocowe; raz po raz należało wycinać drewno leśne, gdyż inaczej uległoby zepsuciu. Drewno, które nie było jeszcze tak bardzo zatrute i ogryzione, ponownie wypuściło pędy; tak samo było w przypadku drzew owocowych.
W styczniu 1812 r. ukazała się kolejna redukcja monety, mianowicie wartość monety kurantowej ustalono na 52,5 srebrnego grosza lub 42 srebrne grosze, tym samym obniżono ją o kolejne 6 groszy względem wartości rzeczywistej. Wywołało to ponowną, znaczną sensację w narodzie pruskim.
Ledwie zdawało się, że na pruskich niwach zapanuje pokój i cisza, gdy stopniowo wywiązała się nowa wojna przeciwko Rosji, wywołana przez Francję. Z początkiem marca 1812 r. przybyły już pierwsze wojska francuskie, po nich stale nadciągały oddziały bawarskie, francusko-włoskie i wszelkiego rodzaju sprzymierzeńcy w swych różnych dywizjach. Nocowali tutaj i w tutejszej okolicy, i musieli być żywieni przez zakwaterowujących ich mieszkańców z własnych środków; w końcu przybyła włoska dywizja pod dowództwem generała Wrede w tym dystrykcie. Kwaterowali oni w tutejszym mieście, z czego przez 16 dni musiano tutaj wyżywić generała dywizji i generała brygady wraz z całym korpusem oficerskim, wliczając szeregowych obliczonych według pogłowia – w tym krótkim czasie 17 480 ludzi. Gospodarze byli obciążeni kwaterunkiem po 9, 12, a nawet 16 ludzi.
Aby nieco ulżyć temu ciężarowi kwaterunkowemu, rząd królewski, na bardzo pilne prośby magistratu, przyznał zaliczkę gotówkową w wysokości 2600 talarów rzeszy, z czego zakwaterowującym zapewniono dzienną zaliczkę w wysokości 6 srebrnych groszy na żołnierza, co później zostało skompensowane i rozliczone. — Kierowanie sprawami marszowymi i kwaterunkowymi odbywało się pod dyrekcją deputowanego powiatowego, pana hrabiego von Dohna z Małomic, komisarza marszowego von Schkoppa z Przecławia oraz komendanta etapu, porucznika von Steinmanna. Pod tym nadzorem, w celu utrzymania koni, utworzono i zarządzano pod nadzorem skarbnika Schulza znacznym magazynem furażu liczącym ponad 3000 korców owsa, 2000 cetnarów siana i około 170 szop (Schock) słomy. Dostawy do tego magazynu, poza powiatem szprotawskim, musiały realizować także powiaty: złotoryjsko-chojnowski oraz rudnowsko-ścinawski.
Również w tym roku nałożono i zarządzono podatek od majątku w wysokości 2,5 procent oraz podatek dochodowy, z czego w obecnym pierwszym terminie należało zapłacić 1 procent wraz z trzecią częścią podatku dochodowego w kwocie 4 talarów 6 srebrnych groszy, przy czym można było również wliczyć dobrowolną pożyczkę państwową z 1810 roku wraz z odsetkami. Przy uiszczaniu pozostałych 1,5 procenta podatku od majątku oraz wpłacie podatku dochodowego za drugi i trzeci termin, zakwaterowującym zrekompensowano odszkodowanie za wyżywienie obcych wojsk z 1812 roku w kwocie 6 srebrnych groszy na żołnierza. To zadanie ewidencjonowania, pobór tego pierwszego terminu pieniężnego, jak również odprowadzenie tego podatku do powiatowej kasy podatkowej oraz wszelkie obliczenia, a później uznania świadczeń z owego czasu dla każdego uprawnionego w duplikacie, jak również niezbędna przy tym operacja kompensacyjna, zostały powierzone ławnikowi i skarbnikowi Schulzowi, który wykonał je przy pomocy asystenta z całą starannością i trudem. Suma odszkodowania za wyżywienie wyniosła 4370 talarów, za dostawy 61 talarów – łącznie 4431 talarów. Do tego doliczono przyznaną przez królewski rząd zaliczkę w wysokości 2600 talarów; podatek od majątku wyniósł jeszcze 912 talarów 3 srebrne grosze, podatek dochodowy 124 talary 21 srebrnych groszy, co daje sumę ok. 3637 talarów. Po odjęciu tej sumy od kwoty 4431 talarów, powstała nadwyżka 794 talarów, która jednak miała wpłynąć w formie kwitów dostaw i zostać przekazana na miejski fundusz komunalny. Ostatecznie jednak uznano i zrekompensowano w kwitach jedynie 584 talary. Brakującą kwotę 310 talarów skreślono zatem jako niedobór.
Z początkiem roku 1813 niedobitki wielkiej armii francuskiej wraz z jej sojusznikami, które w poprzednim roku maszerowały na Rosję, zaczęły stopniowo powracać, uciekając do ojczyzny w nader smutnym stanie, bez armat, bez karabinów i innej broni, wygłodzeni i poranieni na całym ciele. Wielu znalazło śmierć podczas noclegu (w specjalnie urządzonym w tym celu szpitalu pod nr 97, do którego trafiali tacy pacjenci, a do ich pielęgnacji należało utrzymywać na koszt miasta specjalnych sanitariuszy). Odnośni gospodarze przygotowywali dla nich jedzenie i picie, a nasz dotychczasowy wróg był traktowany z obowiązku i współczucia dla ludzkości najlepiej, jak tylko było to możliwe. — Tak oto najwyraźniej Opatrzność poprzez liczne nieszczęścia niezwykle upokorzyła ciemiężyciela narodów Europy i nie pozwoliła mu zrealizować zamiaru zostania pogromcą i zdobywcą imperium rosyjskiego, mimo że jego wojsko na początku marszu liczyło pół miliona ludzi. — Lecz gdy nastąpiło zjednoczenie Królestwa Prus z Rosją przeciwko Francji, Napoleon zapałał nowym gniewem przeciwko Prusom i ich sojusznikom.
Teraz we wszystkich umysłach zrodziła się myśl, że nadszedł moment, w którym mężny wysiłek skruszy twarde łańcuchy niewoli, a ludy oczekiwały hasła i wezwania do powstania, do walki i do dopełnienia tego, co w Rosji nad tak potężną armią zostało rozpoczęte. — Prusacy byli pierwszymi, którzy poszli za wskazaniem Opatrzności, powstali do zemsty i dali pozostałym Niemcom przykład, za którym winni podążyć. — Już w styczniu 1813 roku król udał się z Poczdamu do Wrocławia, dokąd przybył również cesarz Rosji, i obaj monarchowie podjęli wspólną sprawę. Nastąpiło wypowiedzenie wojny, zwycięscy Rosjanie zbliżali się do granic, a Prusacy z entuzjastyczną radością dowiedzieli się, że najgorętsze życzenie ich serc stało się teraz także wolą ich króla. Pierwsza odezwa została skierowana do narodu: „Do broni, wojownicy Prus! Ojczyzna jest w niebezpieczeństwie, z Bogiem za Króla i Ojczyznę chcemy jej bronić!”. Wkrótce ochotnicy ze wszystkich stanów i ze wszystkich krańców kraju pospieszyli pod sztandary. Każdego przenikało wzniosłe uczucie, a kto nie mógł walczyć, składał dobrowolne ofiary. Król zarządził uzbrojenie całego narodu, nakazując utworzenie Landwehry i Landsturmu, a wszystko to działo się w czasie, gdy ostatnie zasoby wydawały się wyczerpane. Państwo było bez środków, kraj udręczony, a mieszkańcy zubożali. — Tłumnie ochotnicy szli pieszo i konno, sami się ekwipując, przechodząc tędy do miejsc zbiórek w departamencie wrocławskim. Oprócz załóg z tutejszego miasta, które już wcześniej zostały powołane i wcielone do wojsk regularnych, drogą losowania wybrano do Landwehry jeszcze 21 mężczyzn i ich umundurowano, co kosztowało 1067 talarów.
Teraz również, z powodu różnorodności przemaszerowujących ludów, zawleczony został do kraju tyfus, który tu i ówdzie zabierał wielu mieszkańców także w naszej miejscowości. Jako znak dla miejscowych i obcych, na każdym domu, w którym znajdował się jeden lub więcej chorych na tyfus, należało umieścić czarną tablicę z białym krzyżem (+). W ten sposób, dzięki zastosowaniu kilku środków ostrożności, powstrzymano ogólne rozprzestrzenianie się tego zła.
Z początkiem marca przybyły tu już patrole rosyjskich kozaków w celu przeprowadzenia rekonesansu w tutejszej okolicy. Wojska te zajęły linię Odry, a Prusacy oblegali twierdzę Głogów, która wciąż pozostawała pod okupacją wojsk francuskich.
Ponieważ przez naszą miejscowość przemieszczały się teraz wojska rosyjskie i pruskie, z wysokiego rozkazu poczyniono przygotowania do założenia nowych magazynów i wypełniono je znacznymi ilościami żywności oraz furażu. Do zarządzania magazynem prowiantu powołano rajcę Heyna i Schenkendorffa, natomiast poborcą (rendantem) przy magazynie furażu został skarbnik Schulz, którzy musieli wziąć na siebie pełną odpowiedzialność za te zasoby.
Wypowiedzenie wojny stało się faktem i feldmarszałek Blücher wyruszył ze Śląska z armią liczącą 25 000 ludzi, przekroczył Łabę i zajął większą część Saksonii. Już 4 kwietnia znacznie słabszy korpus Rosjan i Prusaków odparł pod Möckern ze znacznymi stratami 30 000-tysięcznego nieprzyjaciela, który nacierał na Berlin, i tam nowa pruska piechota przeszła swój pierwszy chrzest bojowy.
Podczas gdy nadciągała nowo utworzona armia francuska, licząca obecnie 120 000 ludzi, siły sprzymierzonych wynosiły jedynie 80-90 000 ludzi. 2 maja obie armie spotkały się pod Großgörschen niedaleko Lützen i walczyły przez dwa dni z obopólnym szczęściem i najwyższym męstwem. Uznano jednak za konieczne odwrót i kontynuowano go aż do Budziszyna. Tutaj 20 i 21 maja stoczono nową, zaciętą bitwę; jednak z powodu ogromnej przewagi liczebnej nieprzyjaciela zdecydowano o odwrocie. Francuzi ścigali sprzymierzonych na Śląsk aż nad Kaczawę, ponosząc przy tym znaczne straty. 27 maja, w święto Wniebowstąpienia, cywilna eskorta ze Szprotawy przywiodła francuskich jeńców wojennych, których stąd transportowano dalej. Teraz dowiedziano się, że wróg jest blisko i już następnego dnia, ku naszemu zdumieniu, przybył tu francuski korpus armijny liczący 45 000 ludzi pod dowództwem generała Victora. Rozbili oni obóz wokół miasta, a bardzo znaczna część wyższych rangą wojskowych wraz z liczną obstawą zakwaterowała się w samym mieście. Wojska te natychmiast zajęły i zużyły wszystkie zapasy magazynowe; zabrano i opróżniono wszystkie zapasy z poddaszy i stodół, rekwirowano wszystko, co było potrzebne, wyrządzając przy tym znaczne szkody w polach i ogrodach. Tak pozostali oni do rana 30 maja, kiedy to opuścili nas i kontynuowali marsz w stronę Rudnej.
Ruszyli teraz szukać sprzymierzonych, aby wydać im bitwę. Wkrótce rozległy się krzyki o odwrocie, a strach i trwoga zagościły w sercach mieszkańców. Z oddali widać było mnóstwo kawalerii nadciągającej w rozproszeniu od strony Wilkocina, jednak z powodu gęstego pyłu nie można było rozpoznać, czy to przyjaciel, czy wróg. Dopiero gdy podjechali bliżej, okazało się, że to Rosjanie, i w każdego wstąpiła nowa otucha. Było to 1200 kozaków szukających francuskich uciekinierów, których zabijali bez litości; wielu z nich znaleziono martwych na naszych polach i granicach. Dla tych oddziałów należało znowu zapewnić utrzymanie, choć wszystkie zapasy były wyczerpane, a magazyny puste. Podczas gdy biwakowali oni przed miastem i nocowali, zaopatrzywszy odpowiednio ludzi i konie, ruszyli stąd dalej. Przez kilka dni panował teraz wielki spokój, a ludność trwała w niepewności między strachem a nadzieją, jaki wynik przyniesie ta sprawa.
Z powodu tych wydarzeń w kampanii tej nie wydarzyło się jeszcze nic rozstrzygającego. Nieprzyjaciel, mocno osłabiony poniesionymi stratami, zaproponował zawieszenie broni, aby móc ściągnąć nowe siły, co zostało zaakceptowane przez sprzymierzonych, którzy również ponieśli wielkie trudy.
4 czerwca przybyło francuskie komando egzekucyjne w sile 300 ludzi z pismem rekwizycyjnym sporządzonym w języku francuskim, według treści którego do następnego dnia należało dostarczyć i przygotować znaczne ilości wszelkiego rodzaju furażu oraz żywności, a oddział ten musiał otrzymać dobre wyżywienie. Po tym rozkazie nadszedł kolejny, w jeszcze surowszym tonie, informujący o powracającym znacznym korpusie armijnym, dla którego należało zapewnić dwudniowe zaopatrzenie, a także dla oddziałów maszerujących za nim. Faktycznie pojawił się korpus marszałka Bertranda w sile 38 000 ludzi i pozostał w naszej miejscowości przez dwa dni, po czym wyruszył, by zająć swoje rejony kwaterunkowe. Zapewnienie i dostarczenie tego wyżywienia, po tym jak zaledwie kilka dni wcześniej wszystko zostało już skonsumowane, było dla odpowiedzialnych za to osób zadaniem nad wyraz bolesnym. Zapowiedziano użycie wszelkich środków przymusu, a poza tutejszym dystryktem nie można było liczyć na żadne wsparcie, gdyż każdy w każdej chwili musiał liczyć się z takim samym losem, a pomoc z sąsiednich miejscowości w żaden sposób nie równała się z tym, co miasto musiało poświęcić i dostarczyć. Sytuacja ta kosztowała władze nie lada wysiłku, a wszystkich mieszkańców najwyższych ofiar. Dzięki nadzwyczajnej aktywności i mądremu postępowaniu członków magistratu, przy porozumieniu z przewodniczącym rady miejskiej, późniejszym rajcą Schenkendorffem, oraz dzięki pomocy asystentów biura kwaterunkowego (Billieteur-Amt), Friedricha Pohla i przy wspólnej współpracy, udało się w miarę możliwości zapobiec wszelkim niesnaskom i grożącej grabieży, oraz zarządzić wszelkie możliwe środki, aby ułagodzić nieprzyjaciela polubownie. Po wymarszu tych wojsk nadeszły kolejne oddziały i 7 czerwca dywizja wirtemberska generała von Franquemonta zajęła kwatery w tutejszym mieście i okolicy; przynależny do niej sztab generalny oraz główny komisariat wojenny zajęły kwatery miejskie. Zostały one oddane im niemal do pełnej dyspozycji, z obowiązkiem zapewnienia im wszystkiego, czego potrzebowali, poza tym było to tak znaczne zakwaterowanie w naturze, że żaden komornik nie mógł zostać oszczędzony, gdyż przydzielano im od 1 żołnierza wzwyż, zależnie od warunków po 6, 8, a nawet 10 ludzi; poza miejskimi budynkami publicznymi, w których na koszt publiczny zapewniano znaczne wyżywienie, np. dla Głównego Komisariatu Wojennego i innych ważnych osób ze sztabu, należało urządzić 2 szpitale dla chorych, utrzymywać i pozyskiwać wszelkie niezbędne środki, leki, zarządców i lazaret, a także założyć magazyn furażu dla utrzymania ich koni i dbać o te potrzeby w porze roku, w której zapasy zazwyczaj się kończą. Do wykonania tego wszystkiego bez żadnej pomocy powiatowej przez okres 9 tygodni potrzeba było zaiste determinacji i wytrwałej cierpliwości i tylko dzięki wspólnym, zjednoczonym siłom, dobrowolnym poświęceniom i pomocy, przy czynnym współudziale radnych miejskich (zwłaszcza tych, którzy właśnie objęli urząd), przełożonego Stephana, radnych Dunkela, Steina, Goebla i Augusta Hoffmanna, a także Covalla seniora i Schreibera, deputowanego kwaterunkowego Pohla, jak również nowo mianowanych ławników Schenkendorfa i Bürgera, zajmujących miejsce dwóch ustępujących, Baeslera i Langego, zapewniono najlepszą możliwą opiekę. Zależnie od okoliczności podejmowano liczne starania i tak postępowano w sprawach, jak tylko się dało, aby zapobiec większemu nieszczęściu; codziennie bowiem w lazaretach wymagano ponad 200 porcji żywności, nie licząc cukru, kawy, wina itp. Z powodu ciągłych danin rekwizycyjnych na potrzeby artylerii i inne potrzeby armii, codziennego zapotrzebowania na furaż, brakowało wszystkiego tam, gdzie poprzednie przemarsze wojsk opróżniły zasoby. Z powodu wielkiego niedostatku wykoszono zielone jeszcze pola jęczmienia i owsa, a łąki wypasano, gdyż wystarczającej ilości nie dało się sprowadzić za gotówkę, której również bardzo brakowało. Im dłużej to trwało, tym bardziej rósł niedostatek, a środki wyczerpywały się coraz bardziej, tak że wielu rzeczy nie można było już zdobyć. Tym samym plaga narastała z każdym dniem, a gdy w końcu wszelkie argumenty o niemożliwości spełnienia żądań były bezowocne, przełożeni i osoby pozyskujące dobra musieli narażać się na wszelkie drwiny i szyderstwa, podłe traktowanie i znęcanie się, co burmistrza Lacowskiego po 14-dniowym załamaniu kosztowało życie, a kierownictwo nad wszelkimi sprawami musiał tymczasowo przejąć skarbnik Schulz. Podczas swojego pobytu tutaj artyleria zajmowała się pracami fortyfikacyjnymi, sypiąc szańce na roli majątku ziemskiego na polach Łężec, na tak zwanym Kollenbergu, obecnie Schinderbergu, po których dla potomnych być może pozostanie jeszcze jakiś ślad. W tej samej okolicy i na tamtejszych polach oddziały te miały swój plac musztry i ćwiczeń. 10 sierpnia z okazji święta Napoleona należało przygotować i podać w tutejszej sali rady całemu korpusowi oficerskiemu bardzo dobrą, przepisową ucztę, a każdemu z nich postawić butelkę wina. Dnia 11 sierpnia wykonano egzekucję wojskową na dwóch żołnierzach spośród nich, z których jeden został rozstrzelany, a drugi powieszony na wzniesionej w tym celu szubienicy wahadłowej niedaleko strzelnicy, w kierunku szubienicy, po czym zostali zdjęci i obaj pochowani w tej okolicy. Także te koszty, poza należnym napiwkiem dla obu katowskich pomocników, musiała ponieść gmina. Następnego dnia, czyli 13 sierpnia w południe, przyszedł nagle szybki rozkaz wymarszu i tym razem zakończyły się pełne udręki dni.
Po nich nastąpiło jeszcze kilka przemarszów wojsk. Ten dziewięciotygodniowy okres kosztował miasto, poza kwaterunkiem w naturze, około 10 000 talarów, wliczając w to nadzwyczajną kontrybucję wojenną w wysokości niemal 1000 talarów, nie licząc zapotrzebowania na furaż, który musiała dostarczyć miejscowość. Tym samym zawieszenie broni dobiegło końca i działania wojenne rozpoczęły się na nowo. Teraz znowu zaczęły się liczne przemarsze silnej rosyjskiej kawalerii i piechoty, na potrzeby których dostarczono z powiatu kolejne znaczne zapasy magazynowe. Wprawdzie jeszcze przed nieprzyjacielską inwazją zorganizowano w tutejszym powiecie i okolicy pospolite ruszenie, lecz ponieważ nie mogło ono stawić oporu wielkiej nieprzyjacielskiej potędze, a regularne wojsko wspierające nie było dostępne, co przyniosłoby jedynie więcej nieszczęścia, teraz spełniało ono swoją powinność: ćwiczono musztrę, obsadzano główną wartę, wystawiano straże przy bramach oraz eskortowano transporty wojskowe i tym podobne. W tym samym czasie, szczególnie ze względu na Rosjan, dopóki wojska te przemieszczały się po państwie pruskim, ustalono dla rozróżnienia, że należy nosić pruską kokardę narodową na kapeluszu lub nakryciu głowy – czarną z białym brzegiem, według czego orientowały się obce wojska. Gdy po wypowiedzianym zawieszeniu broni spisano i obliczono wszystkie szkody wojenne powstałe podczas nieprzyjacielskiej dominacji poprzez gwałtowne włamania do stodół, na poddasza i do podobnych pomieszczeń, spustoszenie pól, łąk i ogrodów, jeden zdemolowany miejski budynek mieszkalny oraz kilka stodół, a w szczególności mieszczańską strzelnicę itd., całkowita szkoda wyniosła 13 100 talarów. Wyżywienie w naturze wyniosło 20 475 talarów, nieprzyjacielska kontrybucja wojenna ok. 1000 talarów, świadczenia podwód (LandsturmVorspann) 225 talarów, co łącznie dawało kwotę ok. 34 800 talarów.
Po tym, jak należało zadbać także o umundurowanie dla Śląskiego Korpusu Armijnego oraz o inne potrzeby, tutejsza gmina została zobowiązana do dostarczenia: 360 par butów, 66 par sukiennych spodni, 166 par wełnianych skarpet, 18 par skórzanych rękawiczek, 54 sztuk rzemieni do płaszczy, 6 cetnarów papieru na ładunki, 5,5 beli płótna koszulowego oraz różnych narzędzi saperskich; należało także wystawić robotników saperskich i cieśli do prac przy fortyfikacjach twierdzy. Podczas zawieszenia broni Austria wystąpiła jako pośrednik do zawarcia pokoju, jednak sprzymierzeni nie mogli w ogóle przyjąć deklaracji pokojowych Napoleona i Austria publicznie przystąpiła do wielkiego przymierza. Zawieszenie broni zostało wypowiedziane. Napoleon wystawił w międzyczasie 340 000 ludzi w polu, poza licznymi garnizonami twierdz nad Łabą, Odrą i Wisłą. — Zjednoczone armie wojsk rosyjskich, pruskich, austriackich i niektórych szwedzkich liczyły łącznie 400 000 ludzi, z czego 100 000 Rosjan, Prusaków i Szwedów znajdowało się w Marchii, Blücher z armią 90 000 Rosjan i Prusaków na Śląsku, a armia austriacka wzmocniona przez Rosjan i Prusaków stała w Czechach nad Łabą i Eger. Działania wojenne rozpoczęły się 17 sierpnia. Armia śląska najpierw odparła korpusy francuskie i 20 sierpnia dzięki wspaniale odniesionemu zwycięstwu nad Kaczawą prowincja Śląsk została wyzwolona.
W międzyczasie także pod Groß-Beekern niedaleko Berlina korpus francuski został zmuszony do ucieczki. Teraz wielka armia ruszyła i wkroczyła do Saksonii. 26 sierpnia dotarli pod Drezno, w którym Napoleon umocnił się ze swoimi głównymi siłami. Szczęście wojenne zmieniało się początkowo aż do końca sierpnia; przez cały wrzesień Napoleon również nie odniósł wielkiego sukcesu. 16 października rozpoczęła się wielka bitwa narodów pod Lipskiem i trwała do 19 października. Sprzymierzeni odnieśli chwalebne zwycięstwo i wolność Niemiec została odzyskana. Sasi odstąpili od nieprzyjaciela, a Bawaria przystąpiła teraz do wspólnej sprawy Europy. Sprzymierzeni ścigali teraz wroga aż do Renu, a także pozostali niemieccy książęta stopniowo przechodzili na stronę sprzymierzonych. W bitwie, która miała miejsce 30 sierpnia 1813 r. pod Kulm, tutejszy syn mieszczańskiego piekarza, Johann Carl Wilhelm Rüdiger, który 8 kwietnia 1810 r. dobrowolnie wstąpił do służby w artylerii, najstarszy syn tutejszego mieszczańskiego mistrza piekarskiego Carla Wilhelma Rüdigera, otrzymał za swą wybitną brawurę i męstwo wykazane w tej potyczce, jak również ze względu na swoje wcześniejsze nienaganne sprawowanie, Krzyż Żelazny II klasy.
31 października 1813 r. na mocy wysokiego zarządzenia uroczyście obchodzono wielkie święto zwycięstwa z okazji wygranej odniesionej przez sprzymierzonych 18 października, poprzez nabożeństwo kościelne i kazanie na tekst z Księgi Izajasza 59, 8. Należało też dalej wspierać dobrą sprawę i z tutejszego miasta powołano oraz wystawiono 20 ludzi rezerwy dla Landwehry, których w miarę możliwości zaopatrzono w najpotrzebniejsze części garderoby itd. Tak oto z czasem mijał ten nader uciążliwy rok, w którym oddano zajęte przez wroga twierdze Kostrzyn, Wittenberga i Torgau, a stopniowo wszyscy pozostali niemieccy książęta i królowie, jak również Anglia, wspólnie walczyli o wolność Niemiec. Na wezwanie z 8 grudnia do dobrowolnych działań i składek na rzecz wojsk ojczystych, dla wojska pruskiego z przysłanych tu 2250 łokci płótna górskiego, pod kierownictwem skarbnika Schulza i jego najstarszej córki, przez wszystkie tutejsze rodziny płci żeńskiej nieodpłatnie wykonano i dostarczono 500 sztuk koszul, a ponadto 3 pary butów i 5 par wełnianych skarpet. Zebrano również 18 talarów i 6 srebrnych groszy dla powiatów dotkniętych zniszczeniami wojennymi.
Pod koniec roku 1813 opróżnione stanowisko burmistrza zostało obsadzone przez zamieszkującego tu wówczas pana von Frankhen, na którego padł wybór, a tymczasowy zarządca tegoż urzędu, skarbnik Schulz, został z niego zwolniony; temu pierwszemu poddano także pospolite ruszenie, co uświetniono uroczystą ceremonią kościelną, podczas której każdemu uroczyście przypomniano i zalecono święte wypełnianie ciążących na nim obowiązków. 1 stycznia 1814 r. nastąpiło ogólne przejście sprzymierzonych przez Ren i prawie wszystkie narody Europy chwyciły za broń przeciwko Napoleonowi. Sprzymierzone armie walczyły przeciwko francuskiej ze zmiennym szczęściem, aż w końcu 29 marca udało im się dotrzeć pod stolicę, Paryż. 30 marca nastąpił wjazd sprzymierzonych monarchów na czele ich armii do miasta, a kolejnego dnia, 31 marca, wielkie miasto ukorzyło się przed nimi. Wojska francuskie topniały i odstępowały od Napoleona, uciekając do domów, i już 11 kwietnia Napoleon musiał podpisać akt abdykacji, gdy ogłoszono mu pozbawienie tronu; za miejsce jego pobytu wyznaczono wyspę Elbę. Natomiast 3 maja król Ludwik XVIII został ponownie ustanowiony władcą Francji. Król Ludwik XVIII uroczyście wjechał do swojej rezydencji i 30 maja zawarł wielkoduszny pokój z Europą, którego zwycięstwo świętować uroczyście w całej Europie 31 października postanowiono i nakazano. Wciąż jeszcze należało powoływać oddziały uzupełniające dla rezerw Landwehry, wysyłać je i stale dostarczać środki oraz potrzeby dla wsparcia oddziałów Landwehry, mianowicie dla głogowskiego korpusu oblężniczego i dla szpitali wojskowych itd. 20 kwietnia Napoleon wyjechał z Fontainebleau pod eskortą komisarzy wielkich mocarstw i silnej obstawy na wyspę Elbę. Przybył tam 4 maja i świat nie obawiał się już zakłócenia spokoju. Stopniowo pułki Landwehry, a tym samym i śląskie, powracały do swoich garnizonów. Sprzymierzeni monarchowie postanowili teraz zwołać kongres w Wiedniu, aby tam poprzez nowy podział terytorialny zawrzeć porozumienie w sprawie strat powstałych w wyniku wojny. Było to niezwykle ważne zadanie, aby naradzić się nad nowym kształtem Europy i tak ponownie ułożyć naruszone stosunki, by odpowiadało to interesom wszystkich w jednakowy sposób. Na złożone już wcześniej wnioski, aby wybudowaną tu w dawnych czasach gorzelnię móc włączyć jako ulepszenie do nowo założonej piwnicy ratuszowej, nadeszła po wielokrotnych prośbach magistratu zgoda królewskiego rządu w Legnicy na to przedsięwzięcie, datowana na 25 lutego i 7 marca 1814 r. Poczyniono teraz najspieszniejsze przygotowania do jej budowy, mimo wielu sprzeciwów i przeszkód, pod nadzorem budowlanym wyznaczonego do tego komisarza budowlanego, ławnika Schenkendorffa. Koszty budowy wraz z wyposażeniem wyniosły 600 talarów kurant. 23 czerwca 1814 r. Jego Królewska Mość zatwierdził podwyższoną na 2 lata miejską akcyzę od podstawowych artykułów żywnościowych w celu utworzenia funduszu wsparcia dla miejskiego majątku komunalnego, który prawie wszędzie tak bardzo podupadł z powodu okoliczności wojennych. 30 września tego samego roku wezwano magistraty do opracowania i przedłożenia z najwyższą dokładnością, według wydanej instrukcji, pełnego zestawienia finansowego miejskiego majątku komunalnego i skarbowego, które to zadanie powierzono ławnikowi Schulzowi. Wykazało ono głównie w długach komunalnych, skarbowych i wojennych, a także w zaległych i bieżących odsetkach sumę 14 296 talarów, a na planowane nieuniknione budowy i naprawy, mianowicie na ok. 666 prętów kwadratowych bruku kamiennego, budowę remizy strażackiej, budowę szopy na budy jarmarczne, zniszczonej strzelnicy oraz na odnowienie zniszczonych bud jarmarcznych, obliczono i podano łączne zapotrzebowanie w wysokości 1899 talarów. 12 sierpnia nadszedł rozkaz rozwiązania pospolitego ruszenia, ponieważ kraj był już wolny od niebezpieczeństwa. Zanim jeszcze prace nad przywróceniem ładu na Kongresie zdołano ukończyć, Napoleon usiłował zrealizować swoje plany, opuścić Elbę i ponownie udać się do Francji, aby odzyskać kraj, co mu się rzeczywiście udało. Uciekł stamtąd wieczorem 26 lutego ze swoimi wezwanymi towarzyszami i pojawił się na wybrzeżu 1 marca 1815 r., a 20 tego samego miesiąca przybył do Paryża i przy wsparciu swoich kompanów-rozbójników ponownie zawładnął francuskim rządem. Zgodnie z traktatem pokojowym zawartym w Paryżu 29 marca 1814 r., teraz 25 marca 1815 r. w Wiedniu zawarto wspólny traktat związkowy pomiędzy czterema mocarstwami Europy i podpisanymi pełnomocnikami królów Francji, Hiszpanii, Portugalii i Szwecji, aby chronić Francję i każdy zagrożony kraj przed przedsięwzięciami Bonapartego. Wkrótce wszędzie poczyniono pospieszne przygotowania do otwarcia nowej, nieuniknionej kampanii polowej, również tutaj ponownie powołano nowe oddziały uzupełniające zarówno do armii stałej, jak i do Landwehry, a na rozkaz gabinetowy z Wiednia z 1 kwietnia 1813 r., feldmarszałek książę Blücher von Wahlstatt wyruszył z Berlina kolejny raz do zgromadzonej armii, która przybyła pod Brukselę i w tamtejsze strony. Gdy tylko rozpoczęły się działania wojenne, ten wódz, dzięki wsparciu, w ciągu 6 tygodni przepędził burzyciela pokoju Bonapartego stamtąd aż pod mury Paryża, po tym jak pobił go po drodze, a szczególnie 18 czerwca pod Belle-Alliance [Waterloo] tak dalece, że cała nieprzyjacielska armia rzuciła się do ucieczki, a wielki przywódca swoich zwolenników i rebeliantów z trudem zdołał ujść, aby nie zostać wziętym do niewoli. Napoleon abdykował po raz drugi z tronu i godności cesarskiej i otrzymał dożywotnie wygnanie na wyspę św. Heleny. Tak oto wojna ta została ponownie zakończona i zadbano o utwierdzenie trwałego pokoju. 9 czerwca 1815 r. ukazał się akt końcowy kongresu wiedeńskiego, którego negocjacje były niezwykle ważne i znaczące dla wszystkich państw niemieckich. 20 listopada 1813 r., w nawiązaniu do porozumienia zawartego w Wiedniu 25 marca bieżącego roku pomiędzy czterema mocarstwami: Prusami, Austrią, Wielką Brytanią i Rosją, po nowo zakończonej wojnie zawarto traktat pokojowy, zgodnie z którym każde mocarstwo mogło utrzymywać armię okupacyjną w liczbie 150 000 ludzi przez 5 lat na terytorium Francji. Uzurpator Bonaparte został przewieziony do miejsca przeznaczenia, na wyspę św. Heleny, podczas gdy pozostałe wojska otrzymały rozkaz powrotu do ojczyzny.
Za wykazaną waleczność Prusaków w ostatniej wojnie, parlament angielski wyznaczył nagrodę wspierającą dla całkowicie potrzebujących pomocy i osieroconych dzieci poległych wojowników, mianowicie dla Śląska sumę 11 500 funtów szterlingów, które parlament przesłał z Londynu i które po dokonanej subrepartycji każdemu miejscu przydzielone zostały. W tutejszym mieście do rozdzielenia przypadło 293 talary 13 srebrnych groszy kurant.
Na królewski rozkaz z dnia 31 grudnia 1815 r. w dniu 18 lutego 1816 r. w całej monarchii pruskiej uroczyście obchodzono odbywające się w tym samym czasie Święto Koronacji i Orderów, a także kościelne obchody święta pokoju i dziękczynienia po upływie 9 lat wojennych.
Spośród pochodzących z tutejszego miasta 10 mężczyzn, którzy w tych latach wojny służyli w wojskach liniowych, oraz sukcesywnie pod Landwehrę postawionych 60 mężczyzn, łącznie 70 mężczyzn, zmarło jako obrońcy ojczyzny w kampaniach 1813/14 i 1815 oraz w wyniku następstw wojny 12 tutejszych dzieci [synów miasta] o nazwiskach: 1. Ernst Heinrich Dunkel, 2. Johann Gottlob Fiebrich, 3. Johann August Kirschke, 4. Johann Gottlieb Wittig, 5. Andreas Schreiber, 6. Carl Gottlob Trogisch, 7. Johann Gottfried Peschel, 8. Joseph Gattermann, 9. Ignatz Pitschmann, 10. Carl Gottlob Eisemann, 11. Carl Friedrich Aug. Richter, 12. Carl Gottlob Baertholdt. Wymienieni są odnotowani na tablicach pamiątkowych zawieszonych w naszych kościołach.
Z początkiem roku 1816 na miejsce od 1809 r. służących, teraz ze swoich urzędów ze wszelkimi honorami zwolnionych urzędników magistratu: skarbnika i rajcy Schulza, rajców Heyna i Manigla, wprowadzono nowo wybranych, a mianowicie jako skarbnika fabrykanta skór Sandera, a jako rajców warzelnika mydła i handlowca Diedtmanna oraz kupca Allarda.
Po nastaniu pokoju, na podstawie edyktu z dnia 3 czerwca 1814 r. dotyczącego dokonanych świadczeń wojennych z lat 1813/14 i wydanych później rozporządzeń do procedury likwidacyjnej, sprawę tę do wykonania i opracowania powierzono byłemu rajcy Schulzowi. W rezultacie dzięki najmozolniejszemu i z największą pilnością wyszukanym oraz środkami dowodowymi popartym różnorodnym przedmiotom w okresowych zestawieniach to, co należało rozliczyć wobec państwa, wyniosło sumę 14 142 talarów, na co zatwierdzona suma w kwitach dostaw w wysokości 7 584 talarów wpłynęła, która to następnie do nowo utworzonej miejskiej kasy komunalnej została przyjęta i z tejże każdemu likwidantowi [roszczącemu] miała być rekompensowana i stopniowo zaspokajana. Prowadzenie tej kasy powierzono rajcy Schenkendorffowi. Kolejne 171 talarów rozliczono jeszcze na różne przedmioty.
Również od tutejszego Dominium zarekwirowana od gminy ilość dostaw w naturze, jako poczyniona na to zaliczka, została w gotówce w wysokości 176 talarów 12 srebrnych groszy zrefundowana. Niedobór z kosztów utrzymania szpitala i rekwizycji, do których pozostali mieszkańcy powiatu również czuli się zobowiązani przyczyniać, co przez Dominium było wspierane, ale jednak w przeważającej mierze tylko przez gminę miejską zostało pokryte, wynosił jeszcze 3480 talarów wraz z odsetkami, które to roszczenie odszkodowawcze na razie pozostało zarezerwowane i do czasu tymczasowej decyzji musiało pozostać.
Do zauważenia jest jeszcze, że ani kwaterunek w naturze, ani świadczenia podwodowe, ani grabieże, gwałtowne zabieranie zasobów ze stodół i strychów, jak również spustoszenia pól, ogrodów i łąk oraz uszkodzenia nie mogły być zgłaszane do rozliczenia, podobnie jak inne świadczenia wojenne, które nie zostały wykazane za pomocą szczególnych dowodów z największą dokładnością i sumiennością lub nie mogły zostać udowodnione za pomocą pokwitowanych odbiorów.
W dniu 10 kwietnia 1816 r. zgodnie z uchwałą radnych miejskich posiadłość zakupiona w 1809 r. mimo nieskończonych sprzeciwów (pod numerem 1) wraz z przynależnymi do niej gruntami została rozparcelowana i w większych oraz mniejszych działkach sprzedana mieszkańcom miejskim, a następnie wiejskim w terminach dzierżawy dziedzicznej na 8-letnie raty. Stało się to przy nałożeniu rocznego czynszu gruntowego płatnego do kasy miejskiej, o ile te grunty nie podlegają opłacie na rzecz pańskiej kasy rentowej, i to przy zwolnieniu obecnych i przyszłych właścicieli ze wszystkich ciężarów i opłat miejskich oraz królewskich, dzięki czemu zapewniono kasie miejskiej na rzecz gminy stały roczny dochód w wysokości 17 talarów 28 srebrnych groszy. Osobom pragnącym posiąść część tych gruntów zapewniono istotną korzyść, wliczając w to uzyskany zysk w wysokości 1500 talarów, który osiągnięto dzięki tej sprzedaży.
Dotychczasowa szczególna i specjalna administracja oraz prowadzenie księgowości przychodzących opłat dzierżawnych, spłat kapitałowych i odsetek zostały powierzone dwóm deputowanym: obecnemu skarbnikowi Sanderowi oraz mistrzowi piekarskiemu Carlowi Wilhelmowi Rüdigerowi, którzy sumiennie zarządzali swoimi sprawami i musieli je nadal kontynuować.
W roku 1817 dom pod nr 106, zlicytowany tutaj z powodu długów, wraz z gruntami, został nabyty i zakupiony przez miasto za kwotę 625 talarów jako budynek publiczny z przeznaczeniem na mieszkania dla urzędników miejskich. Przynależne do niego grunty zostały jednak ponownie sprzedane za 281 talarów; w związku z czym budynek mieszkalny kosztował ostatecznie tylko 344 talary.
W 1817 roku z własnych środków gildii strzeleckiej, na mocy uchwały i nałożenia subrepartycji na każdego członka, który w owym czasie był bratem kurkowym, na kwotę 5 talarów 20 srebrnych groszy, odrestaurowano również mieszczański dom strzelecki, zniszczony przez wroga w roku 1813, co wraz z wymaganymi pracami ręcznymi zostało zrefundowane. Koszty wyniosły około 350 talarów kurant.
Również w 1817 roku znacznie ulepszono i doprowadzono do stanu używalności kramy jarmarczne, zniszczone podobnie przez wroga w roku 1813, których uszkodzenia oszacowano na co najmniej 100 talarów kurant, co kosztowało gminę znacznie więcej.
W roku 1818, w ślad za wcześniejszą, niewielką i doraźną naprawą bruku kamiennego, kontynuowano teraz w mieście regularne układanie bruku miejskiego, a w szczególności znacznej części głównej ulicy. W tym roku miasto otrzymało na wsparcie stanu finansów miejskiej kasy skarbowej 300 talarów z Królewskiego Prowincjonalnego Funduszu Akcyzy Komunalnej, które również zostały przeznaczone na brukowanie miasta. Z tego samego funduszu wpłynęło na ten cel kolejnych 500 talarów.
Bardzo pożyteczną inwestycję poczynił również w roku 1818 przedsiębiorca, pan aptekarz Stephan z Nowej Soli, poprzez zakup od tutejszej gminy domu pod nr 1 w celu założenia i urządzenia nowej apteki. Dzięki temu stworzono również możliwość sprowadzenia tutaj lekarza w osobie dr. Reichelta do leczenia i udzielania pomocy medycznej chorym i cierpiącym. Zatrudniono także dwóch chirurgów.
Dnia 25 listopada 1818 r. obie sikawki miejskie zostały umieszczone w nowo odrestaurowanej w tym roku remizie. Koszty budowy, włączając robociznę, wyniosły 200 talarów kurant.
W miejsce ustępującego rajcy Allardta wprowadzono w tym roku na urząd rajcy nowo wybranego mieszczańskiego handlowca Augusta Topffa. Ponieważ w tym roku z końcem miesiąca czerwca upływał czas służby obu rajców Schenkendorffa i Bürgera, w ich miejsce w drodze nowych wyborów wyłoniono: piekarza Johanna Carla Wilhelma Rüdigera juniora oraz dotychczas służącego rajcę Josepha Schenkendorffa — Rüdigerowi powierzono kasę stowarzyszenia ogniowego oraz fundusz wykupu uprawnień bankowych.
Dotychczasowy burmistrz Frankhen został wybrany ponownie na kolejne 6 lat i zatwierdzony w ten sam sposób. Wprowadzenie go na urząd nastąpiło 16 listopada 1819 r.
Dnia 6 lipca 1819 r., podobnie jak 4 lipca 1781 r., upał osiągnął niezwykły poziom 66 2/3 stopnia Réaumura. W pomieszczeniu temperatura w 1781 r. wyniosła 60 stopni Réaumura, a w 1819 r. 59 1/3 stopnia Réaumura. Pomimo utrzymującej się powszechnie suchej, letniej pogody, zbiory zbóż i winogron były szczególnie obfite, z wyjątkiem lnu, którego uprawa się nie udała.
W tym czasie ponownie przesłano tutaj 800 talarów z Królewskiego Prowincjonalnego Funduszu Akcyzy Komunalnej na wsparcie kasy skarbowej. Również w tym roku (1819) połączono i wykonano brukowanie głównej ulicy miasta wraz z dwiema ulicami odchodzącymi w górę i małym placem, czyli targiem garncarskim, a także ułożono bruk przed drzwiami przyległych właścicieli oraz w uliczce prowadzącej do kościoła ewangelickiego.
Zgodnie z zawartym porozumieniem między Dominium a magistratem w imieniu miasta, spisano i ustalono, że rocznie z miejskiej kasy skarbowej tytułem czynszu z pańszczyzny nigdy ani więcej, ani mniej niż 150 talarów kurant nie będzie wpłacane do pańskiej kasy rentowej, w półrocznych ratach w terminie na św. Jana oraz na Boże Narodzenie. Również każdorazowy burmistrz ma otrzymywać rocznie z pańskiego lasu 6 sążni drewna deputatowego do ogrzewania izby urzędowej i posiedzeń.
Z początkiem roku 1820 w całej monarchii pruskiej wprowadzono nowe pruskie miary i wagi. Według termometru Réaumura mróz w miesiącu styczniu 1820 r. wynosił: 8-go dnia 17 stopni poniżej zera, 9-go dnia 17 1/2 stopnia, 10-go dnia 21 stopni, a jeszcze 15-go dnia 19 stopni poniżej punktu zamarzania. W inne dni było również 12, 13, 14, 15 i 16 stopni. Ogólnie rzecz biorąc, śniegu było mało.
Na wsparcie miejskiej kasy skarbowej wpłynęło kolejnych 500 talarów, zatem na ten cel przekazano już łącznie 2100 talarów. Tej wiosny ponownie podjęto brukowanie kamienne i najpierw wybrukowano oraz całkowicie ukończono ulice Nową i Henryka, a następnie Rynek Przedni. Tej wiosny (1820) wzdłuż drogi kamiennej, po obu stronach ogrodów przed Bramą Szprotawską aż do stodół, posadzono młode lipy.
W tym samym czasie na Górze Strzeleckiej wokół domu strzeleckiego posadzono młode lipy pomiędzy starymi lipami, a także w stronę muru strzelnicy, aby w ten sposób utworzyć potrójną aleję.
Z dniem 1 kwietnia 1820 r. szkoła na Młynowie oddzieliła się od naszej ewangelickiej szkoły miejskiej, która od zawsze z niej korzystała i prowadziła wspólne sprawy z miastem. Zbudowali oni na koszt gminy nowy budynek szkolny i ustanowili własny system szkolny, ponadto ubiegali się o własnego nauczyciela. Uroczyste otwarcie odbyło się 9 lipca br.
Dnia 13 maja 1820 r. po kilku wewnętrznych naprawach wieży osadzono nowo pozłoconą gałkę, krzyż i chorągiewkę pogodową przez Herrmanna z Eckartswaldau. Koszty zostały pobrane ze skarbca (Arario). Na pozłocenie gałki gmina miejska i wiejska, po wydanym wezwaniu, przekazała dobrowolną składkę drogą zbiórki.
Na początku lata w lasach silnie rozprzestrzeniły się gąsienice, jednak w tutejszych lasach nie wyrządziły tak wielkich szkód jak 28 lat temu (1792), tym razem jednak lasy sąsiednie ucierpiały bardzo dotkliwie. W 1822 r. drewno nawiedzone przez gąsienice było w większości suche.
Miesiąc kwiecień był przyjemnie ciepły, maj natomiast zimny i deszczowy, czasami zamarzało do grubości palca. 14, 21 i 22 maja te chłodne dni zostały przerwane przez kilka cieplejszych. Ta chłodna pogoda utrzymywała się do 14 lipca. Potem do końca sierpnia nastąpiły ciągłe letnie upały, przez co gleba niezwykle wyschła. Wrzesień przyniósł zwyczajne jesienne dni. Na początku października wystąpiły nocne przymrozki. Listopad i grudzień przyniosły na zmianę śnieg i dużo deszczu.
W 1820 r. plony siana były bardzo umiarkowane. Zbiory zboża w snopach bardzo obfite, plon ziarna średni. Owoce w innych miejscach częściowo dobre, w tutejszej okolicy prawie wcale. Przez cały ten rok szczególnie wśród bydła grasowała pryszczyca. Wszelki pożytek przepadł, gdyż zwierzęta nie mogły ani jeść, ani pić. To samo nieszczęście dotknęło hodowlę owiec i świń.
W miesiącu sierpniu ogłoszono ustawę o wprowadzeniu nowego podatku klasowego, który miał wejść w życie z wrześniem, a jego ściąganie powierzono rajcy Rüdigerowi. Opiera się on na obiecanej reformie podatkowej dotyczącej organizacji spraw danin, z powodu uiszczania podatku od mąki i uboju oraz podatku od działalności gospodarczej. Podatek klasowy istniał już w XVI wieku, pod innymi warunkami.
Obecny stan wewnętrzny i charakter miasta Przemków z końcem sierpnia: Po pożarach z lat 1804 i 1809, po wprowadzeniu nowej ordynacji miejskiej, miasto zostało podzielone na 4 okręgi policyjne, a mianowicie: okręg kościelny włącznie z przedmieściem, okręg nowy, okręg stary lub katedralny oraz okręg ratuszowy; poza tym dwa pierwsze należą do jednego, a dwa ostatnie do drugiego okręgu wyborczego.
Nazewnictwo ulic i placów przedstawia się następująco: Uliczka Browarna przy nr 1, Ścieżka Kościelna pomiędzy nr 1 i 2, mała ulica Kościelna lub Zmarłych pomiędzy nr 15 i 17, duży Plac Kościelny przy nr 16, ulica Wilcza przy ogrodzie szkolnym, mała Furtka Kościelna prowadząca na Tylne Przedmieście, ulica Głogowska i Przedmieście, ulica Biskupia pomiędzy nr 33 i 43, ulica Längsche pomiędzy nr 43 i 49, Brama Służących przy katowni, duża ulica Targu Bydlęcego od nr 49 w stronę targu bydlęcego, uliczka Eckerta pomiędzy nr 51 i 60, uliczka Farbiarzy pomiędzy nr 59 a Domem nr 3, Targ Bydlęcy, ulica Nowa lub Henryka pomiędzy nr 67 i 69, Plac Garncarski lub Mały Rynek, mała ulica Tylna pomiędzy nr 70 a murem cmentarza katolickiego, mała uliczka Kościelna przy nr 110 i murze cmentarnym, duża ulica Kościelna pomiędzy nr 90 i 107, uliczka Piwniczna pomiędzy nr 85 i 86, uliczka Pisarza przy nr 81 i 84, uliczka Folwarczna pomiędzy nr 90 i 91, Brama Łaziebna lub Lauterbaska przy Domu nr 1, ulica Zamkowa pomiędzy nr 94 i 95, Tylny Pierścień wokół ratusza, Duży Rynek od tegoż w górę miasta, ulica Gorzelniana pomiędzy nr 101 i 102, Brama Szprotawska lub Browarna przy stawie miejskim, mała uliczka Targu Bydlęcego przy Domu nr 4 i 8, ulica Tylna wzdłuż muru folwarcznego od Bramy Łaziebnej do placu Targu Bydlęcego.
Budynków publicznych jest: 2 kościoły, 2 plebanie i 2 mieszkania szkolne wraz z budynkami gospodarczymi należącymi do uposażenia kościelnego, 1 ratusz, 1 słodownia i browar, 1 miejskie mieszkanie służbowe pod nr 106, pański budynek sądu (Gerichts-Amtshaus) D. pod nr 1, budynek mieszkalny i zakład znajdujący się przy miejskiej cegielni. 1 dom ubogich, 1 dom pasterza gminnego, 1 remiza strażacka, 1 dom strzelecki i 6 murowanych kramów mięsnych, zatem łącznie 15 budynków; mianowicie, wliczając te ostatnie: 10 murowanych, 2 o konstrukcji ryglowej z dachem ceglanym i 3 z drewna i gliny. Domów prywatnych i mieszczańskich, wliczając przedmieście i mieszkania dominialne w obrębie miejskiego okręgu policyjnego, jest: 88 murowanych i 60 drewnianych, razem 148; wliczając 15 mieszkań i budynków publicznych – 163. Oprócz pozostałych drewnianych stodół, stoją 4 murowane. Najbliższe place budowlane z dawniejszych czasów zostały po pożarze w 1804 r. rozdzielone i przyznane jako podwórza i place. Od czasu tego pożaru jednak obecnie jeszcze jedno pogorzelisko pod nr 18, należące do stolarza Kühna, położone między nr 28 a 32, pozostało niezabudowane. Miasto było ubezpieczone w towarzystwie ogniowym: w roku 1793 na 6980 talarów, w roku 1800 na 18 970 talarów, obecnie w 1820 na 39 660 talarów. Populacja wynosiła w roku 1755/56 – 665 dusz, 1785/86 – 782 dusze, 1793 – 853 dusze, 1803 – 958 dusz, 1809 – 1003 dusze i w 1820 od 1180 do 1200. Instytucje publiczne: 1 cegielnia, 1 gorzelnia, 1 wytwórnia wódek, dom strzelecki. Znajdujące się w remizie 2 mobilne sikawki ogniowe wraz z wężem, wliczając wiadra, drabiny i sery wodne [specjalne sanie lub wozy do transportu wody] oraz znajdujące się w mieście 12 publicznych pomp. Instytucje prywatne: 2 prywatne cegielnie, 3 wiatraki, 1 wiatrak garbarski oraz nowo założona apteka. Obecnymi urzędnikami są: Urząd duchowny przy kościele składa się z 1 proboszcza, 1 nauczyciela szkolnego będącego zarazem kantorem. Przy kościele ewangelickim: 1 pastor, 1 kantor, 1 nauczyciel szkolny i 1 dzwonnik, 1 adiunkt jako drugi nauczyciel. Kolegium magistratu składa się z 1 burmistrza, 1 skarbnika – obaj nadzorują sprawy policyjne, 1 bezpłatnego rajcy, który nadzoruje sprawy budowlane i prowadzi kasę komunalną, drugiego bezpłatnego rajcy od spraw browarnictwa, serwisu i kwaterunku, trzeciego bezpłatnego rajcy od spraw ubogich i policji bezpieczeństwa, czwartego bezpłatnego rajcy, który wraz z poprzednim zajmuje się szkolnictwem i jest zarazem poborcą podatku klasowego oraz towarzystwa ogniowego i zarządza funduszem wykupu; ponadto służący rady i policji. Sąd miejski połączony z pańskim urzędem sądowym składa się z 1 zarządcy sprawiedliwości, 1 aktuariusza i 1 woźnego sądowego. Urząd akcyzy składa się z 1 mieszkańca i 1 nadzorcy. Przedsiębiorcy znajdujący się tutaj na początku września 1820 r. to: aptekarz 1, piekarze 5, kaletnik 1, bednarze 11, piwowar 1, górzelnik 1, cyrulik 1, chirurg 1, tokarz 1, lekarz 1, rzeźnicy 4, farbiarze 2, szklarze, zegarmistrzowie i sitarze 2, oberżyści 2, krupnik 1, kupcy hurtowi lub handlowcy 5, handlarze lub drobni kramarze 5, kramarze z przędzą 6, z żywnością 5, z wyrobami garncarskimi 6, z bydłem 1, z gwoździami 2, z wyrobami zgrzebnymi i zegarami ściennymi 2, kołodziej 1, kapelusznik 1, kuśnierze 3, koszykarz 1, szmaciarz 1, tkacze lnu lub drelichu 3, mistrz murarski 1, muzycy 3, młynarze 3, murarze 8, wytwórca oleju 1, piernikarz 1, pasamonik 1, kołodzieje 6, rymarze 2, garbarze 4, siodlarz 1, ślusarze 2, kowale 12, krawcy 5, kominiarz 1, szewcy 17, mydlarz 1, powroźnicy 2, dziewiarze 5, brukarz 1, szlifierz 1, karczmarze 1, gontarz 1, stolarze 7, garncarze 9, wytwórca główek do fajek 1, garbarz 4, mistrzowie ciesielscy 2, tkacz materiałów i tkanin artystycznych 1, formierze cegieł 3, cieśle 6. Ponadto uprawiający rolę bez rzemiosła 13, podobnie wdowy posiadające własność 4 i robotnicy ręczni 5. Ojcowie i matki rodzin na utrzymaniu 32, niemające własności wdowy mieszczańskie 12, podobnie robotnicy dniówkowi lub komornicy 26. Strażnicy nocni i miejscy 2. Strażnik kościelny 1. Pasterz gminny 1. Pensjonariusze szpitala 3. Ponadto obecnie jako pensjonariusze znajdują się: urzędnik wyższej akcyzy 1, urzędnicy niższej akcyzy 2, oficerowie wyżsi 2, podoficerowie 1. Miesięczny zasiłek łaski pobiera jeszcze 6 zasłużonych w ostatniej kampanii wojennej. Również swoje miejsce zamieszkania ma tu obecnie emerytowany wyższy urzędnik leśny.
Poza miastem istnieje fryszerka i piece odlewniczy; zatem oba zakłady hutnicze należą do dominium, a na Młynowie papiernia, będąca własnością prywatną.
W październiku 1820 r. zbudowano także szopę do przechowywania bud jarmarcznych. 21 stycznia dotychczasowy rajca Rüdiger złożył rezygnację, a na jego miejsce wybrano byłego rajcę Bürgera. Na mocy wspólnej uchwały radnych miejskich z magistratem o rozbudowie i odpowiednim urządzeniu tak bardzo ograniczonego lokalu szkolnego, 7 maja 1821 r. rozebrano i zburzono dom szkolny stojący od 1748 r., czyli od 73 lat. 22 maja położono kamień węgielny pod nową szkołę, 17 lipca postawiono więźbę dachową, a do 25 listopada br. budowa została ukończona i młodzież szkolna mogła zostać uroczyście wprowadzona. Koszty budowy wyniosły, według rachunku, po potrąceniu znacznego wsparcia podarowanego przez św. patrona, Talarów 2300.
Jesienią 1821 r. wybrukowano drogę jezdną od rogu domu nr 94 w stronę pańskiego folwarku. Po zakończeniu 6-letniej kadencji skarbnika Sandera i rajcy Diedtmanna, nowo wybrani zostali: mistrz piekarski Carl Wilhelm Rüdiger starszy oraz kupiec Klingsporn. Skarbnikostwo powierzono jednak rajcy Bürgerowi. Wprowadzenie na urząd odbyło się 29 listopada br.
Warunki pogodowe roku 1821. W miesiącach styczniu i lutym było mało śniegu, silne nocne przymrozki i burzliwa pogoda. Marzec przyniósł początkowo mroźną aurę, potem stopniowo stawało się cieplej. Pogoda w kwietniu była sucha i przyjemna, utrzymała się do połowy maja, kiedy to obfity deszcz burzowy użyźnił glebę. Druga połowa maja i okres od czerwca do połowy lipca były stale bardzo chłodne i deszczowe. Żniwa zbożowe rozpoczęły się dopiero na początku sierpnia, ponieważ wcześniej trzeba było z trudem uprzątnąć siano z powodu niestałej pogody. Pogoda pozostała piękna do końca listopada; potem jednak stała się surowa, deszczowa i burzliwa aż do końca wspomnianego roku.
Kupowano worek zboża lub 2 szefle miary pruskiej za ok. 2 talary, 4, a nawet 8 srebrnych groszy kurant. 7 czerwca 1821 r. ukazała się ordynacja o podziale gruntów wspólnych oraz ordynacja o zniesieniu ciężarów w stosunkach pańsko-chłopskich, na podstawie odpowiedniego edyktu z 14 września 1811 r. i deklaracji z 29 maja 1816 r., i rozpoczęła się działalność powołanej do tego komisji według rozporządzenia z 20 czerwca 1817 r. 30 września ukazała się ustawa o nowym i jednolitym w całych Prusach systemie menniczym dla srebrnej i miedzianej monety zdawkowej w srebrnych groszach i fenigach. W 1822 r., 7 marca, ukazała się odnowiona, zmieniona opłata stemplowa. 14 lipca 1834 r. w wyniku zapalenia od promienia upału spłonęło 8 mieszczańskich stodół położonych na tutejszym targu bydlęcym. W ciągu lata 1835 r. powyższe spalone stodoły zostały ponownie odbudowane jako murowane, poza jedną z nich.
Katolicka gmina kościelna odkupiła w 1836 r. organy, które stały się nieużyteczne w kościele ewangelickim, za 45 talarów i zleciła ich gruntowną naprawę oraz ustawienie w kościele katolickim organmistrzowi Müllerowi z Żagania, kosztem 204 talarów, 8 srebrnych groszy i 3 fenigów. Do tych kosztów patron, oprócz potrzebnego drewna na deski, przekazał kwotę gotówkową 20 talarów, a książę biskup hrabia v. Sedlnitzky z Wrocławia podarował 20 talarów. Pozostałe koszty zostały pokryte przez gminę kościelną, częściowo z dobrowolnych składek gotówkowych, jak również poprzez podział kosztów pieniężnych i szarwark konny.
W ciągu roku 1837 w miejsce starych organów sprzedanych gminie katolickiej zbudowano w kościele ewangelickim nowe organy przez organmistrza M. Schinke z Jeleniej Góry, na co spadkobiercy zmarłego barona v. Bibran podarowali oprocentowany kapitał w wysokości 500 talarów. Brakującą kwotę dołożyły miasto i wieś.
Zgodnie z wyrokiem rewizyjnym Królewskiego Tajnego Wyższego Trybunału w Berlinie z dnia 26 listopada, wydanym w trwającym kilka lat procesie o zwrot kosztów poniesionych na budowę ewangelickiego domu szkolnego, orzeczono, że według obowiązującego zwyczaju prowincjonalnego przy wszystkich budowach kościołów i szkół koszty gotówkowe muszą być pokrywane ze skarbca kościelnego, a w przypadku jego niewystarczalności przez patrona, zaś parafianie zobowiązani są jedynie do nieodpłatnego świadczenia szarwarku ręcznego i konnego oraz dostarczenia słomy; W niniejszym przypadku zatem patronat został skazany na zwrot kosztów budowy.
Dnia 12 września 1849 roku o godzinie 8 wieczorem przybył tutaj sufragan [biskup pomocniczy] Latussek z Wrocławia, odbywający podróż inspekcyjną z Niegosławic. Na jego cześć zorganizowano wiele uroczystości. Na drodze do Szprotawy, między stodołą nadleśniczego Hopfa a stodołą ślusarza Naehlera, wzniesiono pierwszą bramę triumfalną. Została ona zbudowana w formie wielkiego przejazdu bramnego, z uskokami po obu stronach i małymi przejściami. Na górnej kondygnacji widniało pozdrowienie „Witamy” („Willkommen”) wypisane złotymi literami. Druga brama została wzniesiona przy dużym cmentarzu obok bednarza Witticha. Prezentowała się ona szczególnie pięknie dzięki temu, że na jej przedniej stronie zdołano ułożyć literę „L” z georginii [dalii], której towarzyszyły po obu stronach dwie gwiazdy, również wykonane z georginii, co zapewniało wspaniały widok. Trzecia brama honorowa stała bezpośrednio przed kościołem, a właściwie przed drzwiami wieży, zbudowana w stylu gotyckim; u góry opatrzona czterema wieżyczkami z pozłacanymi kulami. Po obu stronach wejścia umieszczono napis: „Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie”. Czwarta brama honorowa stała przy wejściu do mieszkania proboszcza, w formie mitry biskupiej z kilkoma ażurowymi wycięciami w kształcie trójkąta.
W wymienionym dniu strzelcy, po uprzednim bębnieniu na zbiórkę, udali się z orkiestrą na czele do bramy honorowej przy stodołach. Za nimi podążał magistrat, radni miejscy, duchowieństwo obu wyznań, 24 młode dziewczęta w białych sukienkach z niebieskimi kokardami, następnie szkoła katolicka i gmina kościelna oraz liczna rzesza widzów. Po oczekiwaniu do godziny 8, biskup pojawił się w powozie zaprzężonym w cztery konie. Wysiadł przy bramie honorowej i został z wielu stron powitany pięknymi słowami, na które biskup równie serdecznie odpowiedział. Następnie procesja ruszyła w ustalonym porządku w stronę kościoła katolickiego. Na przedzie jeden krzyż i dwie małe chorągwie kościelne, śpiewająca młodzież ze szkoły katolickiej, chór puzonistów, duchowieństwo, pośrodku którego szedł biskup otoczony przez młode dziewczęta w białych sukienkach, władze miasta, przedstawiciele dominium oraz katolicka gmina kościelna. Strzelcy utworzyli po obu stronach szpaler. Po przybyciu do kościoła, biskup został powitany przez obecnych duchownych katolickich. Procesja ruszyła następnie aż do ołtarza głównego. Tam biskup odprawił cichą modlitwę i pożegnał zebranych bardzo pięknymi słowami, dziękując za serdeczne przyjęcie, co zakończyło uroczystości tego dnia. Następnego dnia, 13 września o godzinie 8 rano, rozpoczęło się nabożeństwo. Wcześniej strzelcy ustawili się przy kościele i utworzyli szpaler od mieszkania proboszcza aż do drzwi kościoła. Władze miejskie również przybyły na uroczystość i podążały za procesją do kościoła. Biskup odprawił tu cichą mszę, a następnie udzielił członkom gminy sakramentu bierzmowania. Po zakończonym nabożeństwie odwiedził szkołę. Zadowolony ze wszystkich tutejszych zwyczajowych urządzeń, biskup odjechał po południu o godzinie 5, przy biciu dzwonów, w kierunku Groß-Logisch.
Dnia 22 stycznia 1850 roku zmarła w Herrnhut na Dolnych Łużycach małżonka pana feudalnego, baronowa v. Block-Bibran, w 62. roku życia. Przez trzy dni bito w oba dzwony po dwie godziny dziennie, co wykonywały gminy wiejskie. Gminy te są według swoich urbarzy zobowiązane do dzwonienia przy tego rodzaju przypadkach śmierci jako ostatniej posługi dla patrona.
Dnia 11 lutego 1850 roku w godzinach porannych, o wpół do ósmej [7:30], bliscy skarbnika Klingsporna zauważyli jego zniknięcie. Pytania w mieście pozostały bezowocne. Radni Trogisch i Specht podjęli dalsze poszukiwania i znaleźli zwłoki niedaleko górnego młyna (Obermühle). Wóz młynarza z górnego młyna przywiózł ciało o godzinie 9 do miasta, do jego mieszkania. Motywy tego samobójstwa pozostały nieodkryte; w każdym razie przypuszczano, że skłoniły go do tego melancholia i znużenie życiem. Dnia 14 tego samego miesiąca szczątki zostały, przy biciu dzwonów, pochowane na tutejszym ewangelickim cmentarzu. Radni miejscy podjęli się niesienia ciała do miejsca wiecznego spoczynku.
Dnia 24 sierpnia 1850 roku o wpół do jedenastej w nocy [22:30] piorun uderzył w dom nr 112, należący do młynarza Winklera, jednak nie wywołał pożaru. Piorun zszedł przy lewym kominie po obu stronach dachu, pozostawiając bruzdę szerokości dłoni w gontowym dachu. W samym domu piorun uszkodził kilka drzwi i okien. Również mechanizm kołowy [Radwer] został przez uderzenie pioruna uczyniony bezużytecznym.
W ciągu roku 1853, dzięki dobrowolnym składkom ewangelickiej gminy kościelnej w Przemkowie oraz przy pomocy pana feudalnego w postaci kwoty 100 talarów, ołtarz i ambona kościoła ewangelickiego zostały na nowo pomalowane i pozłocone, pomalowano zbudowane w 1837 roku nowe organy oraz zakupiono nowe obicia ołtarza i ambony. Są one koloru ciemnoniebieskiego, usiane gwiazdami; na przedniej stronie obrusu ołtarzowego widnieje srebrny krzyż. Poświęcenie odrestaurowanego ołtarza i jego nowego obicia odbyło się w święto Zielonych Świątek 1853 roku.
Dnia 11 września 1853 r. dotychczasowy właściciel przemkowskiego majątku ziemskiego, baron v. Block-Bibran, sprzedał dobra przemkowskie Jego Wysokości Księciu von Augustenburg za cenę 950 000 talarów. Przekazanie dóbr nastąpiło 1 października tego samego roku.
Po tym, jak 1 października 1853 r. nastąpiło przekazanie przemkowskiego majątku ziemskiego księciu von Augustenburg, miasto i gminy postanowiły przygotować obecnemu właścicielowi uroczyste powitanie. Ze strony miasta wzniesiono bramę triumfalną na granicy okręgu miejskiego, na końcu alei prowadzącej do Szklarki (Gläsersdorfer Allee). Druga stała na drodze do Szklarek między stodołami i niosła na górze orła z herbem majątku ziemskiego. Trzecia stała między domem piekarza Richtera a rzeźnika Richtera; była ona udekorowana inicjałami właściciela oraz flagami. Po zachodniej stronie ratusza wzniesiono świątynię, która w formie iluminowanego obrazu (transparentu) zawierała pełny herb i odpowiednią dewizę. Ponadto ratusz zdobiło wiele dużych i małych flag w barwach pruskich i książęcych, a na przedniej, południowej stronie wystawiono 3 duże transparenty; również wielu właścicieli domów świątecznie przyozdobiło swoje budynki wieńcami z liści, flagami i transparentami. Gminy wiejskie przy tych przygotowaniach do przyjęcia Księcia von Augustenburg również przystąpiły do wznoszenia bram triumfalnych, które zbudowano na najdalszej granicy majątku ziemskiego za Piotrowicami, przed Piotrowicami oraz w Szklarkach, opatrując je odpowiednimi inskrypcjami.
W miesiącach od maja do lipca 1863 r. zegar wieżowy, wykonany przez kowala Stensela w Iłowej w roku 1805, został odrestaurowany przez tutejszego zegarmistrza Muhla. Muhl zamontował zegar ponownie 13 lipca, a 14 lipca zaczął on ponownie działać. Miasto zapłaciło za naprawę 35 talarów.
Dnia 28 sierpnia 1859 r. w tutejszym tygodniku ukazał się apel, napisany przez introligatora Knolla, który nawiązując do budowy domu strzeleckiego, zawierał wezwanie, aby teraz zrobić co tylko możliwe także dla budowy nowej dzwonnicy przy tutejszym kościele ewangelickim, tak aby pielęgnowane od wielu dziesięcioleci życzenie wspólnoty kościelnej mogło się spełnić. Następnie ukazał się artykuł burmistrza Wackwitza, informujący, że złoży on wniosek u władz miejskich, aby te, wspólnie z kolegium kościelnym i po uzyskaniu zgody patrona, utworzyły komitet budowy wieży, który zajmie się sprawą. W tym samym piśmie (nr 36 z 4 września 1859 r.) przyjaciel kościoła, będący również bratem strzeleckim (skarbnik Steyn), oświadczył, że kolegium kościelne podjęło już dalsze kroki i że zostaną one opublikowane tak szybko, jak to możliwe. To, że znana ambicja niektórych członków kolegium kościelnego będzie zgłaszać zastrzeżenia, było do przewidzenia, ale zaskakujące było to, że stało się to w taki sposób. Z oświadczenia wynikało, że kolegium kościelne zajmie się tym, co konieczne. Magistrat nie jest tutaj niezbędny. Że tak właśnie jest, potwierdził nr 37 z 11 września 1859 r.
Kolegium kościelne ogłosiło tamże, że wprawdzie jest bardzo godne uznania, iż magistrat chce składać dalsze wnioski o utworzenie komitetu, lecz tymczasem realizacja tego postanowienia musi zostać odłożona, ponieważ najpierw nadszedł czas na zorganizowanie zbiórek publicznych; następnie Kolegium kościelne zamierza zlecić wykonanie rysunków oraz kosztorysów i wezwać do utworzenia komitetu. Autor tych słów [kronikarz] włączył się teraz również publicznie w tę sprawę i wyłuszczył mianowicie, że zbiórki zarządzone przez Kolegium kościelne są całkowicie chybionym środkiem, że w najmniejszym stopniu nie posunęły one sprawy naprzód i że przez to kwestia budowy wieży została ponownie odstawiona na boczny tor. Wyłuszczył on dalej, że jeśli budowa wieży miałaby stać się rzeczywistością, w każdych okolicznościach musi zostać powołany komitet, do którego powinni zostać wezwani najbardziej roztropni i wpływowi członkowie gminy. Komitet ten miałby wtedy za zadanie utworzenie funduszu budowlanego i podjęcie najskuteczniejszych kroków. Były to te same myśli, które wcześniej wypowiedział burmistrz Wackwitz i które jako jedyne były słuszne, co okaże się w dalszej kolejności.
W roku 1870 wybuchła wojna z Francją. Już od 1850 r. dawały o sobie znać niepokoje w Hiszpanii, które doprowadziły do otwartego wybuchu wskutek abdykacji ówczesnej królowej Izabeli. Hiszpania była teraz raz republiką, raz królestwem. Do tego wybuchły jeszcze wojny karlistowskie i Hiszpanie potrzebowali zatem silnego władcy. Takim zdawał się im książę Leopold von Hohenzollern-Sigmaringen. Jednak Napoleon III wmieszał się w to i zażądał od króla Wilhelma, aby jako najstarszy ze swojej rodziny zabronił księciu wstąpienia na tron. Jednak Wilhelm oświadczył, że nie będzie mu niczego narzucać. Francja wypowiedziała zatem Prusom wojnę.
Mniej więcej już od 1760 r. w gminie ewangelickiej w Przemkowie istniało życzenie zbudowania wieży przy kościele ewangelickim, lecz ubóstwo gminy, powiększone jeszcze przez pożar w roku 1804, nie pozwoliło na to. Gdy w roku 1859 odnawiano dom strzelecki, życzenie to powróciło i podjęto teraz energiczne kroki w tej sprawie. Wkrótce jednak zaczęły się wojny z Holsztynem i Austrią, a projekt budowy wieży ponownie zszedł na dalszy plan, aż wreszcie w roku 1869 utworzył się komitet budowy wieży pod przewodnictwem pastora Meißnera. Propozycja została przedstawiona gminie i przyjęta. Poza składką od swojego majątku każdy mógł jeszcze dołożyć się według uznania. Projekt został sporządzony przez mistrza budowlanego Ecknera z Głogowa, który krótko przedtem wybudował wieżę kościoła ewangelickiego w Gaworzycach, i wiosną 1871 r. rozpoczęto budowę. 4 października tego roku odbyło się uroczyste położenie kamienia węgielnego, w którym poza magistratem i radnymi miejskimi uczestniczyli także patron, książę Fryderyk August von Augustenburg oraz starosta hrabia Kanitz. Po południowej stronie wieży wmurowany jest kamień węgielny.
Po tym, jak wieża została ukończona do sierpnia 1872 roku, w dniu 27 września 1872 r. uroczyście sprowadzono dzwony. Pastor Meißner wygłosił mowę świąteczną. Imiona dzwonów to: Wiara, Miłość, Nadzieja. Nie można było jeszcze sprawić [zakupić] zegara, ponieważ z trudem udało się zebrać kwotę 9800 talarów na samą wieżę. Do tego celu cesarz podarował 50 cetnarów metalu pochodzącego ze zdobytych armat.
Równocześnie z budową wieży odbył się gruntowny remont organów, tak samo wszystkie ławki i krzesła zostały na nowo pomalowane, jak również zamalowano [odświeżono] malowidło na suficie kościoła.
W roku 1873 ustanowiono jako ogólnoniemieckie święto chwalebną bitwę pod Sedanem.
1874 r. wprowadzono nową ordynację miar, wag i monet. Zamiast stopy [Fuß] wprowadzono metr, dla morgi [Morgen] ar, a dla starego talara markę. Ponadto ustanowiono nową ordynację sądową.