Historia miasta i ewangelickiej gminy kościelnej Przemkowa
August Jentsch
Historia miasta i ewangelickiej gminy kościelnej Przemkowa
opisana w skrócie na pamiątkę jubileuszu 150 lecia kościoła ewangelickiego przez pastora A.Jentscha dnia 7.06.1891 roku
Przekład z języka niemieckiego i opracowanie:
Eugeniusz Cipura
Jego Wysokości księciu Ernestowi Güntherowi ze Szlezwiku-Holsztyna, dziedzicowi i właścicielowi ziemskiemu posiadłości Przemkowa, najmiłościwszemu patronowi obchodzącego jubileusz kościoła dedykuje
autor.
Przedmowa
29 stycznia tego roku mija 150 lat od pierwszej ewangelickiej mszy w naszej gminie, która mogła się odbyć dzięki łasce bożej i dużej pomocy króla po 87 latach tłumienia wiary ewangelickiej. Potrzebą naszej gminy stało się uroczyste obchodzenie tego zwycięstwa wiary. Świętowanie właściwej rocznicy uniemożliwiła nieprzychylność ostrej zimy. Najpierw planowano świętować w niedzielę, w czym przeszkodził chwalebny zapał gminy, która ze swoimi ciągnącymi się świątecznymi przygotowaniami nie zdążyła na czas. Pewne jest to, że po ofiarowaniu wotyw, które przynieśliśmy przygotowania dobiegły końca i wówczas cały rok uchodzić zaczął za rok jubileuszowy a ustalony dzień - druga niedziela po Świętej Trójcy stał się najbardziej odpowiednim dniem jubileuszowym.
Kochanej gminie, z którą zrosłem się wewnętrznie po ośmiu latach służby, chciałbym tym krótkim historycznym zarysem ich kościoła pomóc postawić kamień pamiątkowy “Eben-Ezer” na chwałę Bogu, jako sposobność, żeby wiernie zachować spadek po naszych ojcach oraz żeby z pietyzmem przekazać przyszłym pokoleniom tradycje przodków, aż do czasów, gdy kiedyś po 50 lub 100 latach ta książeczka odda przysługi nowemu jubileuszowi, tak jak oddaje teraźniejszemu książeczka jubileuszowa świętej pamięci pastora Wenzela z roku 1791.
Poza tą książeczką, jako materiały źródłowe służyły mi w szczególności: “Prezbiterologia” (Presbyterologie) Ehrhardta, “Krótka historia miasta Przemkowa” Dittmara, starsza, pisana ręcznie kronika miasta Schulza, pisana ręcznie kronika kościoła ewangelickiego Pogorzelisk pastora Valtzera, akta archiwum kościelnego i historii powszechnej, oraz historia kościoła ewangelickiego na Śląsku.
Wszystkim czytelnikom życzenia łaski i zbawienia!
Przemków, Zielone Świątki 1891 rok.
Autor.
Najstarsze wiadomości od czasów końca Wojny Trzydziestoletniej.
Rocznica 150-lecia ewangelickiego kościoła parafialnego w Przemkowie zeszła się prawie z jubileuszem 600-lecia założenia miasta, które musiało się odbyć w latach 1280 - 1290. Tym bardziej jest uzasadnione - jako, że historia kościoła w ogóle nie mogłaby być napisana bez uwzględnienia historii miejscowości - cofnięcie się wstecz i bądź przypomnienie tych ważnych dla miasta i jego okolicy ogólnych historycznych wydarzeń bądź powiązanie ich z historią kościoła.
Miasto Przemków odziedziczyło swą nazwę po swoim założycielu księciu Przemkowi (Primislaus I) - synu księcia Konrada II z Głogowa - który w latach 1280 - 1290 był panem Żagania, Przewozu, Ścinawy i Szprotawy. W najstarszych dokumentach nazwa brzmi po łacinie: Primislavia lub Primicavia, lub po niemiecku: Prymckenaw lub Prymke1. Książę Przemko zbudował sobie tutaj zameczek myśliwski i sprowadził tutaj niemieckich osadników. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa zameczek ten stał na wzniesieniu zwanym jeszcze dzisiaj “Burgberg” (Góra zamkowa) w południowo - zachodnim krańcu obecnego parku książęcego, który od dawnych czasów nazywany jest “Oberwald” (Górny las), w którym jak mówi legenda mieszkał dziki myśliwy. O tym, że na tej górze musiała istnieć pierwsza osada, świadczy także zauważone niejednokrotnie przy pracach budowlanych istnienie prastarego chrześcijańskiego cmentarzyska na obszarze położonej w pobliżu wsi Szklarki. Podanie ustne mówi także o tym, że istniał tam także wcześniej kościół. Wydaje się to potwierdzać przyległa wieś Piotrowice, która w swojej pieczęci gminnej nosi dwa skrzyżowane klucze i która prawdopodobnie była połączona ze Szklarkami2.
Z tego miejsca książę mógł kazać założyć miasto przez osiedlanie się przybywających niemieckich kolonistów na w pewnej odległości łagodnie wznoszącym się, częściowo otoczonym przez bagna stałym gruncie bogatym w pagórki. Właściwe prawa miejskie Przemków otrzymał w roku 1484 od króla Władysława z Czech (Władysława II). Prawdopodobnie wnet z powstaniem miasta został wybudowany kościół, który około roku 1418 musiał być przebudowany lub postawiony od nowa albowiem papieski list odpustowy3 dla tego poświęconego Najświętszej Marii Panny kościoła (Ecclesia Parechialis in Primkenaw. Wratislaviens. Dioecesis in honore et sub vecabulo B. Mariae Virginis constructa), pochodzący z odbywającego się w Kostnitz soboru, a datowany na 16 października 1518 roku przyrzeka dla wszystkich tych, którzy nie szczędzili datków i wysiłków przy budowie i urządzaniu kościoła odpust na 100 dni. Gdy kościół miał słabą styczność z naukami męczennika Johanna Hußa to 100 lat później bardzo ściśle zetknął się z naukami reformatora doktora Martina Luthra. Już w roku 1521 reformacja zawitała do Przemkowa i mieszkańcy miasta i wsi przyjęli ją z ogólnym entuzjazmem, ponieważ wszyscy przeszli na wiarę ewangelicką i tak zostało, aż do roku 1637.
To, że nauka Luthra została wkrótce powszechnie przyjęta i światło prawdziwej ewangelizacji paliło się na ołtarzu w kościele Najświętszej Marii Panny jest szczególną zasługa ówczesnego właściciela Przemkowa rycerza Hansa von Rechenberg, którego sławny ród od roku 1397 poza innymi dobrami posiadał także Przemków z wszystkimi książęcymi prawami. Niech ten sławiony w swoim czasie rycerz będzie uważany także w czasie naszego jubileuszu za wielkiego dobroczyńcę naszego miasta. - Również jego potomkowie wiernie służyli sprawie ewangelickiej. Nie zapomni się im tego nigdy, że wysłali oni kilku synów naszego miasta i przynależnych wsi na studia do Wittenbergii i sponsorowali ich naukę; w ten sposób Michael Kretschmar, syn chałupnika z Młynowa i Johann Stoppel, syn chałupnika z Łężc mogli później w latach 1560 - 1580 objąć ewangelickie kościoły w należących do dworu pańskiego wioskach na Wysokiej i Wilkocinie. - Cennym przypomnieniem jest dla nas to, że włączony do naszej parafii Wilkocin ongiś posiadał swój własny kościół. Spłonął on jednak na początku Wojny Trzydziestoletniej na skutek uderzenia pioruna i nie mógł być później odbudowany w tych trwożnych czasach. Tak, więc przy konfiskacie kościołów ewangelickich w roku 1654 skonfiskowana mogła być tylko ziemia. Wilkocin przestał być uznawany, jako katolickie probostwo dopiero w roku 18624. Kościół na Wysokiej, który posiada artystycznie rzeźbiony ołtarz istnieje jeszcze dzisiaj, ale jako filia obecnego przemkowskiego katolickiego kościoła parafialnego, chociaż nie ma tam żadnej rodziny ewangelickiej. Ponowne starania obecnego duchownego w Pogorzelach o zwrot kościoła dla włączonej tam do parafii miejscowości okazały się daremne.-
Nazwiska pierwszego tutejszego duchownego ewangelickiego nie sposób już dzisiaj ustalić. Następnymi zaś duchownymi byli: Paul Schebel (1552 - 1570), Georg Tilisch (1570 - 1580), Eph. Keyl (1581), Wenzel Krieger (1581 -1592), Georg Henemann (do 1603), Johann Müller (1603 - 1631), Abraham Crusius (1631 -1637).
Ewangelicki Przemków cieszył się szczęściem swojego niezakłóconego stanu posiadania do roku 1637, podczas gdy większość gmin księstwa głogowskiego na skutek surowego cesarskiego edyktu restytucyjnego z roku 1629, według którego wszystkie posiadłości wszystkich protestantów ogółu miejscowości powinny być zwrócone za jednym razem dla katolików ciężko ucierpiała i widziała się już pozbawiona wolności wyznania, tak jak też w miastach sąsiednich, Głogowie i Szprotawie, gdzie dragoni Lichtensteina pod dowództwem hrabiego Dohna prowadzili swoje dzieło omamiania ludzi. To, czego hugenoci doznali od dragonów w swoim czasie we Francji, tego doznali ewangelicy od dragonów Lichtensteina na Śląsku. To, że ewangelicy Przemkowa zostali oszczędzeni przed ich gwałtowną gorliwością pouczania należy zawdzięczać mądrości i opiece ich patrona, który okazał się dla nich prawdziwym protektorem.
Tym bardziej godne ubolewania jest, że wkrótce potem posiadłości Przemkowa przeszły z wiernych rąk von Rechenberga w inne ręce. Mianowicie w roku 1631 cesarz Ferdynand III podarował Przemków wraz z Piotrowicami i Wysoką dla swojego pułkownika Leona Cropello de Medices, komendanta twierdzy legnickiej, jako wynagrodzenie. Ten przez swoją gorliwość religijną chciał natomiast udowodnić, że jest Włochem i prawdziwym przedstawicielem rodu Medices. Wypełniając ogólnie wydany cesarski rozkaz obsadził on w 1637 roku kościół na Wysokiej księdzem katolickim, a następnie w tym samym roku odprawił także ewangelickiego pastora z Przemkowa, Abrahama Crusiusa. Pułkownik chcąc mieć chyba nieobciążone sumienie względem tak dokonanego gwałtu kazał obydwu szwagrom odprawionych księży podpisać zaświadczenie5, że dają oni porękę na dwa lata, zobowiązując się, że nie będą oni przeciwko mu, panu pułkownikowi czynić nic niestosownego, nie będą zjadliwie obmawiać, a także przeciwko mu nikogo namawiać do niestosownego zachowania, ponieważ w przeciwnym razie będzie mógł pociągnąć ich do odpowiedzialności. Przynajmniej nie był on nie litościwy przy wypędzaniu, ponieważ odprawiony pastor mógł wziąć ze sobą swoje całe mienie ruchome i przychówek. Poza tym miała być mu wręczona należna na dzień św. Marcina dziesięcina, a także cofnięte mu zostały opłaty kościelne, a do wywiezienia jego własności miały być dane wozy. Na miejscu wypędzonego został obsadzony ksiądz katolicki, który miał ciężkie zadanie uczynienia z wiernych ewangelików na powrót katolików. Nie poszczęściło mu się jednak, ponieważ gdy Szwedzi w roku 1639 pod dowództwem generała Torstensona dostali się w obszar Głogowa podjął on pośpieszną ucieczkę. Pułkownik Leon Cropello de Medices zmarł w roku 1640. Mocno zadłużoną posiadłość po nim odziedziczyło Głogowskie Kolegium Jezuitów6, które prowadziło o posiadłość wieloletnie procesy z prawowitymi sukcesorami i musiało ją w końcu w roku 1667 odstąpić za odszkodowanie w wysokości 1000 talarów dla pasierba pułkownika barona von Proskowski, późniejszego hrabiego von Proskau. Zachęcony obecnością Szwedów próbował Przemków wprowadzić w kościele msze ewangelickie. Wcześniejszy pastor z Friedland, Heinrich Bartsch, który zatrzymał się w Marklissa z wielkim aplauzem odprawił tutaj na nowy rok 1640 kazanie próbne. Obsadzenie jego w kościele w Przemkowie uniemożliwili jednak jezuici. To, że następnie nie ucierpiało się od nich więcej należy zawdzięczać opiece Szwedów. Miasto miało nawet na dłuższy czas szwedzką gwardię. Ponieważ miasto było dzięki niej bezpieczne, w roku 1641 uciekł tutaj z całym swoim mieniem Johann Schupelius, duchowny z sąsiedniego Kunzendorf, gdzie obok ciągłej groźby wojny szalała wówczas także strasznie zaraza, która uśmierciła część tej gminy a inną wprawiła w rozsypkę. Odwdzięczył się on miastu w ten sposób, że początkowo za prace uboczne i drobne monety w stodole ogrodu, gdzie później został wybudowany kościół ewangelicki, odprawiał msze święte i załatwiał akta urzędowe aż do roku 1642, gdy na polecenie szwedzkiego generała Stalhautscha znów do tych spraw został odstąpiony kościół. Po jego śmierci w 1643 roku7 miejsce po nim objął jego zięć Christoph Schirmer, który przedtem był pastorem w Arnsdorf i Zauche i do roku 1642 doglądał gminę tak jak jego poprzednik tylko gościnnie8. Szwedzka ochrona, za którą każdy musiał płacić umówioną kwotę pieniędzy była dla mieszkańców miasta i okolicy tak zbawienna, ale i też smutna, ponieważ w roku 1642 Szwedzi podpalili większą część miasta, ażeby sobie tym czynem “zapewnić sobie zwycięstwo w zajściu, które miało tutaj miejsce” jak głosi doniesienie9. W tamtym czasie pierwszego ucisku ze strony katolickich władców tutejsi ewangelicy uciekali niejednokrotnie do tak zwanego “ogrodu różanego” (Rosengarten). Ta ładna nazwa, która jeszcze dzisiaj jest bardzo znana określa miejsce w Przemkowskim Lesie (Primkenauer Wald) i przypomina o ciężkich czasach naszych przodków, w czasie, których, żeby nie zatracić swojej wiary odprawiali oni msze święte pod gołym niebem w leśnej kryjówce. “Tutaj jest jak w jakimś ogrodzie różanym”, miał ktoś zawołać podczas pierwszej mszy świętej w lesie i ta piękna bogata we wspomnienia nazwa utrzymała się aż do dnia dzisiejszego.
Jeszcze przed objęciem służby przez pastora Schirmera wydarzyło się coś zadziwiającego, gdyż zniknęły w zagadkowy sposób dzwony z wieży kościelnej. Nie można było odkryć po nich żadnego śladu, chociaż z zapałem ich szukano i z tego powodu zwrócono się także do Głogowa do szwedzkiego pułkownika Neuradta. Ogólnie przyjęto, że muszą one być gdzieś zakopane w tutejszej okolicy i że powinny być kiedyś może przypadkowo znalezione.
Gmina (ewangelicka - przyp. tłumacza) miała wkrótce stracić jeszcze więcej, także kościół i to na zawsze. Przedstawimy teraz:
Czas wielkiej biedy.
Konfiskata kościoła. - Kościół schronienie.
1654 - 1741.
Ostatnim ewangelickim pastorem w gminie przed konfiskatą kościoła był Michael Mühlmann10, który był tutejszym pastorem od 1646 do 1654 roku.
Przeżył on koniec okropnej Wojny Trzydziestoletniej, ale i także smutne dla ewangelików Śląska skutki bardzo niekorzystnego westfalskiego pokoju. Postanowienia tego pokoju określały, że w bezpośrednich księstwach podległych cesarzowi miał on prawo do reformowania, to znaczy ponownego zniesienia reformacji. Cesarz Ferdynand III śpieszył się, ponieważ chciał wszystkich swoich poddanych widzieć błogosławionymi, w związku, z czym dnia 9 grudnia 1652 roku wydał rozkaz, według którego kościoły w bezpośrednich księstwach Wrocławia, Głogowa, Jauer i Świdnicy miały być poddane rekoncyliacji a ich duchowni i nauczyciele wypędzeni z kraju. W ten sposób w latach 1653 - 1654 ewangelikom z tych obszarów wydartych zostało przez komisje redukcyjne, którym dano pomoc wojskową wiele set kościołów łącznie ze wszystkimi dobrami kościelnymi, a ich pastorzy zostali zesłani na zesłanie. Wówczas zostało odebranych ponad 1000 kościołów, wśród których znajdował się ten z Przemkowa jak i ten z Wysokiej z filią na Wilkocinie.
Cesarska komisja zjawiła się przed tutejszym kościołem 9 lutego o godzinie15.00. Członkowie gminy lamentując stali dookoła kościoła; ich pastor skrył się, ażeby prawdopodobnie samemu nie musieć dokonywać przekazania kościoła. Komisja zażądała wówczas, żeby jeden z obecnych tam członków gminy zamknął kościół i przekazał im klucze. Nikt nie chciał się na to zgodzić, aż uczynił to za zaoferowaną judaszową zapłatę pewien młody mężczyzna o nazwisku Winziger. Kto jednak jest dręczony wyrzutami sumienia, ten niespokojnie błąka się dookoła. Nikt nie znał jego miejsca pobytu, aż na wiosnę znaleziono jego zwłoki na bagnach przy granicy z Gaworzycami; zwłoki zostały następnie pochowane na polach koło Łężc.
W gminie żywe jest jeszcze jedno szczególne wspomnienie o tym feralnym dniu konfiskaty kościoła. Gdy cesarscy komisarze wjeżdżali do miasta koło młynów z Łężc wyjeżdżali właśnie koło tak zwanego “wodopoju cieląt” (Kälbertränke) rodzice na chrzest swego dziecka. Chrzest tego dziecka, córeczki, był ostatnim aktem urzędowym pastora Mühlmanna w kościele a po 87 latach osierocenia gminy pierwszym aktem urzędowym znów osadzonego na urzędzie pierwszego ewangelickiego duchownego był pogrzeb tego wówczas ochrzczonego dziecka.
Na pewno wiele było płaczu i rozdarcia serc, gdy wierny pastor Mühlmann właśnie przy stodole, przed którą 14 lat wcześniej Schupelius po krótkiej przerwie rozpoczął ewangelicką mszę świętą - gdzie obecnie stoi nasz kościół - wygłosił zgromadzonej gminie swoje pożegnalne kazanie i ten skazany na wygnanie duszpasterz musiał opuścić swoje stado11.
Nasi przodkowie pozbawieni swoich świątyń musieli teraz znów wyszukać swoje ogrody różane lub inne kryjówki i samemu podnosić się na duchu. Nie mieli żadnego kaznodziei, ale mieli przecież biblię. Może przychodził do nich jak gdzie indziej od czasu do czasu po kryjomu jakiś pastor i w gęstwinach leśnych wzmacniał braci ewangelickim kazaniem i sakramentem, w czasie, czego wystawiane były straże. Biada jednak takiemu leśnemu pastorowi, gdy wpadł on w ręce siepaczy. Obsadzeni katoliccy księża w Przemkowie i na Wysokiej odprawiali teraz swoje msze, ale nikt ich nie słuchał. Obydwie gminy kościelne pozostały ewangelickie. Jeszcze pod koniec zeszłego stulecia obydwie katolickie gminy kościelne liczyły tylko 80 dusz.
Przy gwałtownych usiłowaniach nawrócenia próbowano wszystkiego. Nawracali się jednak szczególnie tylko ci, którzy rzekomo wywodzili się od katolickiego ojca lub matki lub też mieli katolickich chrzestnych. Dla wielu nie pozostało nic innego, ażeby uniknąć więzienia jak tylko ucieczka12. W szczególności próbowano złapać młodzież. Nie miała ona otrzymywać dalej ewangelickich nauk. Gdy jakiś ewangelik chciał zgromadzić młodzież w jakiejś szkole, zaraz temu przeszkadzano. Początkowo wielu rodziców wysyłało z biedy swoje dzieci jak było rozkazane do szkoły katolickiej. Gdy jednak zaczęto prowadzać ich na msze i przyzwyczajać do katolickiego nabożeństwa, poczuli się zmuszeni do zrezygnowania z tego i woleli pozostawić swoje dzieci bez wykształcenia13.
W czasie biedy, ponieważ nasi ojcowie nie mieli ani kościoła ani pastora i nauczyciela pozwolił im Bóg, nasz Pan, jak i wielu innym również osieroconym gminom, zbudować religijne miejsce schronienia, którym stał się wkrótce kościół na pograniczu w Pogorzeliskach. W tej położonej w księstwie legnickim miejscowości, której ogólne prześladowanie religijne nie mogło nic uczynić, szlachetna para braci, panowie Wolf Alexander i Hans George von Stosch, którzy byli współwłaścicielami Małego Chocianowa, Kreidelwitz, Pogorzelisk i innych miejsc, wzruszona lamentem współwyznawców z okręgu Głogowa pozwoliła w szczególności właśnie dla nich na wybudowanie obszernego kościoła. Do rzadkości należy chyba tempo, w jakim ten kościół został wybudowany. Na wiosnę 1656 roku zostało dane pozwolenie na budowę kościoła od księcia Ludwika IV z Legnicy, a już we wrześniu tego samego roku można go było już poświęcić. Kościół ten, w którym znajdowali teraz schronienie ewangelicy z Przemkowa i przynależnych mu wsi a także z Baierhaus oraz z większej części miejscowości okręgu Szprotawy, jest jedyny w swoim rodzaju, nadzwyczaj osobliwy i godny pamięci oraz zasługuje na to, żeby w tym naszym jubileuszu pomyśleć o nim, jego wspaniałomyślnych założycielach, jego pastorze, jak też o gościnności mieszkańców Pogorzelisk z wdzięcznością. Pierwotnym miejscem budowy była stodoła, która następnie została częściowo włączona do nowej budowy. Jeszcze dzisiaj część tego kościoła nazywa się sąsiekiem i nosi jeszcze oznaki tej części stodoły. Jeszcze bardziej osobliwa jest inna część kościoła. Ponieważ kościół, mimo że był tak obszerny nie mógł pomieścić wszystkich wiernych, ustawiono na podłodze kościoła ławki, a pośrodku sufitu wykonano wielki otwór rezonansowy, dzięki któremu głos pastora mógł teraz docierać do każdego. Otwór przykryły w przemyślany sposób artystycznie wyrzeźbione ażurowe liście oraz gałęzie wznoszącej się z podłogi kościoła palmy, do której umocowany był wielki krzyż. Sufit oraz kulisy bogato pomalowano, przeważnie trafnymi, biblijno-symbolicznymi malowidłami, które przeplatały się ze wspaniałymi przypowieściami. Ściany ozdobiono obrazami olejnymi, przedstawiającymi patronów kościoła i wielce zasłużonych pastorów tamtych czasów, a więc: Ullricha Ridelinsa (1656 - 1662), George Pätzolda (1663 - 1676), Daniela Ebersbacha (1678 - 1698) oraz Adama Deutschmanna (1708 - 1736). Jest to kościół, który jeszcze dzisiaj wygląda prawie tak samo, w którym nasi ojcowie żywili się Słowem Bożym i sakramentem w czasie tej biedy i w którym chrzczone były ich dzieci i zawierane były ich małżeństwa. Wykazują to tamtejsze księgi kościelne z lat 1656 - 1740. W to miejsce przyjeżdżało także z daleka wielu chorych, ażeby przyjąć komunię świętą, ponieważ było surowo zabronione przywożenie pastora do chorych i umierających. To, że w tych wielce smutnych czasach nasi ojcowie utrzymali swoją wiarę i mogli ją przekazać nam w spadku należy zawdzięczać temu kochanemu kościołowi w Pogorzeliskach, którego dawne posłannictwo, które on spełnił w stosunku do uciśnionych wyznawców wiary najpiękniej i najtrafniej przedstawia napis wytłoczony na wielkim dzwonie kościelnym:, „Ponieważ nikczemnicy wzburzać się będą, a biedacy pod jarzmem wzdychać będą, chcę wstać, mówi Pan, chcę im pomóc, ażeby można było bez obawy nauczać (psalm 12, 6).
Dla ewangelików Śląska wzeszła nowa gwiazda nadziei, gdy nadeszła szwedzka pomoc. W swoim pochodzie zwycięstwa przez Europę Karol XII ze Szwecji przymusił cesarza Józefa I z Austrii w roku 1707 do konwencji w Altranstadt, w której cesarz musiał przyznać ewangelikom na Śląsku pewne ustępstwa, zwłaszcza także te, że oprócz już istniejących 3 kościołów pokoju (Friedenskirchen) w Głogowie, Jauer i Świdnicy miało być jeszcze wybudowanych 6 kościołów łaski w Żaganiu, Jeleniej Górze, Freistadt, Landeshut, Miliczu i Teschen. Następnie jednak potajemnie gorliwie pracowano nad udaremnieniem tych kilku ustępstw i ciemiężenie nie miało końca.
W związku z tą obecnością Szwedów powstał osobliwy ruch, który przypominał krucjatę dzieci w roku 1212, mianowicie ruch modlących się dzieci, który początek swój wziął w Szprotawie i wkrótce stał się potężny także w Przemkowie jak i w całej prowincji. Dwa razy dziennie, w każdym razie w naśladownictwie godziny modłów, które szwedzcy żołnierze odmawiali rano i wieczorem, pod gołym niebem zbierały się wszędzie gromady dzieci, śpiewały pieśni, przede wszystkim pieśń Luthra “Ach Boże spojrzyj na nas z nieba”, a następnie klęcząc modliły się z wielką żarliwością o wybawienie z biedy, o kościoły, pastorów i szkoły. Pastor Wenzel donosi, że dzieci modliły się tutaj na miejscu, gdzie obecnie stoi kościół. Ich modlitwy na tym miejscu zostały cudownie wysłuchane; w niedługim czasie został właśnie tutaj wybudowany nasz dom modlitwy. Jeszcze docierają do nas niektóre z ich wzruszających modlitw14. Jedna z nich tak się kończy: “Ach Panie, nie gniewaj się, gdy odważamy się rozmawiać jeszcze z Tobą, chociaż jesteśmy tylko marnym pyłem. Chciałeś być przecież łaskawy dla Sodomy i Gomory, gdybyś znalazł tam choć dziesięciu sprawiedliwych. Mamy jednak nadzieję, że znalazłoby się dziesięć bogobojnych serc wśród tak wielu tysięcy ludzi na tej ziemi Śląska, u których ich bojaźń Boga nie jest żadnym fałszem, lecz oni wiernie stoją przed Twoim obliczem odmawiając swoje pobożne modlitwy. Okaż nam z tego względu swoją łaskę. Gdyby się także tutaj tacy ludzie nie znaleźli, sam wiesz najlepiej, że Twoja chwała i radość jest związana z naszą otuchą i zbawieniem. Dlatego niniejszym, my dzieci padamy u Twych nóg i z głębi serca wzdychamy. Ach wysłuchaj nas, wysłuchaj nas Panie, okaż swą łaskę. Ach Panie, zważ na to i uczyń według woli Twojej. Najukochańszy Chrystusie Zbawicielu, jedyny Pośredniku między nami a Twym niebiańskim Ojcem, wstaw się za nami u Twojego Ojca i pociesz nas swoim Słowem Bożym. Duchu Święty, obudź Jego Cesarską Mość, żeby zechciał on rozciągnąć swą cesarską i królewską łaskę na nasze wolne praktyki duchowe i zaczął tolerować naszą religię w ojczyźnie naszej. Och błogosławiona Trójco Święta, wysłuchaj nas zgodnie z Twoją wolą dla chwały Twojej i naszego zbawienia.. Amen15.
W tych czasach duchowej biedy tutejszych mieszkańców ciężko nawiedziły także inne dopusty. Przede wszystkim Wojna Trzydziestoletnia tak jak i wszędzie, także tutaj pozostawiła okropne zniszczenia, po których bardzo trudno było się pozbierać. W 1642 roku spalone przez Szwedów miasto było biednie znów odbudowane, gdy już w 1681 roku pożar strawił miasto ponownie, pozostawiając nienaruszone jedynie 4 chałupy. Powstałe przez to ubóstwo było wówczas bezgraniczne. Gdy w pewnej mierze zdołano je przezwyciężyć, to powstały w 1719 roku przez uderzenie pioruna w wieżę nowy pożar dokonał następnych zniszczeń. - Tak, więc nasi przodkowie musieli w ten sposób, przez pożary, często popadać w utrapienie. Jednak proroczy napis na dzwonie w Pogorzeliskach miał znaleźć wkrótce szczególnie wspaniałe spełnienie; nadeszła niespodziewana pomoc, z którą dla uciemiężonych ewangelików Śląska przyszedł nowy Gustaw Adolf w osobie króla Fryderyka.
Radosnym rozdziałem w naszej historii kościoła jest:
Wielkie wybawienie
Ponowne przywrócenie ewangelickiej mszy świętej. Organizacja kościelnej wspólnoty.
( 1741 - 1800)
Gdy po śmierci cesarza Karola VI na tron Austrii dostała się w 1740 roku Maria Teresa, wówczas wnet Fryderyk II z Prus zajął Śląsk w dochodzeniu swoich roszczeń do dziedzictwa. Swoje dobre serce dla ewangelików okazał on natychmiast po swoim wkroczeniu do naszego kraju. Gdy tylko nadciągnął on w okolice twierdzy Głogowa, wówczas austriacki komendant tej twierdzy kazał spalić leżący w pobliżu miasta kościół pokoju, ażeby nie dawać wrogowi punktu podparcia. Na kilkakrotne, usilne prośby ewangelików przyrzekł im jednak, że oszczędzi kościół, jeżeli w ciągu 30 godzin dostarczą mu od pruskiego króla oświadczenie, że nie wykorzysta on przeciwko twierdzy tegoż kościoła i przyległych terenów. Wówczas szlachetny hrabia von Logau z Rudzin16 koło Przemkowa z Casparem Müllerem z Głogowa natychmiast wyruszyli na spotkanie z królem. Spostrzegli go na otwartym polu koło Krosna Odrzańskiego i już z daleka zaczęli wznosić do niego swoje prośby. Król kazał wezwać ich do siebie, a następnie przychylił się do ich prośby mówiąc: „jesteście pierwszymi Ślązakami, którzy proszą mnie o łaskę, która będzie wam dana”. Jeszcze tej samej nocy wysłał on swojego posłańca do komendanta w Głogowie z wymaganym oświadczeniem i w ten sposób kościół ocalał17. Gdy teraz w swoim dalszym pochodzie przekonał się on ze zdziwieniem o biedzie ewangelików, przyrzekł uciemiężonym skuteczne wsparcie. Co za dziw, że ewangelicy, którzy dotychczas mimo tego całego ciemiężenia byli dobrzy dla Austrii18, przyjmowali radośnie zdobywcę, jako swego wybawcę. Wkrótce swoje wielce obiecujące słowa poparł czynem. Już w styczniu 1741 roku kazał on wysłać od proboszcza Reinbeck w Berlinie 12 wyświęconych na kapłanów kandydatów dla Śląska do kwatery głównej księcia Leopolda von Anhalt-Dessau w Rauschwitz koło Głogowa, ażeby poprzydzielać ich losowo dla najbardziej uciemiężonych gmin ewangelickich. Jako jedna z pierwszych gmin także Przemków otrzymał znów po 87 latach osierocenia z tej liczby tak zwanych 12 śląskich apostołów19 swojego pierwszego duchownego w osobie:
Magistra Otto Heinricha Kegela
z Quedlinburga. Ówczesny burmistrz Knappe i majster Adolf Dittmar, którzy 23 stycznia tego roku zostali wysłani z miasta i gminy kościelnej do kwatery głównej w Rauschwitz, ażeby przywieźć ze sobą wyproszonego i obiecanego od króla pastora, dnia 25 stycznia20 ku wielkiej radości gminy przywieźli go do Przemkowa. Przekazany im dekret brzmiał:
“Na najmiłościwszy rozkaz Jego Królewskiej Mości w Prusach pastor Kegel na Przemków i okoliczne wsie ma odprawiać w kościele msze święte, a także załatwiać akty urzędowe, nie ingerując jednak w sprawy katolików. Każdy według swego stanu powinien wiedzieć, do kogo ma się zwracać.
Rauschwitz, dnia 22 stycznia 1741 roku.
W imieniu Jego Królewskiej Mości w Prusach, generał-podporucznik i komendant drugiego korpusu armii pod Głogowem Leopold von Anhalt”.
Ten nowy duchowny swoje pierwsze kazanie odprawił 29 stycznia w niedzielę staro-zapustną pod gołym niebem na rynku. Była to ewangelia niedzielna o robotnikach w winnicy na temat “Wielkie żniwo Pana”. Tak, żniwa radości zbierali ci, którzy tak długo siali łzy. Skonfiskowanego kościoła już nie otrzymali z powrotem, ponieważ królowi najbardziej zależało na pokoju i już na samym wstępie dał zapewnienie, że będzie respektował prawa i przywileje także odnośnie do kościelnych stanów posiadania. Zapewnienie to potwierdził w postanowieniach zawartego w 1742 roku pokoju21. - Ale chętnie przeboleli swoją stratę i cieszyli się szczęściem budowy swojego nowego kościoła. Udało im się przecież nie zaginąć i wyszli z tego oczyszczającego ognia prawie w komplecie. Tymczasowo msze święte odprawiano pod gołym niebem na rynku, niejako pod drzwiami ich byłego kościoła lub w domach mieszkalnych płomiennie się modląc, jak to opisuje pewna relacja. Załatwianie aktów urzędowych i odprawianie modlitw tygodniowych odbywało się w obszernym domu tutejszego mydlarza na rynku do dnia 1 sierpnia 1744 roku22.
Tak jak lud Izraela z niewoli babilońskiej, tak gmina uwolniła się ze 106 letniej niewoli wyznania. Po tym radosnym, udanym, ponownym przywróceniu ewangelickiej mszy świętej miała także wkrótce nastąpić budowa nowej świątyni.
M. Kegel jest, więc ojcem na nowo wprowadzonego i do dzisiaj kontynuowanego tutejszego ewangelickiego systemu kościelnego, którego jubileusz 150-lecia istnienia świętujemy w tym roku. Nasze księgi kościelne i akta parafialne datowane są dopiero od stycznia 1741 roku, ponieważ wszystko wcześniejsze zaginęło.
W najwyższym stopniu godne ubolewania jest to, że działalność urzędowa tego pierwszego tutejszego duchownego była bardzo krótka. M. Kegel, który zresztą bardzo szczerze i gorliwie troszczył się o gminę, a zwłaszcza o młodzież, częstokroć mieszał się jednak do spraw, które nie dotyczyły jego urzędu, w listopadzie 1743 roku został wezwany przed królewski najwyższy urząd kontroli do Głogowa i tam z powodu uporczywej krnąbrności zatrzymany, aż w końcu po trwającym rok czasu procesie zwolniony z urzędu. Podczas tego całego okresu czasu jego miejsce musiało zastępować 7 duchownych z sąsiednich miejscowości23.
Jego miejsce, odprawiając swoje pierwsze kazanie na rynku zajął w końcu wezwany tutaj z Pogorzelisk dnia 26 stycznia 1744 roku pastor:
M. Gottlieb Sutorius.
Pastor ten urodzony 17 kwietnia 1693 roku w Alzenau w górach Gröditzberge, który od roku 1716 był proboszczem w Chocianowie i od 1736 w Pogorzeliskach, przeprowadził się, więc do swoich dawnych wiernych z Przemkowa. Znakomicie rozwinął on tutaj błogosławioną działalność. Zmarł w Przemkowie 9 maja 1766 roku w swoją 50 rocznicę piastowania urzędu kaznodziejskiego. Wdzięczna gmina kościelna, której pomógł on wybudować kościół, dała mu piękne miejsce spoczynku w kościele tuż przed ołtarzem. Obraz z jego wizerunkiem jest pierwszym portretem swoich pastorów, który posiada kościół24. Wkrótce po objęciu przez niego urzędu w Przemkowie, dnia 13 kwietnia 1744 roku został położony kamień węgielny pod nowy kościół. Do tego kupiona została winnica, przyległa do istniejącego już od 450 lat cmentarza, w której jak już wspomniano przedtem była wcześniej odprawiana msza święta, gdzie również modlące się dzieci błagały o kościół i gdzie zakorzeniały się wszelkie nadzieje o tym, że zostanie w tym miejscu wybudowany kościół.
O podwójnie pięknym związku pierwszego kazania z winnicy i wybudowania kościoła w winnicy przypomina nasza pieczęć kościelna ze swoim owoconośnym krzewem winnym, roztropnym symbolu gminy, jako płodnej latorośli winnej przy krzewie winnym Chrystusie25.
Przy całej swej ofiarności biedna gmina nie byłaby sama w stanie wybudować i wyposażyć kościoła, plebani i szkoły, gdyby w ówczesnym właścicielu ziemskim Przemkowa, hrabiemu von Reder, wielkim królewskim ministrze wojny i naczelnym prezydencie najwyższego królewskiego urzędu administracyjnego dla kościoła ewangelickiego nie znalazła wielkodusznego, wielmożnego patrona, który poza różnym okazywaniem pomocy podarował także materiały budowlane. Prace budowlane wykonywane były wówczas nadzwyczaj szybko. Tęsknota gminy za tym, ażeby jak najszybciej msze święte odprawiane były pod dachem, dodawała pobożnemu zapałowi skrzydeł. Już 9 sierpnia (10 niedziela po Świętej Trójcy) 1744 roku wybudowany z drewna i muru pruskiego z cegieł kościół mógł być już poświęcony26 przez pastora Sutoriusa, podczas gdy wewnętrzne wykończenie budowy mogło znaleźć swój koniec dopiero w roku 1746. Następnie w roku 1747 wybudowana została plebania i w roku 1748 szkoła. W roku 1750 gmina kupiła kawałek podmokłej ziemi, którą wykarczowano i przydzielono plebani, jako uposażenie kościoła. Już po 20 latach gmina musiała podjąć się na nowo, dopiero, co skończonych prac budowlanych. Mianowicie na rozkaz króla wszystkie budynki użyteczności publicznej musiały posiadać dachy kryte dachówką. Wskutek tego w roku 1770 została podmurowana i przykryta dachówką szkoła; to samo spotkało w roku 1771 plebanię, która nad wejściem posiada właśnie tę datę. Ponieważ kościoła nie można było w ten sam sposób przebudować, przeto przebudowa musiała być całkowita i rozpoczęła się 6 kwietnia 1774 roku. Były to nad wyraz trudne i drobiazgowe prace, ponieważ budynek, ażeby mogły się w nim odbywać nadal msze święte i móc zostawić w nim nienaruszone wnętrze, musiał być burzony po kawałku i również po kawałku masywnie budowany na fundamencie szerokości 1,5 metra27. Znów wielką pomoc przy tym okazał ówczesny patron królewski minister stanu i wielki marszałek nadworny Henryk IX Jego Ekscelencja hrabia Reuß, który wszedł w posiadanie Przemkowa w 1752 roku. Pozwolił on bezpłatnie wypalać wszystkie potrzebne cegły i darował całe potrzebne przy budowie żelazo. W ciągu 1776 roku budowa została ukończona w postaci, w jakiej go jeszcze dzisiaj możemy zobaczyć. Data ta jest wypisana nad znajdującymi się na stronie południowej środkowymi drzwiami, podczas gdy nad drzwiami po stronie północnej, wcześniejszym głównym portalu kościoła umocowany jest wykonany w kamieniu i dobrze zachowany herb hrabiego von Reuß, który przypomina obchodzącej jubileusz gminie, o tym wiernym inwestorze kościoła28. - Pismo jubileuszowe z 1791 roku informuje o “nieśmiertelnych zasługach” hrabiego Reuß jak też jego poprzednika hrabiego Reder.
Także dla osobistego dobra swoich poddanych szlachetny hrabia Reuß okazywał wierną opiekę. W roku 1772, a więc w roku ogólnej drożyzny kazał on zburzyć stary zamek i wybudować nowy, ażeby robotnikom i rzemieślnikom dać okazję zarobku. Kazał on również na podwórcu zamkowym “przyrządzać i wydawać dla biednych papkę z mąki29".
Właśnie ta ciężka sytuacja nie pozwoliła naszym ofiarnym budowniczym kościoła, żeby do ich domu modlitewnego, jako ozdobę dodać wieżę, tak jak bardzo tego pragnęli. Jednakże przy tej nowej budowie, przy ciągłym upominaniu się o potomków i z mądrym namysłem w roku 1776 położony został fundament pod wieżę. Zrobiono to nie na próżno.
Podczas tego mocno obciążonego czasu budowy, gmina miała także nadzwyczaj zdolnego i wiernego duchownego, który jest chyba godzien tego, że na jubileusz 150-lecia pomyślimy z wdzięcznością o jego pierwszym jubileuszu 50-lecia istnienia kościoła, który on świętował razem z gminą. Był nim
magister Andreas Wenzel,
który sprawował tutaj urząd pastora w latach 1766 - 1800. Krótką notatkę o jego życiu i czynach daje nam napis na jego cennym dla nas obrazie w kościele, która to notatka brzmi:
“Pan Andreas Wenzel urodził się 14 lutego 1739 roku. Jego ojciec Siegmund był Erb- und Gerichtsscholz w Kortnitz koło Szprotawy, natomiast jego matka Anna Rosina była nauczycielką z Dittersdorf. W roku 1746 uczęszczał on do szkoły w Szprotawie, gdzie odznaczał się szczególną dobrocią serca. W roku 1750 wstąpił jednakże do szkoły w Kożuchowie i tam dzięki swojej doskonałej pilności w nauce pozyskał sympatię swoich nauczycieli. Tak przygotowany udał się po śmierci swojego ojca do zgromadzenia św. Elżbiety do Wrocławia. Ciągła pilność na studiach upoważniła go w roku 1746 do wstąpienia na uniwersytet w Halle, gdzie poświęcił się teologii. Dnia 7 sierpnia 1762 roku wrócił on z powrotem do swojej ojczyzny i został nauczycielem w sierocińcu w Bolesławcu, a następnie pastorem ewangelickiej gminy w Przemkowie. W roku 1769 ożenił się z panną Christianą Friederiką Jäschky z Bolesławca. Z małżeństwa tego zrodziło się 13 dzieci, z których 6 przeniosło się do lepszego życia, dokąd w końcu udał się i on dnia 8 lutego 1800 roku. Zmarł on po krótkim cierpieniu na nieżyt górnych dróg oddechowych i febrę w wieku 61 lat.
Życie tego człowieka było kopią jego nauki, żyje on teraz w kręgu doskonałych dusz. On żyje w wieczności”.
Był on właściwym człowiekiem, który prowadził dalej i umacniał tę młodą gminę kościelną. Do wewnętrznego zrastania się całego kościoła służyło także to, że zgodnie z rozporządzeniem królewskim z dnia 10 września 1764 roku domy modlitewne zaczęto nazywać “kościołami ewangelickimi”. Rozpoczęty świątecznie dnia 30 stycznia jubileusz naszego kościoła pozwolił gminie wychwalając Boga i z wdzięcznością spojrzeć wstecz na pierwsze półwiecze jego istnienia, wprawdzie czasu pełnego pracy i ofiar, ale także wielkiej łaski i błogosławieństwa Bożego. Szczególnie interesująca dla naszego jubileuszu sto lat później jest już wcześniej wspomniana książeczka jubileuszowa pastora Wenzela zatytułowana: „Szczęście połączenia naszego kościoła z naszymi domami”, zreferowana swojej gminie przez Andreasa Wenzela w kazaniu, które odbyło się w 4 niedzielę po święcie Trzech Króli 1791 roku dnia 30 stycznia, podczas pierwszego jubileuszu 50-lecia wolnego praktykowania czynności religijnych w Przemkowie. Książeczka ta została wydrukowana przez wydawnictwo Reimersa z Bolesławca. Zawiera ona już nawet jubileuszowe kazanie, które jest dla nas osobliwym i godnym pamięci stuletnim zabytkiem kazania, różne wspomnienia z historii miejscowości i daje w szczególności, jako uzupełnienie cenną krótką historię kościoła gminy do roku 1791.
Obok swoich preferencji na kaznodzieję pastor Wenzel posiadał także talent dydaktyczny, który, po tym jak był przez 4 lata nauczycielem w powszechnie znanym zakładzie dla sierot, gorliwie wykorzystywał dla poprawy tutejszych szkół, podczas gdy sam w nich nauczał i zwłaszcza dla nich wydał w swoim czasie bardzo wziętą książkę: „Rozmowy, baśnie i opowiadania dla szkół niższych”. Zawierała ona także napisaną przez niego piękną pieśń bożonarodzeniową, która była kiedyś tutaj i w wielu miejscowościach śpiewana przez dzieci na święta Bożego Narodzenia. Ze swojego księgozbioru pozostawił on kościołowi cały szereg cennych dzieł min. słynną Prezbiterologię Erhardta, która zawiera także zbierane przez niego z wielką pilnością wiadomości o historii przemkowskiego kościoła, dalej dzieła doktora Martina Luthra zebrane w 7 wielkich tomów oprawionych w skórę w formacie folio z roku 1573 (wydane w Jenie) oraz wielką ilustrowaną biblię z roku 1563 (wydana we Frankfurcie30).
Podczas czasu urzędowania pastora Wenzela mieszkańcy Przemkowa mieli szczęście osobiście móc widzieć i pozdrawiać swojego oswobodziciela, wielkiego króla, gdy w roku 1773 (?) przejeżdżał on przez Przemków w czasie swojej podróży powrotnej ze Śląska do Poczdamu. Ulica, którą on przejeżdżał, jeszcze dzisiaj nosi nazwę ulicy królewskiej. Gdy dnia 17 sierpnia 1786 roku zakończył on swoje bohaterskie życie, Przemków wraz ze wszystkimi pozostałymi gminami z domami modlitewnymi miał szczególny powód, ażeby go opłakiwać. Urzędowo - parafialna księga okólnikowa zawiera wiadomość o śmierci z rozporządzeniem, że przez sześć dni codziennie w godzinach 12.00 - 13.00 odbywać się będzie dzwonienie pogrzebowe oraz w tym czasie zakazana będzie muzyka także organowa. Kazanie poświęcone jego pamięci odbyło się w 16 niedzielę po święcie Trzech Króli.
Tak jak o wszystko w kraju, tak król troszczył się także szczerze o administrację kościelną. Wspaniałe wrażenie robi na nas dzisiaj, gdy czytamy w zachowanych jeszcze aktach wszystkie te rozporządzenia i dyspozycje, jakie teraz jesteśmy przywykli otrzymywać od konsystorza i rządu, jako wydane osobiście przez króla - prawie zawsze ze znanym zakończeniem: „Jesteśmy wam przychylni łaską” i podpisane przez jego wielkiego kanclerza Samuela von Cocceji. Ten osobiście bardzo zmniejszał tą biurokratyczną administrację, pod którą, chociaż inną jej gałęzią, znajdował się kościół. W ówczesnych stosunkach było tak, że urząd parafialny najczęściej musiał być z urzędem policyjnym. Księgi okólnikowe i akta tamtych czasów pełne są zarządzeń i edyktów, które regularnie od czasu do czasu nawet przed kazaniem były ogłaszane gminie z ambony o zbiegach, szczepieniu ospy, paleniu tytoniu i tym podobne. Te prowadzone przez duchownych księgi okólnikowe oferują w ogóle wiele wiadomości o ówczesnych okolicznościach i stosunkach kościelnych. Wyciągnięte zostało z nich tutaj tylko to: z dniem 1 kwietnia 1773 roku miało być ograniczonych wiele dni świątecznych. Zamiast od tego czasu trwających czterech dni pokutnych miał być zachowany rocznie tylko jeden. Trzeci dzień świąteczny wielkich świąt jak i inne dotąd jeszcze świętowane dni świętych i apostołów zostały zniesione. Edykt z roku 1743 surowo nakazywał oddawanie opłat kościelnych dla katolickich parochii, a edykt z 31 grudnia 1757 roku całkowicie je znosił. W 1774 roku zarządzono, że opłaty za chrzest dla dzieci nieślubnych nie powinny być wyższe jak za chrzest dzieci z prawego łoża. Rozporządzenia z roku 1764 gwarantowały każdemu wolność wyboru, co do liczby ojców chrzestnych i zarządzały dawne zgłaszanie przystępujących do komunii u duchownych. W roku 1759 król zarządził formę kościelnego wstawiennictwa za nim: „niech szczególnie twoja łaska i miłosierdzie będą wielkie dla twoich sług naszego wiernego króla itd.”. licznie wydane są rozporządzenia szkolne, które dają obraz rozwoju szkół. Od czasu do czasu znajdują się tam także różne postanowienia kulturalne jak i ciągle nowe obostrzenia dotyczące plantacji morwy i wytwarzania jedwabiu31.
Te wzmiankowane książki składają wierne sprawozdania z tego wszystkiego. Są one poniekąd także zbiorem źródeł historycznych. Każde zwycięstwo było zgłaszane do urzędów parafialnych w celu kościelnego obwieszczenia i świętowania. Wiemy, o czym mówiły kazania w czasie pokoju i obchodów dla uczczenia pamięci. Znajduje się w nich wpis o wszystkich narodzinach i wypadkach śmierci w rodzie Hohenzollernów. Niedaleko od siebie znajdują się zapiski o śmierci wielkiego króla i narodzinach wielkiego cesarza.
Za czasów następcy Fryderyka Wielkiego na tronie, Fryderyka Wilhelma II, wiele zostało zrobione dla poprawy stosunków szkolnych, także tych w naszej parochii.
Jeszcze przed Fryderykiem w dniu 16 września 1780 roku, “przedwcześnie dla gminy” zmarł jego minister hrabia Reuß, nasz wierny patron kościoła. Wielki majątek ziemski przeszedł po nim w ręce barona von Seher - Thoß, pana na Olbersdorf i Gütmannsdorf koło Reichenbach. Także on w dziesięcioleciu swojego posiadania majątku Przemkowa okazał się dobrotliwy i przychylny dla gminy. Już w roku 1791 sprzedał on swoje tutejsze dobra dla barona von Bibran na Modlau i Gütmannsdorf32. Pastor Wenzel znalazł w nim czwartego patrona kościoła. On sam wkroczył z nim w nowy wiek, ale pozwolono mu przebywać w nim tylko króciutki okres czasu. Dnia 8 lutego 1800 roku znajdującego się w sile swego życia i działania pastora zabrało nagle zapalenie płuc. Miejsce spoczynku upatrzył on sobie już wcześniej koło starej lipy przy szkole. Ta sama lipa jest obecnie już nie widoczna. Gdy w 1821 roku została zbudowana nowa, większa szkoła, musiano tę starą lipę ściąć a grób został ku ogólnemu ubolewaniu z konieczności braku miejsca zabudowany. Tak jak jego poprzednik po podłogą kościoła, tak i on spoczywa teraz pod szkołą, której był żarliwym protektorem i przedstawicielem. Rzućmy na chwilę okiem na stan szkół w parochii za jego czasów, które także razem z kościołem świętują jubileusz, ponieważ przy tworzeniu nowego systemu kościelnego były one także na nowo zakładane lub w ogóle dopiero tworzone. Początki szkolnictwa były bardzo skromne. W Przemkowie od roku 1741 ledwo wystarczających lekcji dla dzieci udzielał kolejno w różnych domach mieszczan dworski pisarz gospodarczy pan Grunert. Po wybudowaniu własnej szkoły w 1748 roku, jako kantor i nauczyciel został zatrudniony jego syn. Miejsce po nim zajął na krótko nauczyciel Kattner. Jego następcą z kolei był kantor Zopf, który był synem sławnego budowniczego instrumentów muzycznych pochodzącego z Vogtland33. Był on zdolnym człowiekiem i wirtuozem gry na organach oraz oprócz tego także notariuszem w zarządzie miejskim. Służył tutejszej szkole i kościołowi przez 40 lat. Jego pamięć poważa przekazana szkole w zapisie testamentowym przez jego wnuka kupca Zopf z Rauschwitz darowizna w wysokości 150 Marek.
W urządzonych szkołach wiejskich wszędzie zatrudniani byli najpierw tylko tak zwani “Schulhalter”. Byli to najczęściej rzemieślnicy, którzy często sami tylko umieli zaledwie czytać i pisać i teraz ponadto to tu to tam udzielali lekcji w tak zwanych izbach zamiennych (Wechselstuben), lub w ciasnych pomieszczeniach czynszowych, jeżeli nie we własnych pokojach mieszkalnych. Mogło to się odbywać przeważnie tylko w zimie, ponieważ dzieci w większej części, jako pastuchy i ci “nauczyciele” przy swoich skromnych pensjach zdani byli na inny zarobek. Gminy bardzo z wolna zgadzały się na to, ażeby kupić gdzieś lub wybudować jakąś lepiankę dla szkoły zapewniając dzieciom regularną naukę. Ogólne i specjalne urzędowe zarządzenia wspierały gorliwe starania pastora Wenzela, który żeby zrobić zmiany w beznadziejnych stosunkach szkolnych udał się ze swoimi propozycjami poprawy aż do króla. Dla wystarania się o pomoce naukowe dla biednych dzieci bardzo pomocna okazała się składka szkolna przeprowadzona w dzień św. Michała.
Do roku 1790 tutejsze stosunki szkolne zostały na tyle uporządkowane, że nauczycieli zatrudniano zgodnie z ich powołaniem i urzędowym zatwierdzeniem; tylko nauczyciele (Schulhalter) z wiosek w Studziance i Beierhaus, którzy przez nadającą się swoją osobowość nie mogli być zastąpieni, byli jeszcze tolerowani i otrzymali od króla tzw. dekrety dopuszczające do wykonywania zawodu34.
Rok 1800 wraz ze śmiercią pastora Wenzela zamyka stare czasy właściwe dla historii naszego miejscowego kościoła. Rzućmy przeto z teraźniejszości spojrzenie na Przemków sprzed 100 lat. Według pewnych danych z 1793 roku miasto liczyło tylko 853 mieszkańców. Domy były pobudowane z drewna i gliny, a te na rynku najczęściej z podcieniami35. Pośrodku rynku stała remiza strażacka wraz ze szopą na drabiny i węże pożarnicze; obok znajdowała się studnia z żurawiem, którą to postać miały zresztą wszystkie studnie. Jako “chlubę miasta o godnej pozazdroszczenia piękności” wymieniano odnowioną w 1793 roku przez patrona, barona Seherr von Thoß, wieżę kościoła katolickiego na rynku z jej dwoma oknami widokowymi i zielonym dachem z “drewnianych łupków”. Bezwzględnie najbardziej okazałym budynkiem był znacznie ukryty, leżący poza właściwym miastem ewangelicki dom modlitewny, który razem z cmentarzem, plebanią i szkołą otoczony był przez wielki mur. Ścianę szczytową po stronie wschodniej zdobił, tak jak to ma miejsce jeszcze dzisiaj, żelazny krzyż, a ścianę po stronie zachodniej pozłacane słońce36.
Budowa kościoła mimo wielu poniesionych ofiar nie zubożyła ludzi, przeciwnie żyjąc teraz w normalnych warunkach zaczęli oni coraz bardziej podnosić swój poziom życia. Liczba ludności zaczęła rosnąć. W 1793 roku powstała nawet całkowicie nowa miejscowość, ściśle przylegająca do Przemkowa gmina zamkowa, do czego baron Seherr von Thoß oddał dawną winnicę37, na której za czasów hrabiego Reuß uprawiano wiele wina i owoców, a także prowadzono znaczącą hodowlę pszczół. Rozszerzyło się także miasto, gdy w roku 1798 założone zostało głogowskie przedmieście. Mieszkańcy, jak jeszcze po części dzisiaj byli mieszczanami posiadającymi własne pole, wśród których szczególne znaczenie mieli tak zwani ziemianie (Begüterten). Większość rzemieślników trudniła się także ubocznie rolnictwem. Mieli oni swoich pastuchów gminnych i odrębną hodowlę bydła w miejscu “Königshaide am Stillstande”, która została im zatwierdzona w roku 1671 przez królewski sąd dworski ze Szprotawy. Nadto posiadali w dworskich lasach drewno i prawo do ściółki leśnej (dokument przyznania tych przywilejów z 7 września 1698 roku). Rzemiosło było licznie reprezentowane. Już w roku 1750 przy liczbie ludności tylko 660 mieszkańców jest zapisane : 9 szewców38, 10 kowali, 10 bednarzy, 5 garncarzy, 6 rzeźników. Większość z nich występowała na jarmarkach jak też targach przemkowskich, zwłaszcza targach na bydło zyskując niewątpliwie sławę. Przywileje tych istniejących w owym czasie korporacji i cechów pochodziły już z 1387 roku. W roku 1756 Przemków został podniesiony do rangi miasta mogącego pobierać akcyzę. Jako szczególnie dochodową i gorliwie strzeżoną gałęzią utrzymania miasta był przywilej do warzenia piwa komuny piwnej. W owym czasie zaczęto nawet uruchamiać duże fabryki; na terenie dworskim bielarnię, a w sąsiednim Młynowie fabrykę papieru39 i wielki piec lub kuźnicę z odlewnią żeliwa, dla której także tutaj kopano rudę żelaza40. Dawne, przekazane wiadomości mówią, że pracujący w przemyśle mieszczanie “mieli wystarczające utrzymanie a wszyscy mieszkańcy żyli w niezłych, żeby nie powiedzieć zamożnych warunkach”. Wieśniacy przy ich ówczesnej prostocie i bezpretensjonalności również szczęśliwie wychodzili z ciężkiej sytuacji.
Życie cywilne stało w bezpośredniej styczności z życiem kościelnym. Szczęście połączenia kościoła z rodzinami, o czym mówił w swoim kazaniu pastor Wenzel w czasie pierwszego jubileuszu, było wszystkim wiadome. Wnioskując z datków zbieranych w kościele41 chodzenie do kościoła gminy liczącej wówczas nie więcej niż 2000 mieszkańców było bardzo ożywione. Liczba przystępujących do komunii świętej była dwa razy większa od liczby mieszkańców42. Szczerze wyćwiczona karność kościelna miała zbawienny wpływ na życie moralne. W ówczesnych księgach metrykalnych chrztów rzadko można było spotkać zapiski o urodzonych w związkach pozamałżeńskich. W księgach ślubów, jako szczególny przypadek było zaznaczone, gdy panna młoda nie posiadała swojego zaszczytnego tytułu43. Odbywały się według możności bardzo liczne zbiórki datków. Według rocznego wykazu rachunków członkowie gminy odnosili się do kościoła ze szczególną “czcią”. Z tamtego czasu pochodzą także pierwsze legaty dla kościoła. Georg Weyner z Piotrowic w roku 1779 zapisał w spadku dla kościoła na cele szkolne i dla biednych kwotę 50 Talarów, a w roku 1787 urzędowy pisarz kancelaryjny Thomas Öttel z Przemkowa kwotę 75 Talarów.
Wchodzimy teraz w nowe stulecie. Pastor Joh. Gottfr. Engwitz, godny następca świętej pamięci pastora Wenzela44, objął tutejszy urząd pastora 26 października 1800 roku po 9 miesięcznym wakansie. Jego działalność wypełnia prawie całą pierwszą połowę nowego wieku. Z nim rozpoczyna się nowsza historia kościoła w Przemkowie, przecież przez niego zostali ochrzczeni i konfirmowani obecni najstarsi członkowie naszej gminy. Pielęgnują oni jeszcze z wdzięcznością na cmentarzu grób jego i jego żony. Jego pomnik nosi następujący napis:
“Grób Jego Przewielebności Pana Joh. Gottfrieda Engwitza, od roku 1800 pastora tutejszego kościoła ewangelickiego, urodzonego 11 kwietnia 1770 roku w Gießmannsdorf koło Bolesławca, żonatego od 11 stycznia 1803 roku z Julianą Charlottą z domu Ritter, z którego małżeństwa żyje 7 dzieci, zmarłego 4 kwietnia 1843 roku.
Życzliwy i pogodny w kręgu swoich najbliższych, wytrwały w pracy urzędowej. Jako człowiek posiadał on czystość obyczajów, skromność, dobroć serca, jak też, jako nauczyciel gorliwość, umiłowanie prawdy i wielką jasność umysłu. Kochany przez wielu odszedł od nas tak spokojnie jak odchodzi ktoś sprawiedliwy. Niech będzie błogosławiona pamięć o nim. Mal. 2, 6.”
Jego obraz w kościele potwierdza te powiedziane na jego pochwałę cechy jego umysłu i serca. Istniejące protokoły po wizytacji nazywają go człowiekiem pełnym siły i religijnego poświęcenia, naprawdę ojcowskim usposobieniu, pastorem wyróżniającym się zrozumiałymi i praktycznymi pomysłami. Do tego według osądu pewnego wybitnego nauczyciela Christiana Gottlieba Scholza, który był za jego czasu przez pewien okres kolaborantem w Przemkowie, a później profesorem seminarium, pastor był wyuczonym katechetą postępującym według zasad Dintera i znakomitym pianistą i organistą.
Patronem kościoła jeszcze za jego czasów do 1828 roku był baron von Bibran. Po jego śmierci 16 grudnia 1828 roku w posiadanie dóbr ojcowskich weszła najstarsza córka barona Wilhelmina, baronowa von Bibran, której małżonek baron von Block na Buchwald pod nazwiskiem von Block-Bibran trzymał dalej patronat nad kościołem.
Pastor Engwitz przeprowadził swoją gminę przez pełne utrapienia czasy.
To miasto, tak często nawiedzane przez pożary dosięgnęło ponownie nieszczęście strasznego pożaru. Stało się to w nocy z 15 na 16 kwietnia 1804 roku, gdy zapaliły się stodoły znajdujące się przed bramą głogowską. Pożar w ciągu dwóch i pół godziny obrócił w perzynę prawie całe miasto oprócz 23 przeważnie skromnych domów oraz część sąsiedniego Młynowa. Pastwą płomieni stała się przy tym wieża i wnętrza kościoła katolickiego wraz z przynależnymi do niego zabudowaniami plebanii i szkoły, podczas gdy kościół ewangelicki wraz ze swoją plebanią i szkołą dzięki łaskawej opiece boskiej został oszczędzony. Wywołana przez ten pożar nędza była nie do opisania. Gdzie, w tym jeszcze zimnym okresie czasu mieli znaleźć schronienie poszkodowani, którzy wszystko stracili, skąd było wziąć środki na odbudowę, gdy całe miasto ubezpieczone było tylko na kwotę 6840 Talarów? Tak jak ci, których pożar oszczędził chętnie przyjmowali do swoich domostw bezdomnych teraz współobywateli, tak żywe było także wielkie współczucie dla tych tak ciężko dotkniętych. Publiczne współczucie szczególnie wywołał wywodzący się z Przemkowa a mieszkający w Berlinie profesor Dittmar45, potomek niejakiego majstra Dittmara, poprzez swą zwięzłą rozprawę pt. “Krótka historia spalonego dolnośląskiego miasteczka Przemków”. Na dodanym do tej rozprawy alegorycznym miedziorycie przedstawione jest płonące miasto. Uciekający z ognia rozpaczając załamywali ręce nad swoim zamienionym w popiół mieniem. Nad płomieniami błyszczały jednak wszystkowidzące oczy Boga. Wkrótce profesor Dittmar mógł przekazać pomoc w postaci 500 Talarów i odzieży. Ze wszystkich stron docierały do burmistrza i pastora datki. Pierwsza kolekta przyniosła 2128 Talarów. Do tutejszego zarządcy sprawiedliwości Körwina wpłynęło 850 Talarów, a jego szwagier tajny sekretarz Clemens powtórnie zebrał w Berlinie 400 Talarów. Komisarz sprawiedliwości Mattiller z Chojnowa, który wcześniej był tutaj doradcą prawnym zebrał razem 900 Talarów. Uczynki miłosierdzia uwieńczył król Fryderyk Wilhelm III darując największą sumę 15 000 Talarów. Do tego doszła jeszcze bonifikata akcyzy w kwocie 2400 Talarów i sześcioletnia ulga “Servisfreiheit”. Drewno budowlane potrzebne do odbudowy spalonego miasta po połowie ceny oddał właściciel ziemski. Potrzeba było jeszcze pomocy, ponieważ po pożarze wystąpił brak wody. Deszcz padający przez pięć tygodni odwlekał odbudowę i wyrządził wielkie szkody na polach i łąkach. Następnie nastąpił czas drożyzny, rok głodu 1805, w którym wrocławska miarka żyta kosztowała 10 - 12 talarów Rzeszy. W celu złagodzenia skrajnej nędzy zorganizowano na dużą skalę wydawanie zup. Jeszcze raz zwrócono się do króla o pomoc i otrzymano ją; królewski magazyn w Głogowie zaoferował 100 miar żyta i 30 ton mąki po bardzo niskiej cenie.
Niejedno miasto powstało z popiołów piękniejsze; nasze miasto natomiast ze względu na wymienioną wyżej wielką nędzę i naglący pośpiech mogło być znów tylko biednie odbudowane. W roku 1806 miasto otrzymało przynajmniej nowy ratusz, do odbudowy, którego poza pomocą dworu pańskiego w kwocie 500 talarów Rzeszy udzielona została także pomoc królewska w wysokości 1365 talarów Rzeszy.
Ledwo można było odetchnąć a już przyszła następna trwoga: dziesięcioletnia wojna. Fatalny rok 1806 i 1807 także przyniosły dla naszego miasta i okolicznych wsi ciężką udrękę. Po tym jak 4 listopada 1806 roku pod Głogów nadciągnął korpus oblężniczy z Bawarii już 12 tego miesiąca zjawił się tutaj wrogi patrol rekwizycyjny, który jeszcze często plądrował miasto. Wypis kontrybucji wojennych po kapitulacji Głogowa z dnia 1 grudnia dotknął także ciężko naszą gminę. Ponieważ przez Przemków przebiegał trakt wojskowy, dlatego w mieście i okolicy stacjonowało wiele wojsk oblężniczych - aż do pierwszego wymarszu stopniowo około 21 tys. żołnierzy - które wszystko wyniszczyły. Wręcz nie do zniesienia okazało się to cierpienie, ta wygórowana danina wojenna. Przeciągający tutaj w roku 1808 pruscy huzarzy zostali przyjęci z patriotyczną radością. Gdy w roku 1809 Przemków był jednym z miejsc wypoczynku wojsk francuskich, znów było dużo kwaterunku wojska, ale także odszkodowanie za to. Także rok 1812 był ciężki dla Przemkowa i okolicy. Napoleońska wyprawa wojenna przeciwko Rosji dotknęła także naszego miasta. Przychodziły rozmaite wojska i po dniu kwaterunku ciągnęły dalej; tylko dywizja włoskiego generała von Wrede w sile około 17 480 żołnierzy musiała być tutaj utrzymywana przez 16 dni. Miasto było tak przeciążone kwaterunkami, że nawet pomieszczenia szkolne musiały być oddane do tego celu. Gdy później z początkiem 1813 roku wycieńczona armia podjęła swój smutny odwrót, także nasze miasto dbało czule z litości nad przechodzącymi żałosnymi postaciami Francuzów i Włochów. Pozostawili oni tutaj wielu zmarłych, a mieszkańca naszej gminy tyfusową gorączkę, która pochłonęła wiele ofiar.
Królewska odezwa do wolnego ludu z dnia 17 marca 1813 roku znalazła także w naszej gminie entuzjastyczny oddźwięk, ponieważ do gromadnie przeciągających ochotników przyłączyło się także wielu naszych. Przemków był świadkiem znów wielkich przemarszów wojsk ruskich i pruskich, dla których były tutaj utworzone własne magazyny. Z napięciem słuchano o wydarzeniach wojny o niepodległość. Donoszono wówczas, że gdy przyłożyło się ucho do ziemi odczuwany był tutaj huk armatni bitwy pod Budziszynem. Po tej krwawej bitwie w dzień Wniebowzięcia dnia 27 maja przyprowadzeni zostali tutaj francuscy jeńcy wojenni, ale już nazajutrz nadszedł francuski korpus w sile 45 tys. żołnierzy, który splądrował wszystkie zapasy. Gdy korpus ten wycofał się rankiem 30 maja z Wilkocina przyjechało tutaj pędem 1200 kozaków, którzy dookoła na polach swoimi szpadami zakłuli tych Francuzów, których jeszcze spotkali. Ledwo sojusznicy ci odeszli, to znów 4 czerwca przyszli wrogowie, korpus marszałka Vertrandta w sile 38 tys. żołnierzy, który zażądał od miasta i okolicznych wsi rzeczy prawie niemożliwej, jaką było dwudniowe utrzymanie. Nędza osiągnęła najwyższy stan, gdy 7 czerwca nadciągnęła tutaj na 9 tygodniowy kwaterunek dywizja generała Franquemont z Wittembergii. Trzeba było wówczas oddać ostatnie kęsy jedzenia, zemleć zielone jeszcze zboże i do tego znieść szyderstwa i znęcanie się nad mieszkańcami. Swój plac przeglądu wojska miała ta dywizja na polach Łężc, gdzie na górze Kollenberg pozostawili po sobie wykopane okopy. Ich pobyt tutaj łączy się jeszcze z wspomnieniem o doraźnej egzekucji, która została wykonana na krótko przed ich wymarszem na dwóch ich ludziach w pobliżu strzelnicy. Po tym nastąpiło jeszcze wiele innych przemarszów wojsk swoich i wrogich, aż w końcu ten czas wielkiej nędzy znalazł swój koniec i także ta nasza ciężko doświadczona gmina mogła w dniu 18 stycznia 1816 roku podczas wielkiego święta pokoju zaintonować pieśń “ Teraz wszyscy dziękujemy Bogu“. Z Bogiem dla króla i ojczyzny w walkach o niepodległość zmarło 56 szermierzy wolności z naszej parafii, których nazwiska przekazują potomności 4 wywieszone w kościele tablice.
W tych ciężkich i doniosłych czasach świętej pamięci pastor Engwitz umacniał swoją gminę. Wiernym duchownym tych czasów pozostanie niezapomniane jak wielki wkład w swojej części wnieśli oni dla ratowania ojczyzny.
W tym czasie naród nasz doświadczył odrodzenia. Przed uwolnieniem od jarzma ciemiężcy nastąpiło także wewnętrzne oswobodzenie. Mądrości króla i jego wielkich ministrów należy zawdzięczać to, że podnieśli oni stan mieszczański i chłopski. W roku 1809 została wprowadzona już rok wcześniej wydana powszechna ordynacja miejska. Dla przygotowania potrzebnych wyborów podczas specjalnego rytualnego święta kazanie wygłosił tutaj pastor Engwitz. Wprowadzenie nowego zarządu miasta nastąpiło wkrótce po tym święcie46. Dnia 11 listopada 1810 roku zostało zniesione poddaństwo dziedziczne; wolni ludzie mogli teraz wywalczyć wolność.
Państwo mogło po wojnie także znów z większą pieczołowitością zająć się sprawami kościelnymi. Do roku 1810 na Śląsku powstały 3 najwyższe królewskie konsystoria. Probostwo Przemkowa, jako część kożuchowsko - szprotawskiego inspektoratu47 należało do okręgu Najwyższego Konsystorium w Głogowie. Następnie na krótki czas kierownictwo kościelne zostało powierzone rządom królewskim, aż w roku 1815 w każdej prowincji zostały założone specjalne urzędy duchowe - konsystoria prowincjonalne - a w roku 1817 zostało utworzone właściwe ministerstwo wyznań religijnych. Od 1829 roku mamy także generalnych superintendentów.
Zarządzone przez króla trzecie obchody stulecia reformacji rozpoczęły się także u nas bardzo uroczyście w dniu 31 października 1817 roku. Teraz także nasza gmina mogła w tym jubileuszu wielbić Boga po tym jak sto lat przedtem miała zawiązane usta.
W związku z tym świętem miłujący pokój król w tym roku stał się twórcą wielkiego dzieła pokoju, jakim była unia kościoła luterańskiego i zreformowanego, która znalazła swój wyraz w rytuale łamania chleba podczas najświętszego sakramentu. Został on ochoczo przyjęty przez naszą gminę, chociaż nie liczyła ona żadnych zreformowanych wyznawców i został on zachowany do dzisiaj, tak, że jeszcze ciągle zamiast hostii, która w innych unickich gminach dawno już weszła w życie, łamie się i podaje pokrojony w paski przaśny chleb. Również ochoczo gmina przyjęła wprowadzenie w dniu 25 czerwca 1830 roku nowego pruskiego rytuału - 300 letniej rocznicy wyznania augburskiego48.
W roku 1832 obchodzono w tutejszym kościele święto Pisma Świętego istniejącego od 1821 roku kożuchowsko - szprotawskiego Stowarzyszenia Biblijnego, do którego przyłączyło się nasze probostwo i dla którego konfirmanci regularnie zbierali pieniądze na zaopatrzenie szkół w Biblie.
W dniu 29 stycznia 1841 roku byłoby do obchodzenia 100 lecie przywrócenia w gminie ewangelickiej mszy świętej. Pastor Engwitz musiał jednak przy swoim podeszłym wieku unikać ogromnego już wysiłku i wspomniał o tym dniu tylko we wstępie swojego niedzielnego kazania.
W tym okresie czasu wiele zostało zrobione dla wyglądu zewnętrznego i wewnętrznego kościoła. W roku 1835 trzeba było wymienić całe zgniłe już drewno w konstrukcji dachu kościoła. W roku 1837 sprzedane zostały dla kościoła katolickiego stare organy i zbudowane nowe, na co pan von Bibran rozporządzeniem testamentowym przeznaczył 500 talarów Rzeszy.
W sprawozdaniach inspekcyjnych wyrażone jest pełne zadowolenie z kościelnego i etycznego życia gminy w czasie sprawowania urzędu przez pastora Engwitza49.
Wielkie doceniane przez zwierzchność zasługi ten duchowny miał także w dalszym wspieraniu i podnoszeniu naszego szkolnictwa. Już na samym wstępie jego wysiłki były skierowane na wybudowanie odpowiedniego, murowanego budynku szkolnego i obsadzenie na posadach w szkole wyszkolonych w seminariach nauczycieli. Wielkie wsparcie w tym znalazł on w swoim patronie baronie von Bibran. W kronikach naszych szkół za wielkie poświęcenia przy ich budowie, jakie ponosił ten szlachetny filantrop nazwisko jego jest wymieniane z największą czcią i wdzięcznością. Z jego pomocą powstawała jedna nowa szkoła po drugiej. Każde poświęcenie takiej szkoły było radosną uroczystością gminną, w której osobiście uczestniczył patron. Poświęcenia takie miały miejsce: 27 października 1816 roku na Łężcach, 29 listopada 1817 roku na Krępie, 9 lipca 1820 roku na Młynowie50, 1 września 1822 roku w Studziance, 11 listopada 1827 roku na Wilkocinie, 26 września 1841 roku na Piotrowicach51. Także baron von Bibran pomógł samemu miastu na miejscu starej niewystarczającej szkoły wybudować nową, jaka istnieje obecnie, której poświęcenie nastąpiło 25 listopada 1821 roku.
Od roku 1826 pracował tutaj, jako główny nauczyciel i kantor Joh.Gottlob Geisler, który w dniu 2 stycznia 1844 roku obchodził pięćdziesięciolecie swojego sprawowania urzędu. Przy tym święcie zorganizowana została przez jego przyjaciół zbiórka pieniędzy, które następnie umieszczone zostały na procent, ażeby, gdy suma ta osiągnie wysokość 200 marek, jako “fundacja kantora Geislera” pomagała zachować w pamięci tego wiernego i zasłużonego człowieka.
Ponieważ rosnąca liczba uczniów w szkole w mieście wymagała rozszerzenia działalności nauczycielskiej, od roku 1808 został przydzielony tutaj jeden adjuvant. W roku 1811 rozpoczęła się kariera nauczyciela tego późniejszego wybitnego pedagoga, wspominanego już Christiana Gottlieba Scholza, późniejszego rektora w Nysie a następnie profesora seminarium we Wrocławiu52.
Z tego przedstawionego tutaj okresu czasu jedno, jako charakterystyczne zasługuje na podkreślenie: pokojowe współistnienie obu “siostrzanych kościołów”. Rzecz wówczas miała się tak, że pastor Engwitz i proboszcz katolicki Graaf mogli być przyjaciółmi. Ich wzajemne pisma są podpisane “przyjaciel i konfrater”; mogło się nawet tak zdarzyć, że mogli się oni nawzajem zastępować przy pewnych aktach urzędowych. Później Rzym przez swoje zabiegi spowodował, że przyjaźń ta stała się niemożliwa.
Po tym jak pastor Engwitz dnia 4 kwietnia 1843 roku po wielu walkach i po nadzwyczaj mozolnie pracowitym życiu położył swoją znużoną głowę do wiecznego spoczynku, po dziewięciomiesięcznym osieroceniu gminy na tutejszy urząd parafialny został powołany dnia 30 grudnia 1843 roku
Pastor Wilhelm Eduard Meißner,
urodzony 22 stycznia 1810 roku w Trept koło Lübben. Po uczęszczaniu do gimnazjum w Luckau studiował on na uniwersytecie w Berlinie a następnie był przez dłuższy czas wychowawcą w Gramschütz koło Głogowa.
Tak jak jego poprzednik także on przeżył czas upadku i wzlotu swojej ojczyzny, a mianowicie czasy zamieszek w nieszczęsnym roku 1848 i czasy sławnych lat wojny zjednoczeniowej. Także nasza gmina w tych wielkich czasach ofiarnie posyłała swoich bojowników dla ojczyzny do walki zaczepno-obronnej a pozostający w domach modlili się o wojska królewskie i o zwycięstwo. Godnie następują po sobie te nazwiska poległych dla ojczyzny w tych trzech wojnach, których wymieniają pamiątkowe tablice w kościele53.
Pierwsze dziesięciolecie działalności pastora Meißnera przypadło jeszcze za patronatu barona Hansa Benedicta von Block - Bibran, który swoją ojcowską opiekę okazał dla kościoła i gminy w szczególności przez wielkoduszną fundację, w której pośredniczył wielce szanowany przez niego pastor Meißner i który postawił sobie dzięki temu wśród nas trwały pomnik. Według zapisu fundacyjnego z dnia 16 czerwca 1855 roku przekazał on kościołowi darowiznę w kwocie 7500 marek z przeznaczeniem dla biednych i na cele szkolne, “ażeby kościół miał przez to możliwość niezależnie od ogólnego, wspólnego obowiązku gminy i dworu pańskiego do opieki społecznej, jako wierna służebnica swego pana spełniać chrześcijański obowiązek wspierania biednych”. Dzięki i chwała za to temu wiernemu dobroczyńcy naszej gminy!.
W roku 1853 posiadłości Przemkowa poprzez kupno przeszły w ręce
Jego Książęcej Mości Księcia Christiana Augusta von Schleswig - Holstein - Sonderburg - Augustenburg.
Przy jego przyjeździe tutaj 1 października 1853 roku miasto i wieś przygotowały mu uroczyste przyjęcie. Dla tego wygnańca pozbawionego jego rodowych dóbr w Szlezwiku - Holsztynie Przemków był azylem i nową ojczyzną. Od tego wzięcia w posiadanie Przemkowa przez ten dostojny ród książęcy datuje się nowy czas rozkwitu wszystkich tutejszych stosunków. To, czego Christian August szukał znalazł on tutaj, a mianowicie taką posiadłość ziemską, w której było wiele do zrobienia i było to możliwe. Był on człowiekiem pełnym energii i chęci tworzenia, którą skierował w kierunku przekształcenia w kwitnące wyspy znajdujących się na pozyskanych dobrach piaszczystych płaszczyzn i bagien. Na miejscu zapuszczonego domu pańskiego wzniósł się wkrótce wybudowany w normańskim stylu okazały zamek. Najbliższe otoczenie zamku wraz z graniczącym wysokim lasem ze swoimi okazami potężnych drzew przekształcono we wspaniały park naturalny. Gdziekolwiek w lesie znajdowało się tylko jakieś wspaniałe drzewo było one przy ogromnym trudzie przesadzane do parku. Zresztą upodobaniem księcia było to, że zawsze łączył on piękne z pożytecznym. Nie lubił ogołoconych pól. Z tej przyczyny jak daleko można tylko wodzić oczyma nad zorganizowanymi przez niego granicami polnymi widać tylko monotonnie płaski równiny w miłym urozmaiceniu z to tu to tam tak jakby wtrąconymi gaikami i małymi grupami drzew. Tak jak Fryderyk Wielki dawniej ze szczególną dumą wymieniał te pozyskane z bagnistych nizin szlaki krajowe zdobytego w pokoju księstwa, tak dla księcia szczególną satysfakcję po dołożeniu wszelkich starań i kosztów przyniosło zobaczenie przekształconych w pola uprawne leżących odłogiem ziem bagien Szprotawy. Tak powstały nowe domeny Amalienthal i Adelaidenau. Właśnie w Adelaidenau stoi pomnik tego ugodowego pozyskania: na cokole z piaskowca popiersie księcia, a po bokach płaskorzeźby jego współpracowników, a więc dyrektora generalnego Güßloe, dyrektora budowy Christensena i komisarza ekonomii von Damnitz. - Ten wzór żelaznej pilności, który dał książę i przykład skutecznego ulepszenia kultury rolnej, który widziało się przed oczami musiał być dla tutejszej, uprawiającej rolę ludności wielkim dobrodziejstwem. Zatrudnienie do tego licznej siły roboczej dla biedniejszej ludności, która wcześniej często znajdowała się w najcięższym położeniu było największym dobrem.
Tak jak dobro materialne, tak też książę, który sam był pobożnym chrześcijaninem, miał ciągle na uwadze także duchowe szczęście gminy kościelnej i za to działał, jako prawdziwy patron wspólnie ze swoimi duchownymi. W wieku 70 lat rozłączył się on z wybornym dla niego życiem trudu i pracy w dniu 11 marca 1869 roku, tego samego dnia, co dwa lata wcześniej zeszła z tego świata jego szlachetna małżonka, księżna Luisa Sophia, hrabina z domu von Danesciold - Samsoe, niezapomniana dobrodziejka biednych i chorych. Oboje pochowani są w tutejszym kościele.
Dostojny syn zmarłych
książę Szlezwika-Holsztynu Fryderyk
razem z ojcowskim dziedzictwem przejął także dalsze kontynuowanie dzieła ojca. Dnia 11 września 1856 roku ożenił się on z księżną Hohenlohe - Langenburg Adelajdą i po krótkim pobycie tutaj nabył on posiadłości Dłużka w Łużycach. Jego największym skarbem były ukochane dzieci, które urodziły mu się w tym szczęśliwym małżeństwie.
Dnia 3 sierpnia 1857 roku na zamku w Przemkowie urodził się książę Fryderyk Wilhelm54.
Wśród dostojnych ojców i matek chrzestnych przy chrzcie dnia 7 października w naszej księdze metrykalnej chrztów są wymienieni:
Jego Królewska Mość Friedrich Wilhelm IV z Prus,
Jej Królewska Mość Alexandrine Victoria z Wielkiej Brytanii i Irlandii,
Jej Królewska Mość wdowa Caroline Amalie z Danii55.
Król Friedrich Wilhelm IV był oczekiwany osobiście. Już w podróży z Poczdamu miał w Berlinie pierwszy atak choroby, która przedwcześnie zabrała jego życie. Jako jego osobisty zastępca zjawił się na chrzcie książę Friedrich Wilhelm, nasz późniejszy następca tronu i cesarz Friedrich III.
Radość dostojnych rodziców zmieniła się w gorzki żal, gdy już w 1858 roku zmarł w Dłużku ich ukochany pierworodny. Został on później pochowany w tutejszym grobowcu.
Tym znajdującym się jeszcze w żałobie rodzicom ku dużemu pocieszeniu w dniu 22 października 1858 roku urodziła się córeczka, księżna Auguste Victoria Louise Feodora Jenny - nasza cesarzowa.
Właśnie tam urodzili się także w dniu 25 stycznia 1860 roku księżna Karolina Matylda i w roku 1861 książę Victor, który jednak już w 1862 roku zmarł i jest tutaj pochowany. W dniu 11 sierpnia 1863 roku urodził się także tam książę Ernest Günther - nasz książę. W dniu 8 kwietnia urodziła się w Kolonii księżna Luiza Zofia i tutaj w Przemkowie w dniu 3 lipca 1874 roku księżna Teodora.
Szlachetny książę Friedrich, który odziedziczył Przemków musiał zrzec się o wiele większego dziedzictwa; on, który już w roku 1863 proklamowany był w Szlezwiku - Holsztynie, jako Friedrich VIII, stracił koronę. Można było poznać po tym poważnym człowieku, jak on to ciężko zniósł, ale przecież także był pokorny.- Tutaj, tak jak i w Dłużku, trzymał się z daleka od wielkiego świata i jego zatargów. Żył tylko dla swojej rodziny i spełniał bezwiednie wielkie zadanie wychowywania niemieckiej cesarzowej. Gdy jednak rok 1870 wezwał wszystkich Niemców pod broń, wówczas musiał także i on pójść na wojnę, ponieważ było także tutaj jego miejsce, i okazał przysłowiową wierność Holsztyńczyka, kiedy jako bawarski generał w sztabie następcy tronu Friedricha Wilhelma odbył kampanię przeciwko Francji. Tak on sam pomógł skończyć wielkie dzieło odbudowy cesarstwa niemieckiego, pod które musiał położyć kamień węgielny z ofiary zrzeczenia się ukochanego Szlezwiku - Holsztynu. Dla tego wzniosłego celu nie powinien on już więcej żałować poniesionej ofiary.
Jego oddanie w wielkich sprawach było także oddaniem w sprawach małych. Dla swoich dóbr był on sam najlepszym zarządcą. Utrzymanie dworu było nastawione na oszczędność i skromność, tylko dla dobroczynności był szczodrobliwy. Do tej wielkiej cnoty od najmłodszych lat były wychowywane także książęce dzieci.
Tak jak w swoim własnym domu, jako pobożny ojciec rodziny, tak rządził książę w gminie jako prawdziwy ewangelicki patron kościoła. Tak jak kiedyś wyraził się świętej pamięci cesarz Wilhelm, że oczekuje, że kto stoi wyżej w hierarchii państwa, ten bardziej powinien dawać przykład wiernego chodzenia do kościoła - nasz dostojny pan był ze swoją rodziną niezawodnie i najregularniej chodzącym do kościoła w naszej gminie. Dwa razy w roku wraz z rodziną i wszystkimi domownikami uroczyście przystępował przy ołtarzu w kościele do komunii świętej. Ten wspaniały przykład był dla naszej kościelnej gminy wielkim pokrzepieniem.
Tak jak książę wewnętrznie budował kościół, tak również pomagał budować budynek kościoła od zewnątrz. Pod jego patronatem doszło do wykonania długo pielęgnowanego planu budowy wieży kościelnej.
Gmina kościelna nigdy nie zapomniała, jakie święte zadanie założenia wieży pozostawili przodkowie dla swoich potomków. Pobożne życzenie wykonania wieży przechodziło w spadku z pokolenia na pokolenie. Pastor Meißner postawił sobie tą sprawę za szczególne zadanie życiowe. Siłą napędową była także nabożna darowizna w wysokości 1200 marek, którą po swojej śmierci w dniu 30 września 1842 roku pozostawiła pani Anna Rosina Scheibel, jako fundusz na dzwony przyszłej wieży. “Był to rzetelny kapitał, z którym można było już coś zaczynać”. Inny wierny członek naszej gminy, mistrz siodlarski i kolator Gottlob Göphardt, zmarły w 1857 roku, pamiętał również o oczekiwanej wieży i w swoim testamencie darował na ten cel 30 marek. Po nich nastąpiły inne dobrowolne datki. Już w roku 1859 urzeczywistnienie pięknego planu było tak blisko. Jednak przy tak trudnym przedsięwzięciu obowiązywało przecież jedno hasło: „ śpiesz się powoli”. Do pierwszego naglił zapał, do drugiego rozwaga innego, i te dwie rzeczy były dobre:, ponieważ sam pan, syn budowniczego nauczał jak powinno się budować wieżę, obliczając przede wszystkim wpierw koszty. Zdobycie sumy oszacowanych kosztów na 24000 marek dla niezamożnej gminy było ciężkim zadaniem, zwłaszcza, że nie istniał obowiązek płacenia składek na budowę ani dla gminy ani dla patrona; wszystko musiało być zebrane ze składek dobrowolnych. Uważało się przy tym za sprawę honoru, żeby nie chodzić po prośbie do innych gmin, ani nie obciążać długami swoich mieszkańców. Zapał przecież nie ostygł. Z godną podziwu zaciętością pastor Meißner podjął na nowo tą sprawę po prawie 20 latach, gdy także trzeba było znów wszystko zaczynać od nowa. Obok niego także inni musieli rozniecać ogień, tak jak wiernie zasłużony podskarbi miejski Stein, zmarły w 1870 roku. Również rada kościelna gminy z entuzjazmem wstawiła się za tym przedsięwzięciem i bez jednomyślnej zgody i ciepłego poparcia ze strony miejskich urzędów nie byłoby ono w ogóle możliwe. Po tym pastor Meißner w pierwszy dzień Bożego Narodzenia 1869 roku mógł ogłosić gminie z ambony radosną wie Jego Wysokość książę Friedrich przeznaczył na budowę wieży darowiznę w wysokości 3000 marek i z początkiem nowego roku przystępuje się radośnie do budowy. Rozwiązanie problemu finansowego należy zawdzięczać w szczególności praktycznym zdolnościom burmistrza Wackwitza. Dzięki jego energicznym działaniom jak i gorliwym staraniom pozostałych członków wybranego komitetu budowy wieży udało się ostatecznie uregulować pokrycie kosztów budowy w ten sposób, że brakująca suma pieniędzy będzie zapewniona przez dobrowolne, stosownie do państwowego otaksowania podatkowego, wyliczone na trzy lata samoopodatkowanie gminy. Z niezwykłą jednomyślnością zostały subskrybowane wyznaczone składki i przez nikogo przesubskrybowane. Szczególnie na wymienienie jej tutaj zasłużyła się panna Marie Vogel, która wniosła swoją składkę w wysokości 150 marek. Gmina miejska oprócz tego ofiarowała 40000 cegieł. Inni miejscowi właściciele cegielni poszli także za tym przykładem. Cała okolica podjęła się dobrowolnych świadczeń przewozowych. Samo miasto wystarało się w przybliżeniu o około 6000 marek w gotówce i gdy jakaś osada jak Pogorzele wniosła wkład w wysokości 180 marek, było to świadectwem gotowości ponoszenia ofiar, które uduchowiało nawet najmniej zamożnych. Z sumą 20700 marek, do której doszedł potrojony w przeciągu lat kapitał na dzwony wraz z innymi mniejszymi darowiznami, łącznie w kwocie 3780 marek, jak też wspomnianym wkładem patrona, można było spokojnie zaczynać budowę wieży.
W dniu 15 lipca 1870 roku zaczęto szukać i wygrzebywać sto lat przedtem położone przez naszych przodków fundamenty56. Niestety po kilku godzinach po pierwszym pchnięciu szpadlem jak błyskawica z pogodnego nieba spadła wiadomość o wypowiedzeniu wojny przez Francję; tuż po niej nastąpiła królewska odezwa do ludu. Także nasza gmina wysłała wówczas ponad 200 obrońców ojczyzny, z których 10 pozostało na polu chwały. Z ponownym zasypaniem dziury znów została pogrzebana budowa wieży i na jak długo nie można było przewidzieć.
Mieliśmy doświadczyć wielkiego czasu, w którym Bóg dokonał czegoś wielkiego w naszym narodzie. Każda nowa wiadomość o zwycięstwie także nasze miasto i okolicę wprawiała w radosne poruszenie. Wśród radosnych okrzyków byli przyjmowani z wojny pełnej zaszczytów i zwycięstw nasi wojacy przy swoim powrocie do domu. W dniu 18 czerwca 1871 roku z wielkim wychwalaniem obchodzone było święto pokoju. Do dziękczynnego ślubowania naszej gminy należy szczególnie także to obecnie na nowo podjęte, a kiedyś tak nagle przerwane pokojowe dzieło budowy wieży, żeby także wkrótce własne dzwony mogły kontynuować pokojowe dzwonienie, które brzmiało w całym niemieckim kraju od wieży do wieży. Po tym jak w dniu 29 sierpnia 1871 roku został zawarty kontrakt budowlany z budowniczym z Głogowa panem Ecknerem przystąpiono w dniu 4 września do dzieła. Już 4 października po uroczystym pochodzie z rynku z udziałem miejskich korporacji, bractw i związków, przedstawicieli wiejskich i licznych członków gminy, odbyło się uroczyste położenie kamienia węgielnego. Szczególnie podniosły nastrój temu uroczystemu aktowi nadała obecność dostojnego patrona Jego Wysokości księcia Friedricha, jak i Ich Wysokości Jaśnie Oświeconych księżnych: Augusty Victorii, Karoliny Mathildy, Louisy Sophii, księcia Ernsta Günthera, Ich Cesarsko-Królewskich Wysokości księcia Christiana ze Szlezwiku-Holsztynu i księżnej Christiany Heleny z Wielkiej Brytanii i Irlandii. W kamieniu węgielnym zostały położone dokumenty z rodu książęcego, opis ówczesnych stosunków miasta i każdej włączonej do parafii miejscowości gminy kościelnej, program obchodów święta, książeczka jubileuszowa z roku 1791 i najświeższe wydanie Tygodnika Przemkowskiego. Kamień wstawiony na południowej stronie wieży nosi napis: 4 października 1871 roku.
Wśród łaski bożej budowa szła raźnie i bezwypadkowo. Wieża codziennie wznosiła się w górę ku niebu, aż do wspaniałej wysokości 50 metrów. Uwieńczenie tej wieży stanowił podarowany przez Jej Wysokość księżną pozłacany krzyż57.
W porę pomyślano także o wystaraniu się o dzwony, co właściwie było pierwsze przy budowie naszej wieży. Pastor Meißner umiał sobie poradzić. Przedstawił on prośbę następcy tronu Rzeszy Niemieckiej, z którym przecież Przemków dobrze się znał, ażeby zechciał on wyjednać u cesarza użyczenie zdobytych dział w celu ich przetopu na trzy dzwony. Prośba ta znalazła łaskawe przyzwolenie. Na najłaskawszy rozkaz Jego Majestatu cesarza, powszechny departament wojenny dostarczył dla miejscowości Kl. Welka koło Budziszyna, gdzie robiono odlewy, 25 cetnarów58 brązu z francuskich dział z przeznaczeniem na dzwony do wieży w Przemkowie. Dzwony miała odlać wysoce ceniona firma Fr. Gruhl. Ażeby także wywołać harmonię dźwięków z brzmieniem dzwonów kościoła katolickiego został tam wysłany tutejszy kantor Baumgart. Uroczyste sprowadzenie i poświęcenie dzwonów odbyło się w dniu 27 września 1872 roku. W kolejności wielkości dzwonów otrzymały one piękne nazwy: „Wiara, Miłość, Nadzieja”, które także na nich zostały wybite.
Ponieważ dzwony nie dla każdego są dostępne a wierni, którzy słuchają ich brzmienia chcieliby wiedzieć, co tam jest jeszcze napisane, przeto mogą być także tutaj podane pełne napisy z tychże dzwonów. Napis na wielkim dzwonie brzmi: “Wiara. - Cesarz Wilhelm darował w roku 1872 na ten dzwon 25 cetnarów brązu ze zdobytych francuskich dział. 1. Joh. 5, 4 ". Na średnim jest napisane: “Miłość. - Miłość wdowy właściciela browaru pani Scheibel, z domu Schmidt, przez jej legat w kwocie 400 talarów położyła w roku 1832 podwaliny pod ten dzwon. Spr. 10, 7 “. Napis na małym dzwonie brzmi: “Nadzieja. - Dzwon ten przypomina: pozwólcie nam trzymać się wyznania nadziei i nie być chwiejnym. Hebr. 10, 7 “. Poza tym na każdym jest napisane: “ Odlany przez Fr. Gruhl w Kl. Welka koło Budziszyna 1872 rok59". Gmina wydawała radosne okrzyki, gdy usłyszała pierwsze dzwonienie, ten miły trójdźwięk dochodzący jakby z wysokiego nieba. Dopiero teraz gmina była całkiem wolna; teraz ewangelicy nie musieli już chodzić do swojego utraconego kościoła i prosić o dzwonienie z wieży, które musiało przecież brzmieć dla nich tak żałośnie. Odtąd ich własny kościół mógł wołać własne dzieci na msze święte, na uroczystości, do pracy i spoczynku, a także do wiecznego spoczynku. - Dla wdzięcznej pamięci założycielki funduszu na dzwony corocznie w dniu jej śmierci przez godzinę dzwonią wszystkie trzy dzwony.
Wkrótce po poświęceniu dzwonów, w dniu 18 października w obecności dostojnego patrona i jego rodziny oraz przy udziale zwyczajnych przedstawicieli odbyło się uroczyste poświęcenie wieży przez królewskiego superintendenta Wintera ze Szprotawy. Pastor Meißner w czasie uroczystości poświęcenia wieży z głębokim wzruszeniem wygłosił kazanie do płaczącej ze szczęścia gminy. Jakież to było dla nich święto! Jakie wzniosłe uczucia odczuwa się będąc teraz szczęśliwie u celu po tylu trudach, widzieć teraz to wielkie dzieło tak pięknie ukończone, które potężnie w górę podnosi serca dla pochwały i czci najwyższego Dobra, Ojca wszelkiej dobroci. W spojrzeniu na tą wspaniałą budowlę, która chwali swego mistrza widzi się sowite wynagrodzenie za tyle poniesionych ofiar. Za tak piękne dzieło dla duchownego i komitetu budowlanego60, którzy rozwijali swą niezmordowaną i roztropną działalność, swoje szczególne uznanie na piśmie wyraziło królewski konsystorium z życzeniem, ażeby było ono z korzyścią dla kościelnego życia gminy.
Teraz stoi ta wybudowana w romańskim stylu rzeczywiście piękna wieża już dwa dziesięciolecia w miejscu wskazanym przez przodków, jako pomnik ku czci Boga, przypomnienie wielkiego czasu podniesienia się państwa niemieckiego, chluba miasta i w dali widoczny punkt zborny dla nadal rozsypanej gminy.
W następnych latach wystarano się także przez dobrowolne datki w szczególności młodych ludzi z gminy o środki na zdobycie wciąż jeszcze brakującego na wieży zegara. Zegar wykonany w Głogowie przez fabrykanta wielkich zegarów Weißa został zamontowany w dniu 15 kwietnia 1878 roku61. Teraz tak jak dzwony na wieży ogłaszają wieczność, tak zegar mógł teraz wskazywać pilnym obywatelom czas.
Przez wybudowanie wieży nasz dawny dom modlitewny stał się teraz prawdziwym kościołem. - Piękna wieża i mało ujmujące wnętrze kościoła źle harmonizowałyby teraz ze sobą. Szczęśliwym trafem wnętrze kościoła zostało już przedtem godnie wyposażone. W 1853 roku dzięki dobrowolnym składkom został odnowiony ołtarz i ambona. Dostojna książęca rodzina podarowała do tego piękne nowe pokrycia na ambonę i ołtarz62. Ogromne wydatki zostały poniesione w 1868 roku, w którym pobielono wszystkie ściany, pomalowano całą boazerię, filary i balustrady, jak też wszystkie ławki z nawy, drewniany sufit został pokryty trzciną i pobielony wapnem. Niestety stracone zostały przy tym stare, piękne malowidła stropowe i ozdobne sentencje kulis. Poniesione koszty w wysokości około 4000 marek mogły być swojego czasu pokryte z kościelnego erarium. Wówczas została także przesunięta bliżej ołtarza stojąca głębiej w nawie ambona, jednakże miejsce przy ołtarzu zostało bardzo zacieśnione ze względu na konieczne powiększenie liczby ławek.
W tym czasie, gdy nasza gmina kościelna zajmowała się budową swojej wieży kościelnej, w kościele krajowym także gorliwie pracowano nad rozbudową organizacji kościelnej. Po tym jak już w roku 1860 wydano tymczasowe zarządzenie gminnych rad kościelnych63, co także dla naszej gminy okazało się błogosławione; w roku 1873 udało się wprowadzić gminy kościelne i ordynację synodalną, co miało tym większe znaczenie, gdy po wprowadzonym rok później ustawodawstwie stanu cywilnego niezbędna okazała się pomoc kościelnych sił świeckich dla zachowania i wspierania chrześcijańsko - kościelnego życia. Korporacje gminne poza przewodniczącym liczą 12 prowizorów kościelnych i 36 przedstawicieli gminy; do synodu okręgu delegowano 4 deputowanych.
Z kościelnych wydarzeń podczas urzędowania pastora Meißnera szczególnie można wymienić generalną rewizytację, jaką odbył w 1865 roku generalny superintendent doktor Erdmann razem z wyznaczoną do tego komisją w kościelnym okręgu Szprotawy i 7 lipca w tutejszej gminie kościelnej. Od nich otrzymał on błogosławieństwo i pokrzepienie dla swojej działalności, której owocem było także wprowadzenie wydanego w trzech nakładach kościelno-domowego śpiewnika, co odpowiadało pilnej potrzebie64. Ten bogaty, świetny w swoim rodzaju śpiewnik mocno przylgnął do serca gminy tak, że o wprowadzeniu nowego prowincjonalnego śpiewnika nie było do pomyślenia.
W dniu 29 października 1868 roku pastor Meißner uroczyście obchodził jubileusz 25-lecia swojego urzędowania, przy sposobności, czego otrzymał on ufundowane po części ze strony dostojnego rodu książęcego i po części ze strony gminy honorowe dary i rozmaite oznaki miłości i czci.
Dalsza historia kościoła od jego dokończenia (przez wybudowanie wieży - przyp. tłumacza) jest ściśle związana w szczególności z historią rodu książęcego, którego radosne jak i smutne rocznice przechował on w pamięci.
W dniu 22 lutego 1872 roku odbyły się tutaj uroczystości ślubne Jej Książęcej Mości Henrietty ze Szlezwiku - Holsztynu, najmłodszej córki księcia Christiana Augusta, z tajnym radcą sanitarnym profesorem doktorem von Esmarch z Kolonii.
W dniu 22 maja 1875 roku miała tutaj miejsce konfirmacja Ich Książęcych Mości Augusty Victorii i Karoliny Matyldy ze Szlezwiku - Holsztynu. Było to ostatniego dnia tygodnia zielonoświątkowego, kiedy powiew Ducha Bożego przeszedł nad świętym miejscem, gdy przyjemnie udekorowany kościół i licznie zgromadzona gmina ujrzeli obydwie dostojne konfirmantki przed ołtarzem konfirmacyjnym, przy którym pastor Meißner, który także udzielił lekcji przygotowanym do konfirmacji księżnym, dokonywał ceremonii konfirmacji. Tak jak i inni przystępujący do konfirmacji także i one, tak jak to było tutaj w zwyczaju, musiały najpierw zdać egzamin. Gdy dowiedziono, że są ugruntowane w chrześcijańskiej nauce o zbawieniu, z wielką radością złożyły swoje ewangelicko - luterańskie wyznanie wiary i uroczyste ślubowanie życia w szczerości. Po błogosławieństwie duchownego także książę, ich ojciec, błogosławiąc położył rękę na ich głowach i przypomniał o dewizie ich rodu: “Bez Łaski Bożej wszelkie czyny daremne”. - Żadna dusza nie przeczuwała, że w tej godzinie w starszej konfirmantce, do której duchowny wymówił maksymę z okazji konfirmacji: “Bądź wierna aż do śmierci, takoż dać chcę tobie koronę życia”, była błogosławiona, przyszła niemiecka cesarzowa, która przed przyjęciem przyrzekanej korony niebieskiej, będzie powołana do noszenia najwyższej korony ziemskiej.
Ponowne święto konfirmacji w naszym kościele odbyło się 18 lipca 1879 roku; miało ono znaczenie dla następcy tronu książęcego Ernsta Günthera ze Szlezwiku - Holsztynu. Aktu konfirmacji dokonywał radca konsystorialny doktor Dibelius z Drezna, który także udzielił lekcji z tytułu konfirmacji studiującemu w tamtejszym gimnazjum księciu. Na pamiątkę tego święta Jej Wysokość Księżna Adelajda podarowała kościołowi piękny krzyż, który obecnie ozdabia nasz ołtarz65.
Konfirmacja Jej Książęcej Mości Louisy Sophii odbyła się w Langenburgu w 1882 roku.
Te trzy pełne wdzięku księżne dla nas wszystkich rozkoszą dla oczu i wielką radością. Dla nas ważne jest także to, że nasze miasto jest wyróżnione, ponieważ niemiecka cesarzowa przeżyła tutaj swoje młodzieńcze lata. Tutaj przebywa jej serce, gdy chętna do zabawy gromada jej książęcych dzieci przypomina ich dostojnej matce o tych złotych dniach jej własnego dzieciństwa. Tutaj są miejsca pracy i zabaw, marzeń i przyjemności jej szczęśliwej młodości: kochany dom, wspaniały park ze swoimi szumiącymi jodłami i zacisznymi ścieżkami wśród drzew liściastych, pośród którego znajdują się ciemnozielone polany leśne i szemrzące strumyczki. Każdy odwiedzający Przemków musi przede wszystkim zobaczyć to milutkie, sielankowe miejsce w lesie - domek w stylu szwajcarskim - gdzie młode księżne po swoich godzinach nauki najchętniej się bawiły i przy własnym, małym piecu i w pielęgnowanym osobiście ogródku gospodarowały i rządziły.
Ukryta tutaj przed światem i bezpieczna pod najwierniejszą opieką wyrosła księżna na pannę mającą iskrę bożą. Tutaj w naszej okolicy w swoich młodzieńczych latach uczyła się ona poznawać ludzi i ich mądrości, ich radości i ich cierpienia; w naszym wąskim kręgu uczyła się okazywać litościwe uczynki miłości dla biednych, chorych i dzieci. Niejedna mroczna izdebka tutaj, do której sprowadzała ona jasny promień słońca, mogłaby opowiedzieć o jej służbie anioła. Od niej uczyły się obie inne dostojne siostry i naśladowały ją. Najpierw wspólnie, potem zawsze oddzielnie w innym miejscu, zanim Przemków miał diakonisę (pielęgniarki chorych - przyp. tłumacza) pełniły one ich służbę, łagodziły biedę, ocierały niezliczone łzy.
Zaciszne życie w książęcym zamku od czasu do czasu było przerywane przez podróże lub odwiedziny gości. W dniu 23 kwietnia 1879 roku przyjechał tu na polowanie, jako gość książę Prus Wilhelm. Zabrał on ze sobą w sercu do domu jako narzeczoną księżną Augustę Victorię. Tutaj w Przemkowie znalazł wówczas cesarz ten szlachetny kamień, którego on w zeszłym roku tak wychwalał w kraju Szlezwiku-Holsztynu.
By to ten nieutrzymany w ukryciu sekret księcia, wschodząca gwiazda na nadchodzącym zmierzchu jego życia, którego nikt nie przeczuwał. Podczas wielkiego pożaru lasu nabawił się książę ciężkiej choroby przez przepracowanie w zarządzaniu akcją gaszenia pożaru. W końcu udał się do Wiesbaden na leczenie, ale ledwo tam przybył, gdy tego niegdyś tak silnego a będącego teraz w pełni życia człowieka w dniu 14 stycznia 1880 roku dosięgła śmierć. Wiadomość o jego śmierci była wstrząsająca dla jego najbliższych i dla całej naszej gminy. Uroczyste złożenie trumny z jego ciałem do książęcego grobowca przy tutejszym kościele odbyło się przy najsmutniejszym uczestnictwie całej gminy w dniu 22 stycznia. Wśród dostojnych żałobników idących za trumną znajdował się także następca tronu Rzeszy Niemieckiej. Ponieważ wierny duszpasterz książęcego rodu pastor Meißner sam leżał chory, mowę pogrzebową wygłosił radca konsystorialny doktor Dibelius z Drezna i dawny książęcy guwerner pastor Mühlenhardt z Holsztynu; pierwszy w zamku o Jak. 1, 12, drugi przy trumnie złożonej na katafalku przed ołtarzem w kościele o Tim. 4, 7 i 8. Z tego świata zszedł jeden z najszlachetniejszych książąt, najukochańszy małżonek i najlepszy ojciec, wierny opiekun naszego kościoła , cierpiętnik i zwycięzca.
Nikt nie mógł wewnętrznie bardziej współczuć w bólu noszącemu żałobę rodowi książęcemu, jak książę Wilhelm, który już w następnym miesiącu w dniu 14 lutego w Gotha, gdzie książęca rodzina spędzała zimę, założył swojej wybranej narzeczonej pierścionek zaręczynowy, po czym dnia 2 czerwca tego samego roku na dworze cesarskim zostały publicznie ogłoszone i świętowane zaręczyny dostojnej pary.
Świadectwo o tym, jak wszystka ta radość i smutek równocześnie poruszyły szlachetne serce dostojnej księżnej, znajdujemy w piśmie skierowanym w tych dniach do pastora Meißnera, które tak oto się kończy: “Pan, Szanowny Panie Pastorze Meißner zrozumie, jak ja właśnie w tym radosnym wydarzeniu odczuwam brak mojego wspaniałego, niezapomnianego ojca. On, który cieszył się naszymi najmniejszymi radościami, jakżeby cieszył się teraz z mojego szczęścia! Ale on wiedział, że się lubiliśmy, i to jest wielkie pocieszenie dla mnie. Zawsze będzie mi świecić jako wspaniały przykład życie mojego ojca. Żebym była choć trochę podobna do niego!”.
W dniu 27 lutego 1881 roku w królewskim zamku w Berlinie odbyły się uroczystości ślubne. Zanim księżna narzeczona weszła w blask rodu cesarskiego, ważne było dla niej pożegnanie się z rodzinnymi stronami, w których spędziła ona jeszcze ostatnie miesiące na cichych przygotowaniach. Niezapomniane dla naszej gminy pozostanie jej pożegnanie z naszym kochanym kościołem, w którym ona tak często otrzymywała słowo i chleb życia. W najgłębszym skupieniu i wzruszeniu po raz ostatni przed jej rozstaniem się z gminą uczestniczyła księżna w niedzielnej mszy świętej, i gdy pastor ogłosił z ambony jej zbliżające się zaślubiny i w modlitwie polecił dostojną parę opiece i błogosławieństwu Boga, gmina ze wzruszeniem zgodnie z życzeniem dostojnej narzeczonej zaśpiewała pieśń “Prowadź mnie Jezu”. Już następnego piątku odbyła się jej podróż do stolicy. Z głębokim wzruszeniem pożegnała się z drogimi stronami rodzinnymi i pozdrawiającymi ją mieszkańcami miasta i wsi, książęcymi urzędnikami, korporacjami i związkami a także ze zgromadzoną młodzieżą szkolną.
Także w dniu swojego ślubu królewska księżna narzeczona nie chciała innego spowiednika i duszpasterza i dlatego został wezwany do Berlina pastor Meißner, który miał wielki zaszczyt asystować dworskiemu duchowieństwu w uroczystościach zaślubin w królewskiej kaplicy zamkowej. Łaskawymi słowami odezwał się do niego sędziwy cesarz, gdy przy okazji tego święta uścisnął mu rękę i gdy następca tronu przypiął mu osobiście na piersi nadany mu przez Jego Majestat order czerwonego orła IV klasy. Tak więc przemkowski duchowny został ongiś uszanowany przez swojego cesarza.
Miała to być jego ostatnia wielka radość. Niedługo po tym dotknęła go ciężka choroba, ta sama, która zabrała nam życie wielce ukochanego cesarza Friedricha. Jego trudny urząd w tutejszym kościele związany z nie mającym końca mówieniem pochłonął jako ofiarę jego życie. Niewiele dni po przeprowadzonej operacji tracheotomii zmarł on w dniu 9 sierpnia 1881 roku. Dnia 12 sierpnia ten wierny sługa swego Pana gorąco opłakiwany przez swoją drugą towarzyszkę życia66 i swoje dzieci, a także swoją wdzięczną gminę, został pochowany w miejscu swojego spoczynku na ogrodzie plebanii w cieniu swojej kochanej wieży, która także dla niego przy grobie wznosi się jak potężny pomnik, u boku jego wcześnie zmarłej pierwszej małżonki67.
Był on elokwentnym, naukowo głęboko wykształconym, o wielkim umyśle teologiem i wiernym duszpasterzem, któremu gmina wiele zawdzięcza. Co się tyczy religijnego życia i chrześcijańskich obyczajów podczas jego czasu urzędowania, to należy zaznaczyć, że rok 1848 tak jak wszędzie, tak i tutaj zachwiał wiarę. Liczba przystępujących do komunii świętej, która zawsze będzie pewnym kościelnym stopniomierzem zaczęła znacznie spadać w stosunku do lat poprzednich, ciągle jednak jeszcze była większa od połowy liczby mieszkańców. Wiele trudu kosztowało położenie kresu napierającemu duchowi czasu. Wydarzył się drugi wstrząs, gdy po wielkiej wojnie w narodowym wzlocie pod szerzącym się panowaniem bezbożnego naturalistycznego światopoglądu, nastąpił upadek życia religijnego. Także u nas spodobało się niektórym życie z daleka od kościoła w związkach bez ślubu68. Liczba przystępujących do komunii świętej spadła poniżej połowy liczby mieszkańców. Niejedni odwrócili się do kościoła plecami. Duchowny musiał poruszyć niebo i ziemię ażeby przeciwstawić się to tu to tam występującym szkodom moralnym.
Rzucając jeszcze okiem na szkolnictwo parochii w tym okresie czasu zauważymy jego stały i pomyślny rozwój pod doświadczonym kierownictwem pastora Meißnera. W tych dziesięcioleciach państwo dołożyło wszelkich starań do podniesienia stanu szkół i nauczycielstwa jak i poprawy metod nauczania. Jakżeż inaczej kształtowały się nasze stosunki szkolne w porównaniu do 50, czy 100 lat wcześniej. Szczególny rozwój przeżywała szkoła miejska. Po śmierci kantora Geislera w 1846 roku tutejszy urząd kantora i nauczyciela przejął zatrudniony tutaj już od roku 1842 nauczyciel August Baumgart, któremu do pomocy przez długi okres czasu służył tylko jeden nauczyciel pomocniczy. Po tym jednak jak w roku 1861 szkoła trzyklasowa została przemieniona w czteroklasową, wówczas z końcem 1866 roku została utworzona druga samodzielna posada nauczyciela. Ponieważ w międzyczasie liczba uczniów wzrosła do 330, w roku 1873 został zatrudniony trzeci, a w 1875 roku czwarty nauczyciel. Szkoła została teraz rozszerzona do szkoły sześcioklasowej, później jednak przemieniona w pięcioklasową. Pastor Meißner był dla swoich nauczycieli wiernym przyjacielem i doradcą, a oni także w sprawach kościelnych chętnie mu pomagali i z nim współpracowali.
Po śmierci pastora Meißnera w czasie wakansu i wcześniej jeszcze podczas jego choroby osieroconej gminie służył zatrudniony już tutaj kandydat Sattler69, a po nim wikary Hähnel70. Podczas pewnej mowy pogrzebowej przy ołtarzu kandydata Sattlera w dniu 13 października 1881 roku w wieżę trafił piorun, który zeskoczywszy z piorunochronu trafił w kościół, szczęśliwym trafem nie wyrządzając jednak żadnych szkód, ogromnie strasząc tylko zebranych w kościele wiernych. Wina tego wszystkiego leżała po stronie wadliwie działającego przewodnictwa tegoż piorunochronu, który wkrótce po tym został zreperowany przez fachowca.
W tym naszym opracowaniu pozostało nam jeszcze do opisania:
Ostatnie dziesięciolecie.
Następcą świętej pamięci pastora Meißnera został pastor doktor Gotthold Müller, który przedtem był inspektorem konwiktu teologicznego “Johanneum” w Berlinie71. Objął on swój urząd w tutejszym kościele na Wielkanoc 1882 roku. W międzyczasie plebania została poddana gruntownej renowacji, której koszty w wysokości 3740 marek pokryte zostały ze świadczeń patronatu i podatku kościelnego72.
W tym roku Przemków miał wielką radość móc pozdrawiać Ich Królewskie Wysokości księcia Prus Wilhelma i jego dostojną małżonkę. W obecności ich i książęcej rodziny w dniu 22 września odbyła się uroczystość odsłonięcia znajdującej się w nowo wybudowanej książęcej loży73 a postawionej na pamiątkę świętej pamięci księcia, tablicy pamiątkowej, która nosi doskonale piękną marmurową płaskorzeźbę zmarłego74.
Młody duchowny zjednał sobie wkrótce miłość gminy. Tym bardziej godne ubolewania było jego szybkie odejście, które nastąpiło już po Zielonych Świątkach w 1883 roku, gdy objął on probostwo w Gubinie, skąd po krótkim czasie został on wezwany jako pastor do swojego miasta rodzinnego. Niedługo po tym miejsce po nim zajął obecny pastor Friedrich Wilhelm Adolf Jentsch75.
Po swoim kazaniu próbnym w drugą niedzielę po Wielkiej Nocy został powołany przez dostojny patronat książęcy i dnia 1 sierpnia 1883 roku objął swój urząd i został do niego wprowadzony 5 sierpnia przez efora diecezji superintendenta Wintera.
Od śmierci księcia Friedricha posiadłościami ziemskimi zarządzał, jak i sprawował patronat opiekun młodego księcia Jego Królewska Wysokość książę Christian ze Szlezwiku-Holsztynu, który dzięki swojej łaskawości i dobroci był wspaniałym panem. Dobra pani księżna, jak jest ona zawsze nazywana, żyła w całkowitej ciszy swojej żałoby i dobrodziejstwa. Kościół był jej najukochańszym miejscem, spoczywał bowiem przecież w nim jej wierny małżonek i znajdowała tu przecież także pocieszenie w jej bólu od Boga, który to ból latami nie pozwalał jej ściągnąć szat żałobnych.
W dniu 11 sierpnia 1884 roku miało miejsce uroczyste święto pełnoletności Jego Wysokości księcia Ernsta Günthera ze Szlezwiku-Holsztynu.
Miasto i gminy wiejskie złożyły mu hołd; gmina kościelna pozdrowiła go i złożyła mu życzenia jako nowemu patronowi przez swojego pastora. Wśród dostojnych gości obecny był także książę Prus Wilhelm. Niezapomniana pozostanie dla nas jego wspaniała przemowa na odbywającym się równocześnie hutniczym święcie, w której nawiązując do “Szczęść Boże”, powiedzianym mu przez hutników podczas jego pierwszych odwiedzin, obwieścił, jak w Przemkowie wyrosło dla niego szczęście życia i żałował, że jego dostojna małżonka nie mogła być z nim tutaj.
Ponownie wielkim świętem dla gminy kościelnej w dniu 19 marca 1885 roku były uroczystości zaślubin powszechnie kochanej księżnej Karoline Mathilde z księciem Friedrichem Ferdynardem ze Szlezwiku-Holsztynu-Glücksburgu. Książę narzeczony był tutaj już na pogrzebie świętej pamięci księcia Friedricha. Dzień wcześniej sama księżna, żona Wilhelma kierowała przystrajaniem kościoła. Własnoręcznie nałożyła kosztowny obrus na ołtarz76 miłościwie podarowany kościołowi przez księżną, żonę księcia Christiana ze Szlezwiku-Holsztynu na pamiątkę tego ślubu i układała kwiaty na ołtarzu.
Nawet książę Wilhelm przybył, ażeby dokonać przeglądu urządzania kościoła i zażyczył sobie od duchownego informacji o kościele i gminie kościelnej. Także dostojna para narzeczonych mogła najpierw oglądnąć wystrój kościoła, przy którym pracowało wiele pracowitych rąk panien. Ślubu udzielił doktor Dibelius, który od czasu konfirmacji był szczególnie związany z rodziną książęcą, przy asyście pastora Mühlenhardta i miejscowego duchownego, który w specjalnej modlitwie końcowej prosił o błogosławieństwo Boże dla dostojnej pary i najhojniejszą zapłatę od Boga za wiele miłosiernych uczynków rozstającej się z gminą księżnej.
Niedługo po tym także nasza wierna księżna wdowa wraz z księżnymi Luizą i Teodorą rozstała się z gminą i wyprowadziła się do swojej siedziby w Gotha. Towarzyszyły jej najgorętsze życzenia i pozostały po niej w gminie najwdzięczniejsze wspomnienia. Jej dobroć i łaskawość wryły się głęboko w serca wszystkich.
Tak jak z wdzięcznością pamiętamy wszystkich członków książęcego rodu, którzy tutaj przez dłuższy czas przebywali, tak przede wszystkim pamiętamy także dobrotliwą księżną Henriettę ze Szlezwika-Holsztynu, małżonkę tajnego radcy profesora von Esmarcha i ciągle jeszcze udzielającą się dla naszych biednych miłosierną księżną Amalię ze Szlezwiku-Holsztynu.
Po wyjeździe dostojnego państwa, zwłaszcza także księcia, który musiał wyjechać z powodu swoich studiów, podróży i przede wszystkim służby wojskowej, wydawał się nam być Przemków bardzo osamotniony. Tym większa była radość, gdy obie młodsze księżne chwilowo znów tutaj zamieszkały. Prawdziwa radość całkiem ożywiła miasto i wieś, gdy na jesień 1888 roku przy obecności wszystkich członków książęcej rodziny poza księżną matką, zjawiła się tu na kilkudniowy pobyt Jej Majestat cesarzowa z pięciorgiem swoich synów (od 25 września do 6 października). Dni te były dla nas prawdziwym świętem pełnym wzruszającego świadectwa przychylnej łaskawości ukochanej cesarzowej i jej szczerej miłości do stron rodzinnych. Nigdy nie świętowaliśmy piękniejszej niedzieli jak tej, w której cesarzowa razem z nami w ustrojonym kościele na swoim zwyczajnym miejscu uroczyście obchodziła święto dożynek, w którym miejscowy duchowny odprawił kazanie o psalmie 145. Po południu było święto dzieci. Cała młodzież szkolna parochii pod przewodnictwem duchownego i ich nauczyciela z kwiatami i flagami poszła pod zamek, ażeby wspaniałej cesarzowej i wiernemu księciu złożyć hołd. Zadowolona księżna wysłuchała z upodobaniem pieśń i okrzyki wiwatów ze strony dzieci. Z jej łaskawości ofiarowany bogaty prezent posłużył potem uroczystemu świętowaniu jej urodzin, które także corocznie obchodzone były przez szkoły. Bogate dary popłynęły z jej dobroczynnych rąk także dla naszych biednych.
Nasza wielkoduszna księżna Luiza Zofia, która władała tutaj od połowy tego roku do początku następnego miała wkrótce podobnie jak jej dostojna siostra znaleźć się na cesarskim dworze. Na jej ślub w dniu 24 czerwca 1889 roku z Jego Królewską Wysokością księciem Prus Friedrichem Leopoldem prosiliśmy Boga w szczerej wdzięczności i serdecznym uwielbieniu o największe szczęście i błogosławieństwo dla dostojnej pary. Jaśnie Oświeconego księcia mieliśmy później okazję witać podczas jego pobytu tutaj w dniu 29 października 1889 roku.
Radosne święto w rodzinie książęcej przyniósł jeszcze ten nasz rok jubileuszowy. W dniu 31 marca odbyła się w Dreźnie, gdzie już od dłuższego czasu znajdował się dwór pani księżnej, w tamtejszym Kościele Krzyża w obecności Jej Majestatu cesarzowej konfirmacja najmłodszej księżnej Teodory, którą prowadził radca konsystorialny doktor Dibelius. Do wzięcia udziału w tym święcie został także zaproszony duchowny z Przemkowa, który już na Wielkanoc w naszej gminie prosił o specjalne wstawiennictwo dla wiernej księżnej, mógł osobiście przekazać jej teraz najgorętsze życzenia. Po święcie Jej Majestat raczyła przyjąć krótką relację o zbliżającym się jubileuszu jej dawnego macierzystego kościoła i żarliwych przygotowaniach do niego jego gminy oraz przyjąć radosne podziękowania za już najłaskawiej ofiarowane dary z okazji tego jubileuszu.
Tak jak i jego dostojni przodkowie, tak i obecny dziedzic otaczał troskliwą opieką swój Przemków. Jak często tylko mógł przebywał w swojej posiadłości ziemskiej, ażeby poświęcić jej osobistą opiekę. Pod energicznym kierownictwem dyrektora generalnego radcy dworu pana Suren, który już od 31 lat zarządza majątkiem, energicznie rozwijają się wszystkie jego gałęzie.
Szczególnie szybko rozwija się książęca huta Henryki w Hohenofen (obecnie Duża Huta - przyp. tłumacza), która, gdy miejscowość podczas obecności cesarzowej otrzymała i poświęciła własną szkołę, stała się centrum szybko rozwijającego się ośrodka przemysłowego77, zwłaszcza, że teraz Przemków dzięki ożywionemu zakładowi księcia i okazaniu pomocy przez kolej żelazną został włączony do komunikacji międzynarodowej78.
Wszędzie dostrzega się twórczą rękę księcia. Rozszerzony przez niego pałac książęcy stał się okazałą budowlą. Przez rozszerzenie budowli o piękną nową wieżę, wcześniejszą gospodę zastąpiła godna, artystycznie przyozdobiona kaplica zamkowa, która oczekuje jeszcze swego poświęcenia. Jeszcze jedno wielkie dzieło czeka na realizację, a mianowicie budowa nowego zamku książęcego. Stary historyczny zamek, dom młodości cesarzowej, musi niestety zostać usunięty, ażeby zrobić miejsce według pomysłu i planu wspaniale położonej nowej budowli. W miejsce wcześniej prowadzącej przez podwórzec zamkowy zachodniej drogi wjazdowej do miasta założona została nowa droga omijająca podwórzec. Ciągle coraz bardziej uroczo kształtuje się krajobraz okolicy dzięki zakładaniu nowych skwerów, zasadzaniu roślin i tworzeniu sadzawek oraz w szczególności przez wybudowanie na górze “Lerchenberg” zameczku myśliwskiego “Jägerhaus”, który dzięki dobrotliwemu przyzwoleniu księcia stał się dla mieszkańców Przemkowa najbardziej ulubionym miejscem wycieczkowym.
Także miasto starało się dorównać danemu przykładowi. Stanąwszy się za małe rozciąga się teraz we wszystkich kierunkach; to tu, to tam powstają gustowne nowe budowle. Na wspaniałej budowli nowej cesarskiej poczty na ulicy Głogowskiej nie mogą się oczywiście mieszczanie wzorować. Wyjątkową dekoracją rynku jest wzniesiony w roku 1888 z dobrowolnych składek pomnik dla uczczenia poległych, który ukazuje ustawioną na wysokim cokole z piaskowca odlaną z brązu według projektu profesora Eberleina postać Germanii.
Opiszemy teraz w podanych ramach tego opracowania kościelny obraz ostatnich lat.
Już w pierwszym roku urzędowania nowego duchownego, w dniu 10 listopada 1883 roku przypadł wielki jubileusz , a mianowicie 400 letnia rocznica urodzin wielkiego reformatora Luthra. Także nasza gmina obchodziła ten dzień z entuzjazmem. Jako przygotowanie do niego duchowny wygłosił szereg rozpraw Luthra. Na czele panien dekorujących kościół stały księżne. Na całej powierzchni balustrady chóru z organami znajduje się ujmujący, ułożony ich zręcznymi rękami napis: “W Bogu obrona nasza”. Dla trwałej pamięci został zafundowany kościołowi wielki medalion Luthra autorstwa Härtela; każda szkoła otrzymała taki sam mały medalion, a każdy uczeń dostał rozprawę Luthra. Środki na to zostały zebrane z dobrowolnych datków. Z okazji tego jubileuszowego święta duchowny rozpoczął także kolektę, która jako “Fundacja Luthra” miała pomóc założyć przyszłą gminną diakonię.
Z jubileuszem Luthra jest także związany założony przez panny związek kierowany przez żonę pastora, który zajmował się ubiorami i sprzętem kościelnym.
W dniu 1 stycznia 1885 roku zostało wprowadzone zasługujące na uznanie dzieło gminnej rady kościelnej, a mianowicie przymocowanie na stałe woreczka z dzwonkiem do zbierania datków i przejęcie jako podatku kościelnego świątecznych ofiar, jak pieniędzy za spowiedź i komunię dla urzędników kościelnych. Poprawę tą, tego rodzaju uposażenia i w ogóle stosunków kościelnych można zawdzięczać skwapliwości gminy, a zwłaszcza wielkiej łaskawości dostojnego patrona.
W dniu 4 października 1887 roku w naszym kościele miał miejsce uroczysty akt, który jeszcze raz pozwolił ożywić pamięć świętej pamięci pastora Meißnera. Zgodnie z dobrowolnymi składkami został namalowany przez malarza Friedela z Bernstadt udany obraz pastora Meißnera i dołączony do obrazów duchownych kościoła. W tym uroczystym akcie brało udział dwóch synów spoczywającego w spokoju pastora: pastor Eduard Meißner i profesor gimnazjalny Gustav Meißner.
W ciężkim roku żałoby 1888 także nasza gmina opłakiwała najszlachetniejszych mężczyzn naszego narodu; przecież wielki cesarz Wilhelm I okazał także dla naszego kościoła szczególną miłość; przecież łaskawy cesarz Fryderyk III przebywał w naszym gronie; przecież książęca rodzina była wśród najbliższych żałobników. Poza ogólnymi nabożeństwami poświęconymi ich pamięci79 odprawiliśmy już przedtem specjalne nabożeństwo żałobne.
Obecność wiernej cesarzowej na jesień tegoż roku była przez nas bardzo szanowana przez to, że gminna rada kościelna od tego czasu poważnie wzięła pod uwagę założenie gminnej diakonii. Te trudności do pokonania względem zdobycia potrzebnych środków nie były małe. Patron kościoła wspaniałomyślnie udzielił wysokiej rocznej składki i zaoferował urządzone mieszkanie dla pełniących służbę sióstr; księżna Amalia ze Szlezwiku-Holsztynu zapewniła również o bieżącej składce. Dalsza część sumy kosztów została przejęta przez gminę kościelną na rozłożenie, tak że miała być zebrana z wolnych datków. Na specjalne życzenie Jej Majestatu cesarzowej mogły być powołane do pełnienia służby w szkole małych dzieci i przy pielęgnowaniu chorych z Wrocławia z “Lehmgrubener Mutterhause” dwie siostry. Te dwie diakonise, Pauline Lorenz i Marie Bretschneider, zostały wprowadzone do pełnienia swojej służby w niedzielę palmową 13 kwietnia 1889 roku w obecności książęcego marszałka dworu barona von Buddenbrock, który jako książęcy pełnomocnik patrona swoim ciepłym sercem pomagał bardzo dla naszego kościoła także w tej sprawie i przełożonej hrabiny von Poninska. Skuteczne wsparcie nadeszło także ze strony Jego Królewskiej Wysokości księcia Christiana ze Szlezwiku-Holsztynu, który podarował pewną sumę na utworzenie diakonii i Jej Królewskiej Wysokości księżnej żony księcia Prus Friedricha Leopolda, która na pamiątkę jej zaślubin udzieliła bogatego datku.
Wkrótce okazało się jakim dobrodziejstwem było założenie diakonii gminnej, zarówno w szkole dla małych dzieci, która liczyła około 80 dzieci, jak też w pielęgnacji chorych, która spotkała się z wielką potrzebą. Wiemy, że na tym dziele, aktywnie wspieranym przez gminę, w którym wiernie wprawione były siostry, spoczywały z zadowoleniem oczy cesarzowej, jak to zadowolenie, które wystąpiło w czasie jej pobytu we Wrocławiu zeszłego roku, gdzie dostojna pani przy okazji wizyty w “Lehmgrubener Mutterhause” u naszej tam delegowanej siostry Pauliny Lorenz dowiedziała się szczegółowo o postępie tutejszej sprawy diakonii i raczyła wyrazić swoją radość z jej pomyślnego rozwoju. Wręczony jej przy tej wizycie przez jakieś dziecko “bukiet kwiatów z Przemkowa” był dla niej bardzo miły i cenny a dla nas jej łaskawe pozdrowienia, które przesłała ona miłościwie dla Przemkowa, były szczerym znakiem jej wierności do stron rodzinnych.
Tak więc mamy prawdziwy powód, ażeby radośnie opiekować się nadal naszą gminną diakonią. Teraz walczymy jeszcze z rozwiązaniem innego nowego zadania. Dotyczy ono budowy własnego lokalu na szkołę dla małych dzieci, który teraz zajmujemy tylko tymczasowo i dzięki życzliwości a przy wielkim braku mieszkań w mieście nie można znaleźć prawie żadnego, tylko ledwo wystarczające mieszkanie czynszowe. Wspierając chrześcijańskie życie zbiorowe najbardziej byłoby pożądane, ażeby móc tak urządzić przyszłą budowlę, żeby zawierała ona w sobie salę dla zebrań młodzieży i związku panien, jak i dla wieczorków rodzinnych i recytatorskich. Przez łaskę Bożą mamy nadzieję osiągnąć także ten cel.
Podczas czasu urzędowania obecnego duchownego dwukrotnie miała miejsce w gminie wizytacja kościoła przez królewskiego superintendenta Wintera ze Szprotawy (w 1883 i 1888 roku). Od roku 1856 w urzędzie efora diecezji jako wierny duszpasterz przez tak długi okres czasu oddawał on wielkie usługi także naszej gminie i także dla tutejszych duchownych zawsze był czcigodnym i miłym przyjacielem i doradcą.
Z życia szkół parochii w przeciągu tego okresu czasu należałoby wymienić w szczególności kilka dat.
W roku 1883 w szkole w Piotrowicach, drugiej co do wielkości, utworzono drugą posadę nauczyciela.
W roku 1885 walący się i zbyt ciasny już budynek szkoły w Studziance przy pomocy państwowej subwencji w wysokości 1000 marek został poddany daleko idącej naprawie i powiększeniu.
W tym roku została także załagodzona, odnośnie szkoły w Studziance, długoletnia sprawa sporna. W roku 1879 życzliwym postanowieniem wyższego urzędu zostało zarządzone, że w sąsiedniej szkole w Pogorzelach miały być nauczane dzieci przez nauczyciela ze Studzianki do 9 roku życia a starsi uczniowie już mieli chodzić do szkoły w Studziance, podczas gdy wcześniej wszystkie dzieci były uczone na miejscu. Gmina Pogorzele usiłowała jednak z powodu dalekiej ponad godzinnej drogi do szkoły uchylić się od tego rozporządzenia w ten sposób, że odtąd wysyłała swoje dzieci do szkoły katolickiej w Przemkowie. Ponieważ istniało niebezpieczeństwo, że wszystkie dzieci stałyby się katolickie (niektóre z nich już uczęszczały na naukę katolickiej spowiedzi), musiało przeto nade wszystko zależeć duchownemu, żeby doprowadzić do rozwiązania tego problemu. Dzięki osobistemu wstawiennictwu Jego Królewskiej Mości księcia Christiana u ministra wyznań religijnych, gminie zostało przyznane przez niego ułatwienie, że tylko dwa ostatnie roczniki dzieci zobowiązane będą do uczęszczania do szkoły w Studziance. Ponieważ rozwiązanie takie odpowiadało Pogorzelanom, przez ministra zostało zarządzone natychmiastowe zwolnienie dzieci ze szkoły katolickiej.
W dniu 1 października 1886 roku po ponad 47 letnim wiernym sprawowaniu urzędu przez kantora i głównego nauczyciela Augusta Baumgarta przeszedł on w zasłużony stan spoczynku. W czasie uroczystości jego pożegnania duchowny przypiął na piersi swojego wiernego współpracownika nadany mu najłaskawiej rodowy order orła Hohenzollernów. Dostojna rodzina książęca, która była reprezentowana przez książęcego marszałka dworu barona von Buddenbrock zafundowała mu kosztowny dar honorowy. Już kilka tygodni potem, w dniu 9 listopada odszedł on na wieczny spoczynek. Był on szczerym człowiekiem i nader zdolnym pedagogiem. Jako wybitny pedagog przygotowujący preparandów80 wykształcił on 83 wychowanków do zawodu nauczyciela i 60 innych do różnych zawodów. Najlepsze rezultaty osiągał on w pielęgnowaniu śpiewu kościelnego. Wprowadzoną przez niego pieśń bożonarodzeniową śpiewano jeszcze długo po nim. Na cel chóru kościelnego pozostawił on legat na sumę 200 marek (donacja kantora Baumgarta).
Jego miejsce zajął w dniu 1 listopada 1886 roku kantor Heinrich Karsch, który wcześniej był głównym nauczycielem w Queitsch, koło Rankau.
Obecnie w tutejszej ewangelickiej szkole miejskiej obok wyżej wymienionego pracują: jako drugi nauczyciel Oscar Zöllner od 1875 roku, jako trzeci nauczyciel Martin Gollmer od 1885 roku, jako czwarty nauczyciel Friedrich Rother od 1 kwietnia 1891 roku. Wcześniejszymi samodzielnymi nauczycielami byli: Louis Beißert 1868-83, Carl Pachali 1873-74, Wilhelm Struhl 1875-77, Waldem. Neumann 1877-80, Wilh. Hainke 1880-83, Georg Vogt 1883-85, Reinhold Kretschmer 1883-85, Otto Hain 1886-91. Obecna liczba uczniów wynosi 291. Do szkoły przyjęte są dzieci z gminy zamkowej. Członkami szkolnej komisji miejskiej są:
1. przewodniczący - burmistrz Wackwitz,
2. raca szkolny - August Hoffmann,
3. deputowany szkoły - doktor Scharfenberg,
4. deputowany szkoły - kupiec R. Schulz,
5. członek techniczny - inspektor szkoły pastor Jentsch.
Do parochii należy 9 szkół wiejskich.
1. Młynowo
Nauczyciel: Gustav Berthold od 1871 roku. Przedtem: Wilh. Büschel 1820-71; w dniu 5 kwietnia 1869 roku obchodził on swój jubileusz 50 lecia piastowania urzędu. Liczba uczniów 107. Kierownik szkoły: Aug. Maschke i Gust. Weniger.
2. Piotrowice81
Nauczyciel: Główny nauczyciel Herm. Heinrich od 1 maja 1890 r.; drugie stanowisko nieobsadzone (wakat). Poprzednio: od 1741 r. Joh. Gottfr. Lange, do którego szkoły uczęszczało również wiele dzieci z Przemkowa (Primkenau), Jelenina (Lauterbach), Stancy (Stranz), Baierhaus, Janikowa (Armadebrunn), Wilczyc (Wolfersdorf), Wysokiej (Weißig) i Rydzowej (Reuthau), które były oddawane na kwaterunek i wyżywienie do tamtejszych gospodarzy. — Joh. Georg Thiel do 1780 r., Gottlob Thiele do 1816 r., Friedr. Glätzer do 1838 r., Fr. W. Stiebiß do 1848 r. August Kallenbach 1848–90; jemu przy przejściu na emeryturę 1 kwietnia 1890 r., w uznaniu jego wiernej służby, został nadany przez Jego Królewską Mość Order Orła Domu Hohenzollernów, a jego wysoki patron ufundował mu dar honorowy. Po tym, jak w latach 1840–51 w szkole pracowali również adiunkci (pomocnicy), od 1883 r. jako drudzy nauczyciele nauczali: Herm. Stiller do 1885 r., Heinr. Beier do 1886 r., Paul Fiedler do 1891 r. — Liczba uczniów: 169. — Przełożeni szkoły: Aug. Haupt, Rob. Scobel, Rud. Beyer, Ernst Dehmel, Heinr. Hoffmann, Theod. Lubrich. — Związek szkolny: Piotrowice z Ludwinowem (Ludwigsmühl), Szklarami (Gläsersdorf) i Karpiowem (Karpfreis).
3. Łężce
Nauczyciel: Johannes Scholz od 1886 r. Poprzednio: od 1741 r. Heinr. Knappe, Ferd. Kuntke, Georg Kurz, Peschel, Berger, Helbig, Tietze, Christ. Schwan. — Gottfr. Kusch do 1824 r., Fr. Römer do 1834 r., Ed. Tschirner do 1845 r., Gottfr. Räbiger do 1879 r., Aug. Staude do 1886 r. — Liczba uczniów: 61. — Przełożeni szkoły: Gottlieb Dehmel, Carl Gantke. — Do obwodu szkolnego należą: Neidhardt, Amalienthal (Borków), Adelaidenau.
4. Krępa82
Nauczyciel: Paul Knappe od 1885 r. Poprzednio: Lehfeld, Georg John, Heinr. Knappe (1753–1802), Christoph Riedel do 1806 r., Christoph Renner do 1811 r., Christoph Menzel do 1815 r. — Wilh. Päzold do 1850 r., Jul. Schaller do 1871 r., Aug. Schwertner do 1885 r. — Liczba uczniów: 79. — Przełożeni szkoły: Aug. Tscherntke, Ed. Franke, Gust. Röhr. — Do obwodu szkolnego należy: Heidau (Gaj) część należąca do Krępowa.
5. Wilkocin
Nauczyciel: Gottlob Zimpel. Poprzednio: Dippold, Gloz, Mäthner do 1800 r. — Fr. Null do 1814 r., Gottfr. Schulz do 1828 r., Aug. Wigand do 1832 r., Gotthelf Menzel do 1834 r., Gottlieb Uhr do 1839 r., Andr. Knothe do 1841 r., Jul. Schaller do 1847 r., Gottlob Hertwig do 1851 r., Osc. Weidner do 1853 r., Gottlieb Thamm do 1857 r., Ernst Schmidt do 1867 r., Aug. Schwertner do 1871 r., Aug. Käßler do 1873 r., Osc. Zöllner do 1874 r., Aug. Röthel do 1876 r. — Liczba uczniów: 43. — Przełożeni szkoły: Aug. Menzel, Rud. Beisert. Placówka szkolna była okresowo jedynie filią (adiunkturą) Wysokiej (Weißig), dopóki w 1829 r. nie stała się samodzielna.
6. Studzianka83 z filią szkoły Pogorzele
Nauczyciel: Osc. Jänisch. Poprzednio: Gottlieb Jäsch, Christian Sander do 1813 r., Gottlieb Liebich do 1835 r. — Gottfr. Räbiger do 1846 r., Gottfr. Herberger do 1847 r., Jul. Schaller do 1850 r., Osc. Päzold do 1854 r., Sam. Otto do 1859 r., Aug. Bien do 1865 r., Gust. Berthold do 1868 r., Otto Fiebig do 1869 r., Alex. Müller do 1871 r., Herm. John do 1874 r., Osc. Zöllner do 1875 r., Herm. Kliem do 1877 r., Jul. Röhricht do 1880 r., Herm. Heinrich do 1890 r. — Liczba uczniów: 55. — Przełożeni szkoły: Fr. Talke, Ernst Winkler, Carl Thomas.
7. Biernatów
Nauczyciel: Carl Durand od 1877 r. Poprzednio: Georg Schwertner 1760–77, Fr. Werner do 1780 r., Gottlob Speer, Gottlob Flegel, Andr. Walter, Andr. Sander, Gottlob Braun, Gottfr. Fiebig do 1798 r., Christoph Schenkendorf do 1813 r., Aug. Selle do 1861 r., Leonh. Höppner do 1868 r., Fr. W. Hoffmann do 1869 r., Benno Großmann do 1872 r., Pfeiffer do 1875 r., Em. Lucas do 1877 r. — Liczba uczniów: 21. — Przełożeni szkoły: Gust. Frindt, Heinr. Nutsch, Herm. Kunert. — Przed 1760 r. dzieci uczęszczały do szkoły w Studziance. — Od 1862 roku nowy budynek szkoły.
8. Hohenofen (Huta / dzisiejsza część Przemkowa)
Nauczyciel: Rob. Neumann od 1 października 1888 r. Tego dnia odbyło się poświęcenie budynku nowo założonej szkoły. Została ona otwarta dla 53 dzieci, a obecnie liczy już 89. — Przełożeni szkoły: Louis Herrmann, Hugo Jakob.
Patronem wszystkich szkół jest Jego Wysokość książę Szlezwika-Holsztynu Ernest Günther, a lokalnym inspektorem szkolnym jest pastor. Szkoły parafialne oraz szkoła w Wysokiej tworzą Konferencję Okręgową Przemków (Districts-Conferenz Primkenau), której przewodniczącym jest tutejszy lokalny inspektor szkolny. Podlegając Powiatowej Inspekcji Szkolnej w Szprotawie, szkoły i ich nauczyciele przez 33 lata, aż do 1889 roku, cieszyli się najbardziej oddaną i troskliwą opieką swojego powiatowego inspektora szkolnego, superintendenta Wintera ze Szprotawy. Od tego czasu nadzór nad szkolnictwem powiatowym sprawuje pastor Effenberger ze Szprotawy.
Wszystkie stosunki szkolne, zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne, są dobrze uporządkowane. Podczas gdy w dawnych czasach, jak dowodzą akta szkolne, stale skarżono się na niewystarczającą frekwencję, obecnie jest ona satysfakcjonująco regularna, a kary za opuszczanie zajęć szkolnych prawie się nie zdarzają. Podczas gdy dawniej osoby uboższe, które zazwyczaj posyłają najwięcej dzieci do szkoły, odczuwały czesne jako uciążliwy ciężar, teraz, dzięki całkowitemu zniesieniu go w latach 1888 i 1889 w wyniku hojnych dotacji państwowych, stało się to dla nich ogromnym ułatwieniem.
Trzynastu nauczycieli parafii tworzy kolegium często zbierające się na konferencjach parafialnych i okręgowych oraz w wolnych stowarzyszeniach, na których z gorliwością omawia się wszystkie ważne kwestie szkolne dla obopólnej korzyści. Nauczyciele, wszyscy będący ludźmi wiernymi Kościołowi, pracują w szkole także na rzecz Kościoła, lojalnie wspierając duchownego, który w swojej rozległej gminie nie mógłby niemal obejść się bez ich chętnej pomocy. Tutaj Kościół i szkoła, plebania i budynek szkolny – chwała Bogu! – nie są jeszcze poróżnione.
Rzućmy teraz okiem na
zewnętrzne stosunki gminy kościelnej.
Pod względem zasięgu i liczby wiernych należy ona do największych gmin w prowincji, dla której jeden pastor to właściwie za mało. Wielką pomocą dla obecnego duchownego było więc to, że Królewski Konsystorz w okresie od 1 grudnia 1888 do 1 października 1889 roku przydzielił mu do pomocy jego brata Augusta Jentscha84 jako wikariusza i pozwolił mu odbyć przy nim opłacany przez państwo rok wikariatu.
Miejscowości należące do tutejszego kościoła — gmin gościnnych nie ma — to: miasto i okręg zamkowy Przemków, gmina zamkowa, Młynowo z Fichthau i Louisenhof, Duża Huta, Piotrowice z Ludwigsmühl, Szklarki, Karpie, Łężce z Neidhardt, Stich, Amalienthal i Adelaidenau, Krępa z Heidau, Wilkocin, Pogorzele, Studzianka, Biernatów85 oraz kolonia Forsthäuser. —
Według spisu ludności z 1 grudnia 1890 r. liczba dusz ewangelików wynosi 5160, obok 389 katolików86. Kilka z wymienionych miejscowości leży w znacznej odległości od Przemkowa, najdalej Studzianka 12 km, Biernatów 16 km, a jego cmentarz w Lesznie Górnym 19 km87. Linia wzdłużna parafii, Biernatów — Heidau, wynosi 24 km, a linia poprzeczna, Studzianka — Adelaidenau, 17 km. Wiele rozproszonych i oddalonych miejscowości czyni parafię podobną do diaspory i niezwykle utrudnia posługę duszpasterską. Do tego dochodzi również szeroko rozproszonych 10 szkół i wiele oddalonych cmentarzy, na które duchowny jest nieustannie wzywany, a gdzie wyjazd na pogrzeb często zajmuje pół dnia podróży.
Dawniej cmentarz w Przemkowie służył wszystkim parafianom z wyjątkiem mieszkańców Wilkocina, którzy ze względu na swój dawny system kościelny posiadają jeszcze własny cmentarz. Nasza tutejsza nekropolia jest prastara; już podczas uroczystości jubileuszowych w 1791 roku wspominano o jej 500-letniej historii. Znaczące powiększenia cmentarza miały miejsce w latach 1806 i 1870. W niedalekiej przyszłości trzeba będzie pomyśleć o założeniu nowego cmentarza88. Nadzór sprawuje własny zarząd cmentarza. — Stopniowo kilka miejscowości zewnętrznych stworzyło własne cmentarze, tak Piotrowice w 1826 r., Studzianka w 1827 r., Biernatów wspólnie z Lesznem Górnym w 1832 r., Karpie w 1881 r. Wszystkie one znajdują się w godnym stanie; przede wszystkim tutejszy duży cmentarz, wyróżniający się położeniem, nasadzeniami i godną dekoracją grobów, można nazwać pięknym.
Kościół, znajdujący się pośrodku pierwotnego starego cmentarza, jest prostą budowlą domu modlitwy89, któremu dopiero dobudowana wieża nadaje ozdobę. Potężne, wysokie okna dają więcej niż wystarczająco światła; 8 drzwi zapewnia łatwe opuszczenie kościoła. Nawa kościoła i podwójne, ustawione nad sobą empory oferują miejsce dla 1500 wiernych. — Często naprawiane organy nie mogą już długo służyć i trzeba poważnie rozważyć budowę nowych. Niech istniejący już mały fundusz organowy z okazji jubileuszu dozna należytego wsparcia. —
Wnętrze kościoła jest proste, lecz godnie wyposażone. Nasi przodkowie starali się nadać ołtarzowi90, ambonie91 i chrzcielnicy artystyczną formę; są one utrzymane w tym samym stylu i przemyślanie ozdobione. Balustrady ołtarzowe zdobi kunsztownie rzeźbiony ornament roślinny. Przy ołtarzu, po obu stronach, stoją postacie Mojżesza i Jana Chrzciciela. Na ambonie umieszczono Przemienienie Pańskie z Mojżeszem i Eliaszem, a na baldachimie czterech ewangelistów z ich symbolami (Mateusz: postać ludzka, Marek: lew, Łukasz: wół, Jan: orzeł); powyżej nich Salvator Mundi (Zbawiciel Świata). Chrzcielnicę zdobią główki aniołów, a jej pokrywę scena Chrztu Chrystusa. Wszystkie figury to sprawne dzieła rzeźbiarza w drewnie Ignatiusa Nehrlicha z Głogowa (Glogau) z roku 1744. Obraz ołtarzowy, przedstawiający nauczającego Chrystusa, jest darem księżnej Adelajdy. Znajdujący się wcześniej pod nim stary obraz ołtarzowy został teraz wyjęty, aby zdobić wschodnią ścianę kościoła. Obok umieszczono dwa małe, stare obrazy olejne, które autor znalazł na baldachimie nad amboną: „Chrystusa w koronie cierniowej” oraz „Marię”. Według wszelkiego prawdopodobieństwa te osobliwe obrazy malowane na drewnie, które ze względu na swoją formę musiały należeć do szafy ołtarzowej, pochodzą jeszcze z naszego starego kościoła, i to z czasów przedreformacyjnych. Drogą pamiątką z dawnych czasów domu modlitwy jest piękna i pouczająca inskrypcja znajdująca się nad wejściem głównym dawnego domu modlitwy (obecnie wewnątrz sali gimnastycznej):
„Chrześcijaninie!
Czy miłujesz Słowo Boże? Tu stoi Boży dom;
Przyjdź, słuchaj i pojmij je dobrze,
A potem idź i wypełniaj je w życiu”.
Cichy plac kościelny, położony przed wieżą z dala od ruchu ulicznego, z jego pięknymi rzędami kasztanowców i lip, ograniczają z jednej strony budynek szkoły, a z drugiej plebania. Ta ostatnia posiada jeszcze swoją szczególną, starą lipę, posadzoną w czasie jej budowy. Większe naprawy, poza gruntowną w 1882 roku, przeszła w latach 1801 i 1802; w 1851 roku drugie piętro, wykonane z muru pruskiego, zostało otynkowane wapnem. Również w ostatnim czasie wiele zrobiono przy tym starym, niszczejącym i częściowo wilgotnym domu, aby utrzymać go w stanie zdatnym do zamieszkania.
Przyjrzyjmy się teraz jeszcze
życiu wewnątrzkościelnemu w teraźniejszości.
Dla duszpasterza prawdziwą radością jubileuszową jest móc donieść, że ojczyste dziedzictwo kościelnego ducha i miłości do Domu Bożego zostało ogólnie rzecz biorąc wiernie zachowane. Frekwencję na nabożeństwach, a co należy szczególnie podkreślić – także ze strony mężczyzn w gminie, można, biorąc pod uwagę ducha czasów, nazwać jeszcze radosną. Szczególnie podniosłe są nasze nabożeństwa świąteczne, gdy tak duża gmina jak nasza celebruje je niemal w komplecie. Gmina trzymała się dotychczas chwalebnego zwyczaju, by po biciu dzwonów gromadzić się punktualnie i trwać aż do ostatniego tonu końcowej pieśni; oby tak pozostało. Bierze ona żywy udział w śpiewie, także w chórach liturgicznych i jest przyzwyczajona śledzić przebieg nabożeństwa z żywym zaangażowaniem i w modlitewnej ciszy, zwłaszcza słuchać kazania. Z szczególną radością śpiewa ona na stojąco zakończenie „Ojcze nasz” podczas końcowej liturgii odbywającej się przy ołtarzu.
Nasze nabożeństwa pomagają upiększać przy uroczystych okazjach doskonale wyszkolone Towarzystwo Śpiewacze (chór mieszany) oraz dawne, sprawdzone Towarzystwo Śpiewacze Męskie92, oba pod kierownictwem utalentowanego muzycznie kantora Karscha. — Liczba komunikujących (przystępujących do komunii), która spadła w latach siedemdziesiątych, znajduje się w fazie powolnego wzrostu. Wszystkie małżeństwa są zawierane w kościele, wszystkie dzieci chrzczone, ich matki uroczyście wprowadzane do kościoła, a wszystkie dzieci opuszczające szkołę – konfirmowane. — Pogrzeby odbywają się z kościelną uroczystością, z wyjątkiem jedynie pogrzebów małych dzieci w odległych miejscowościach.
Z wyznawców innych religii, poza katolickimi93, obecne są tylko 2 rodziny staroluterańskie. Od sekt gmina jest wolna. Co prawda bawarski pastor Clöter, który ustąpił ze swojego urzędu i sam był tutaj obecny, znalazł dla swoich chiliastycznych idei pewną liczbę zwolenników w jednej z naszych miejscowości parafialnych, którzy jeszcze w momencie objęcia urzędu przez autora pilnie czytali jego pisma, jednak nie chcieli oni dalej podążać za jego nauką i stali się tym gorliwszymi czytelnikami berlińskiej ewangelickiej gazety niedzielnej (Berliner evangelisches Sonntagsblatt), wprowadzonej do parafii przez duszpasterza w 1883 roku. Gazeta ta, która dzięki uprzejmej pomocy nauczycieli trafia co tydzień do domów w 160 prenumerowanych egzemplarzach, stała się dla wielu drogim przyjacielem, a dla pastora mile widzianym pomocnikiem w głoszeniu słowa. Robotnikom hutniczym służy pismo „Berliner Arbeiterfreund” (Berliński Przyjaciel Robotnika), prenumerowane w 65 egzemplarzach, jako jeden ze środków ochrony przed socjaldemokracją, która, Bogu niech będą dzięki, nie znalazła tutaj jeszcze posłuchu.
Inni otrzymują „niedzielne kazanie”. Każda szkoła posiada swoją bibliotekę, z której korzystają także dorośli; dla nich założono również osobną bibliotekę parafialną. Tak więc nie brakuje tego, co w naszych czasach jest niezwykle ważne – dobrej chrześcijańskiej lektury94.
Bardzo błogosławione dla krzewienia wiedzy chrześcijańskiej okazały się godziny biblijne, które w mieście w półroczu zimowym odbywają się w każdą niedzielę w sali konfirmacyjnej, a poza tym na zmianę w szkołach w oddalonych miejscowościach, prowadzone przez duchownego. Są one zawsze bardzo licznie odwiedzane i służą pomocą przede wszystkim starszym i słabym.
Zachowaniu wiary wśród konfirmowanej młodzieży służą miesięczne rozmowy kościelne, prowadzone przez pastora stowarzyszenie czeladników oraz stowarzyszenie panien sióstr gminnych. W półroczu letnim w niedzielne popołudnia ze wszystkich miejscowości przybywa od 300 do 400 dzieci na piękne nabożeństwa dla dzieci, podczas których obok chorałów z wielką radością śpiewają także inne pieśni duchowne.
Jeśli chodzi o życie moralne w gminie, to ogólny nurt czasu zniszczył wiele z dobrych obyczajów i karności, tu i ówdzie zastępując bogobojność doczesnością; należy jednak z wdzięcznością przed Bogiem wyznać, że w głównym trzonie gminy wciąż panuje moralna rzetelność i poważne prowadzenie życia. Ciężkie przewinienia, a także samobójstwa, należą do rzadkości. Własność cieszy się zadowalającym bezpieczeństwem95.
Rośnie zrozumienie i skłonność do chrześcijańskiej działalności charytatywnej. Na rzecz własnej Diakonii gmina składa chętne ofiary i uczy się przez nią składać je także na inne cele. Stowarzyszenie Kobiet96 pod kierownictwem pani burmistrzowej Wackwitz dba o bożonarodzeniowe obdarowywanie ubogich dzięki rocznym składkom dochodzącym do 200 marek oraz własnej pracy. Prowadzone z sukcesem przez tutejszego lekarza, dr. Scharfenberga, stowarzyszenie zbieraczy końcówek cygar co roku na Boże Narodzenie i do konfirmacji odziewa około 40 dzieci. Są to formy pomocy w opiece nad ubogimi, które szlachetni fundatorzy zapisów czynią jeszcze po śmierci. Oprócz wymienionych już wcześniej fundacji dobroczynnych należy z nabożnym szacunkiem wspomnieć o wielkodusznym zapisie nieżyjącej już pani Wende, właścicielki dóbr rycerskich w Kozłowie, z roku 1852 w kwocie 6000 marek, z której odsetki służą po połowie ubogim wdowom po mieszczanach i dzieciom szkolnym w mieście; ponadto o zapisie zmarłej tutaj w 1883 roku, oddanej dziełom miłości panny Marie Vogel w wysokości 450 marek na bożonarodzeniowe obdarowanie biednych dzieci szkolnych.
Dzieło wspierania ubogich wieńczy dostojny patron, książę Szlezwika-Holsztynu Ernest Günther, który podobnie jak jego świętej pamięci ojciec co roku przekazuje duchownemu jako swojemu jałmużnikowi kwotę 600 marek do miesięcznego rozdysponowania wśród potrzebujących. Do tego dochodzi roczna kwota wsparcia od łaskawej księżnej Szlezwika-Holsztynu Amalii, a także liczne nadzwyczajne datki od pozostałych dostojnych członków domu książęcego. Ponadto pan patron dba o ubogich z miasta i wsi poprzez obszerne darowizny drewna, prowadzenie kuchni z zupą, szczególne zapomogi oraz bogate obdarowywanie bożonarodzeniowe.
Jeśli chodzi o zewnętrzną działalność charytatywną gminy, to z powodu nieobecności państwa patronów oraz braku innych należących do parafii wielkich właścicieli ziemskich, przy stosunkowym ubóstwie gminy, zbiórki kościelne nie wypadają zbyt obficie, choć każdy wierny powinien pamiętać, że świątynia, skarbonka i wdowi grosz zawsze stanowią jedność. Wszyscy członkowie gminy chętnie wspierają Stowarzyszenie Gustawa Adolfa. Działające pod protektoratem Jej Cesarskiej Mości wielkie Ewangelickie Kościelne Stowarzyszenie Pomocy znalazło tutaj ponad 40 członków.
Misji zewnętrznej, na rzecz której w ubiegłym roku obchodzono tutaj pierwsze święto misyjne diecezji, dając bogate impulsy, służą obok zbiórek podczas godzin misyjnych, w szczególności starania kilku panien, które za pomocą książeczek kwestarskich przekazują duchownemu większe kwoty na rzecz Misji Berlińskiej I. Ponadto w Wilkocinie pod kierownictwem nauczyciela Zimpla działa własne małe stowarzyszenie misyjne.
Pozostaje jeszcze, szczególnie dla wiedzy przyszłych pokoleń, krótko odnotować pewne szczególne, zaobserwowane dotychczas w gminie i obecnie istniejące
kościelne zwyczaje i urządzenia.
Krótko je wymienić. Nabożeństwo zaczyna się w półroczu letnim, od Niedzieli Palmowej, o godzinie 9:00, a nabożeństwo komunijne o 7.30; w półroczu zimowym, od św. Michała, o pół godziny później. Według porządku kościelnego z 1830 roku wymagano, aby nikt nie wchodził do kościoła w czasie liturgii, a przychodzący podczas głównej pieśni mogli wysłuchać kazania tylko w zakrystii. To pierwsze jest do dziś stałym obyczajem. W dawniejszych czasach po kazaniu następowała ogólna spowiedź kościelna z rozgrzeszeniem i klątwą! (Teraz już tylko w Dzień Pokuty). W święta i na nabożeństwach pasyjnych odczytywano dawniej po kazaniu stosowną pień. – Szczególnymi wyróżnikami świąt są: nabożeństwo poranne i popołudniowe, oprócz odświętnego przybrania ołtarza i ambony, palenie wszystkich 6 świec podczas całego nabożeństwa, granie na puzonach97 i bicie w kotły98, liturgia świąteczna z wielką doksologią („Chwała Tobie, błogosławimy Cię”) oraz „Święty, Święty” i Te Deum („Ciebie, Boże, chwalimy”). W pierwszy dzień świąt odmawiana jest modlitwa kościelna Chryzostoma, a w Nowy Rok, Dzień Pokuty i Totenfest (Dzień Zmarłych) – litania. – Wigilia Bożego Narodzenia odprawiana jest już od czasu budowy kościoła. Choć w najdawniejszych czasach skarżono się na brak udziału, obecnie jest ona niezwykle licznie odwiedzana. Cały kościół promienieje bogatym blaskiem świateł. Przed ołtarzem stoją 2 wielkie jodły z zapalonymi świecami. Uroczystość kończy wspomniany już piękny śpiew bożonarodzeniowy, który dzieci z tutejszych i pobliskich szkół pod kierownictwem swoich nauczycieli śpiewają w chórach naprzemiennych z prawdziwą radością wigilijną99. Później wprowadzone nabożeństwo sylwestrowe jest również jednym z najliczniej odwiedzanych. – Stary rok jest wieczorem żegnany dzwonami przez pół godziny, a nowy [rok] rano o godzinie 5 witany dzwonami przez godzinę. W wielkie święta dzwoni się na południe i na wieczór wielkim dzwonem. Poranny dzwon brzmi przez cały rok rano o 5:00, tylko w niedzielę o 7:00. Dzwony, tak często i głośno niosące się nad miastem, milkną w Wielki Piątek; jedynie podczas cichego „Ojcze Nasz”, po ogłoszeniu śmierci Chrystusa, dzwon modlitewny uderza kilka razy. Nabożeństwo komunijne odbywa się z reguły w niedzielę, tylko w najmroźniejszą zimę i najgorętsze lato co 14 dni, ponadto w każde drugie święto, a od czasu do czasu także w tygodniu. Za szczególnie wielki dzień wieczerzy pańskiej w gminie uchodzi święto Wniebowstąpienia, a także Wielki Czwartek, w którym konfirmowani w Niedzielę Palmową100 wraz ze swoimi rodzicami i rodzeństwem świętują swoją pierwszą komunię. Pożądane wcześniejsze zgłoszenie komunikantów u duchownego byłoby tutaj bardzo utrudnione i niemal niemożliwe. Spowiedź poprzedza bezpośrednio nabożeństwo komunijne. Stałą pieśnią spowiedzi jest: „Twój Jezus wzywa cię do pokuty”, w Wielki Piątek: „Duszo Chrystusowa, uświęć mnie” (Anima Christi). U wielu wciąż w zwyczaju jest „szlachetna zewnętrzna karność” polegająca na przyjmowaniu sakramentu na czczo, u niektórych także zwyczaj wcześniejszego obmywania nóg. Dawniej podczas uroczystości mężczyźni i kobiety siedzieli osobno; mężczyźni przyjmowali sakrament jako pierwsi. Przy godzinach biblijnych w oddalonych miejscowościach dołączane jest nabożeństwo komunijne dla osób starszych i słabych. Komunia chorych jest bardzo pożądana. Duchowny zastaje do tego celu stół dobrze przygotowany, wyłożona jest także Biblia i śpiewnik; krewni, a także przyjaciele i sąsiedzi, gromadzą się w nabożnym skupieniu.
Akt chrztu odbywa się zazwyczaj wkrótce po porannym nabożeństwie. Wygłaszana jest specjalna mowa chrzcielna. Przy tym matki zazwyczaj uczestniczą w swoim „wywodzie” (uroczystym wprowadzeniu do kościoła po połogu) i są błogosławione wraz z dzieciątkiem na ręku. Zasady dotyczące rodziców chrzestnych, które przez pewien czas uległy rozluźnieniu, zostały przywrócone, tak że najczęściej obecnych jest 3 lub więcej chrzestnych. Krąg imion chrzestnych jest mocno ograniczony; mógłby on doznać prawdziwego wzbogacenia poprzez ponowne przyjmowanie wielu pięknych i chrześcijańskich imion, jakie wykazują stare rejestry chrztów.
Za tradycyjny dzień ślubu uznaje się wtorek101. Najczęściej para młoda przystępuje w poprzedzającą niedzielę do Świętej Wieczerzy (komunii). Ulubioną pieśnią ślubną jest: „Jezu, idź przodem”. Poduszki ślubne ufundowane przez panny przysługują tylko parom cieszącym się nienaganną opinią. Inne pary powstrzymują się również od wszelkiego stosownego przybrania z mirtu. Aby postawić tamę czystej ciekawości wielu gapiów i związanym z tym niedogodnościom, rada parafialna od 1890 roku zarządziła wydawanie biletów wstępu dla chcących oglądać ceremonię (tzw. Brautschauer).
Najpowszechniejszą formą pogrzebu jest ten z mową nad grobem, a w przypadku mniejszych dzieci – błogosławieństwo. Po zgonie następuje „wydzwanianie” (bicie w dzwony żałobne) od godziny 11 do 12, a w sposób bardziej uroczysty od 12 do 1102. Przy uroczystych pogrzebach, jakimi są one najczęściej, odbywa się asysta szkoły z niesieniem krzyża na przedzie. Przed domem żałoby najchętniej słucha się śpiewu pieśni: „Chrystus, on jest moim życiem”, a w trakcie procesji: „Jezu, moja ufności”. Orszaki żałobne mają zawsze bardzo liczną asystę; to piękny znak chrześcijańskiej wspólnoty. W kilku wioskach panuje zwyczaj, że każdy dom wysyła na pogrzeb przynajmniej jednego przedstawiciela. Tu i ówdzie obowiązuje też chwalebna zasada, że dopóki zmarły leży w miejscowości, nie może odbywać się muzyka taneczna. – Dawniej powszechne „życiorysy” (odczytywane biografie zmarłych) wyszły z użycia; również uroczyste zapowiedzi pogrzebowe zdarzają się już bardzo rzadko. – Samobójcy grzebani są w ciszy.
Nabożeństwa pasyjne odbywają się po niedzieli Invocavit w środę o zwykłej godzinie nabożeństwa. Przy odczytywaniu historii pasyjnej fragmentami, według zestawienia podanego w śpiewniku, gmina współczyta w skupieniu i śpiewa wplecione wersy. Po zakończeniu ostatniego nabożeństwa pasyjnego odbywa się publiczny egzamin konfirmantów wielkanocnych. Otrzymują oni naukę konfirmacyjną w 2 oddzielnych semestrach – od św. Michała do Wielkanocy w każdą środę i sobotę po południu od godziny 2 do 4.
Jako przygotowanie służą im również nabożeństwa dla młodzieży w lecie, dlatego przyszli słuchacze i konfirmanci są uważani za zobowiązanych do uczestnictwa w nich w pierwszej kolejności.
O zachowanie i pomyślne dalsze prowadzenie opisanego przez nas rozległego systemu kościelnego troszczy się, obok szczególnej pracy duszpasterza,
Parafialna Rada Kościelna,
która jest gorliwie zaangażowana w to, by na swoich miesięcznych posiedzeniach stale zajmować się licznymi sprawami zewnętrznymi i wewnętrznymi oraz dawać ku temu liczne powody, by zwłaszcza wyniki narad dotyczące życia kościelnego i moralnego czynić owocnymi w całej gminie poprzez przykład, upomnienie i nauczanie. Także wieloczłonowa administracja kasowa103 naszego kościoła wymaga niemałego wysiłku. Podejmuje się go z niestrudzoną wiernością i roztropnością nasz skarbnik (rendant), starszy A. Hoffmann. Ze względu na istniejącą trudność, polegającą na tym, że zarówno patron, jak i pełnomocnik patronatu przebywają daleko, najbardziej pomocne usługi mediacyjne świadczy nam przedstawiciel patrona w Parafialnej Radzie Kościelnej, książęcy nadleśniczy J. Klopfer. W osobie zastępcy przewodniczącego, burmistrza Wackwitza, mamy w szczególności doradcę biegłego w prawie, a w starszym Fabigu sprawnego sekretarza, podobnie jak w pozostałych osobach – wiernych przyjaciół kościoła. Oto nazwiska obecnych starszych parafialnych:
Książęcy nadleśniczy J. Klopfer, burmistrz G. Wackwitz, kupiec A. Hoffmann w Przemkowie; Aug. Maschke w Młynowie, Robert Scobel w Młyniku, Ad. Großmann w Karpiach, Aug. Fabig w Szklarkach, Gottlieb Dehmel w Łężcach, Ed. Pohl w Krępie, Ernst Simon w Wilkocinie, Fr. Talke w Studziance, Heinr. Siegemund w Biernatowie.
Reprezentacja Gminy
liczy następujących członków: Reinh. Schulz, Aug. Kube, Em. Richter, Jul. Vogt, Gust. Specht, Aug. Vogt, Carl Giesel, Carl Neugebauer, Jul. Tietz, Carl Sander, Rob. Weiler w Przemkowie. — Aug. Richter, Ernst Tscharntke, Ernst Flögel, (Aug. Handke) w Młynowie. — Aug. Hoffmann, Aug. Rampold, Gust. Schuldig w Piotrowicach; Carl Baier w Młyniku. — Theod. Lubrig, Ernst Kretschmer w Karpiach. — Aug. Nitschke, Rud. Beyer w Szklarkach. — Wilh. Schwan, Carl Gantke w Łężcach. — Aug. Gantke, Gust. Röhr, Carl Jungnickel na Krępie. — Ed. Trogisch, Rud. Beißert w Wilkocinie. — Aug. Reckzeh, Aug. Menzel w Gminie Zamkowej. — Gust. Jüttner, Carl Zimmerling w Studziance, — Carl Thomas w Pogorzelach — Ernst Liebig w Biernatowie.
Urzędnicy kościelni104
obok pastora to: Heinrich Karsch jako kantor, organista i zakrystian, Aug. Hoffmann jako skarbnik (rendant), Gottfr. Senftleben jako ojciec kościelny (od 1871), Carl Schmiedchen jako dzwonnik, kalikant i strażnik kościelny.
Niech zostaną tutaj również wymienione
władze miejskie i zarządy gmin.
I. Miasto Przemków. (1905 mieszk.)
a. Magistrat.
Burmistrz G. Wackwitz105, zastępca [i] radny kupiec Aug. Hoffmann, skarbnik miejski Schreiber, radny mistrz stolarski J. Vogt, radny mistrz kominiarski Körner, radny aptekarz Flamm.
b. Zgromadzenie Radnych Miejskich.
Dr med. Scharfenberg, przewodniczący, kupiec Reinhold Schulz, zastępca, fryzjer (barbier) Ad. Eisermann, sekretarz, mistrz siodłarski E. Bürzer, mistrz rzeźnicki E. Richter, mistrz szewski C. Weiler, mistrz garncarski H. Scholz, mistrz szewski A. Vogt, mistrz bednarski O. Trogisch, właściciel cegielni Fr. Winkler, mistrz blacharski Splitstößer.
Pod ich zarządem stosunki miejskie odnotowują stały, pomyślny rozwój; w szczególności pokłada się nadzieję w nowej kolei, która ma przynieść dalszy rozkwit miasteczka. Jakże inaczej jest teraz niż na początku stulecia! Wtedy prof. Dittmar pisał w swojej wspomnianej książeczce: „miasteczko nie leży przy żadnej uczęszczanej drodze krajowej, nie posiada ani manufaktur, ani fabryk, ani połączenia pocztowego, ani garnizonu”. — Od dłuższego czasu łączą je ruchliwe szosy ze Szprotawą i Głogowem, w budowie jest nowa droga do Chocianowa. Aktywność rzemieślnicza pracowitych mieszkańców żywi tutejszych ludzi. Rozległa działalność hutnicza i leśna daje godziwy zarobek. Zyskowną gałąź przemysłu stanowią cegielnie, które dostarczają wyroby poszukiwane w szerokiej okolicy. Na targach szczególnym uznaniem cieszą się przemkowskie wyroby bednarskie i piernikarskie.
II. Gminy wiejskie.
1. Gmina zamkowa (168 mieszk.): Naczelnik gminy Dehmel.
2. Młynowo z Dużą Hutą (1034 mieszk.): N.G. Aug. Maschke.
3. Piotrowice (589 mieszk.): N.G. Aug. Haupt.
4. Szklarki (166 mieszk.): N.G. Aug. Fabig.
5. Karpie (248 mieszk.): N.G. Herm. Meusel.
6. Łężce (375 mieszk.): N.G. Gottlieb Dehmel.
7. Krępa (427 mieszk.): N.G. Aug. Tscharntke.
8. Wilkocin (270 mieszk.): N.G. Aug. Menzel.
9. Pogorzele (54 mieszk.): Carl Thomas.
10. Studzianka (212 mieszk.): N.G. Fr. Talke.
11. Biernatów (91 mieszk.): N.G. Gust. Frindt. —
W Młynowie, Piotrowicach, Łężcach, Wilkocinie i Krępie majątek ziemski Przemków posiada obszary dworskie. Do tego samego majątku, który obejmuje obszar 4 mil kwadratowych, należą jeszcze Wysoka, Łąkociny, Jędrzychówek oraz dobra rycerskie Koźlic. Dawne dobra rycerskie Krępa, podobnie jak wielka liczba gospodarstw chłopskich i innych placówek w różnych miejscach parafii, przeszły drogą kupna w posiadanie pańskie. — Poprzez wielką separację za czasów księcia Krystiana Augusta uporządkowano wszystkie stosunki własności wiejskiej. —
Na zakończenie niech wolno będzie dodać krótkie słowo o
przygotowaniach do święta.
To, że jubileusz należy świętować, było poza wszelką wątpliwością. Nie moglibyśmy go jednak obchodzić z należytą radością bez złożenia jakichkolwiek darów ofiarnych dla świętującego kościoła. Potrzeba było tylko niewielkiego bodźca ze strony duchownego, gdy tylko kobiety i panny z gminy z gorącym zainteresowaniem uczyniły tę sprawę swoją własną. Komitet dam z miasta zdecydował na wniosek pani nadleśniczowej Klopfer zorganizować zbiórkę wśród wszystkich kobiet w gminie i złożył wielką ofiarę, w mroźny zimowy czas zbierając datki osobiście w każdym domu, nawet w najbardziej oddalonych miejscowościach. Zebrano sumę ponad 300 marek. Stowarzyszenie Panien podjęło się tego samego wśród panien w gminie; a ponieważ zebrało ono już wcześniej pokaźną sumę poprzez loterię, mogło dołożyć do powyższej zbiórki 200 marek, a pozostałe 133 marki przeznaczyło na zakup pięknego dywanu smyrneńskiego106 przed ołtarz. Kobiety i panny zdecydowały teraz, za zgodą Parafialnej Rady Kościelnej, by z tej zbiórki odrestaurować ołtarz, ambonę i chrzcielnicę, które z biegiem czasu stały się bardzo nieestetyczne, oraz wyłożyć obejście ołtarza kamiennymi flizami. Na to gremia gminne, jako że również mężczyźni z gminy nie chcieli pozostać w tyle, podjęto uchwałę o przejęciu pokrycia kosztów wyłożenia flizami szpetnego bruku ceglanego również w pozostałych wolnych przestrzeniach kościoła, poprzez dopłatę do podatku kościelnego w wysokości 450 marek107. Wybrany komitet wykonawczy wcielił całość w życie. Restauracja ołtarza, ambony i chrzcielnicy108 dokonała się zręczną ręką tutejszego malarza Webera. Flizy, dostarczone w najlepszym gatunku z fabryki Hoffmeistera w Głogowie, zostały położone w sposób bardzo zadowalający przez tutejszego mistrza murarskiego Neumanna, tak że odtąd wnętrze kościoła ogromnie zyskało na zdobności i godności. Podobnie jak Stowarzyszenie Panien rozłożyło przed ołtarzem swój drogocenny dywan, tak ufundowało ono jeszcze na tenże ołtarz srebrne cyborium. Ponadto kilka panien ukończyło na uroczystość jubileuszową biały obrus ołtarzowy z kunsztownym haftem i żmudną koronkową robotą, który niegdyś zaczęła tworzyć w dawnym stowarzyszeniu paramentów przedwcześnie zmarła żona pastora.
Również dostojni członkowie wysokiego rodu patronackiego zapowiedzieli na tę okazję najłaskawsze prezenty. Już w nasze ręce trafiła wysoka darowizna Jej Królewskiej Wysokości Pani Księżnej Fryderykowej Leopoldowej Pruskiej, która w jednej połowie ma zostać przeznaczona na zakup nowych naczyń chrzcielnych, a w drugiej na założenie ochronki dla małych dzieci: na ten drugi cel wpłynął również najłaskawszy wkład Jej Wysokości Księżnej Szlezwika-Holsztynu Henryki.
Najkosztowniejszy jednak dar jubileuszowy raczyła przekazać naszemu kościołowi Jej Cesarska Mość [Augusta Wiktoria], wspaniałą Biblię ołtarzową ze srebrnymi inicjałami jej monogramu, z własnoręczną dedykacją na pierwszej karcie i w całości wypisanymi jej ręką drogocennymi cytatami z Objawienia św. Jana 2, 10: „Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci koronę żywota;” oraz z Psalmu 28, 7: „Pan mocą moją i tarczą moją; w nim zaufało serce moje i doznałem pomocy; dlatego weseli się serce moje i pieśnią moją będę go sławił.” Pierwszy z nich to cytat z konfirmacji Cesarzowej, a drugi to jubileuszowy cytat wybrany najstosowniej przez jej pobożne serce na naszą uroczystość jubileuszową. W tej Biblii Cesarzowej mamy skarb, który przekażemy przyszłym pokoleniom.
Doszliśmy do końca naszego skromnego przedstawienia. Wymieniono w nim wiele małych rzeczy, które jednak właśnie dla tutejszego widza są miłe i cenne. Mogliśmy również donieść o rzeczach ważnych i wielkich; nie moglibyśmy napisać naszej małej historii, nie wspominając o jej związkach z dostojnym rodem książęcym, który dał Niemcom ich Cesarzową. Przemków, założony przez księcia, po 600 latach ponownie stał się rezydencją książęcą, miastem rodzinnym niemieckiej Cesarzowej, i może cieszyć się z tego przywileju. — Wielu przyciągnęło tutaj pragnienie zobaczenia historycznych miejsc. Gdy teraz rozlegnie się zapowiedź: „Stacja Przemków!”, niejeden przerwie w tym celu swoją podróż, inni zaś spojrzą i z wiernym sercem wspomną swoją Cesarzową.
W tych wąskich ramach historii naszego miasta i gminy kościelnej dostatecznie dostrzegliśmy palec Boży, który pisze wielką historię świata. Z własnego doświadczenia gmina jubileuszowa może zaświadczyć, że Jezus Chrystus – wczoraj, dziś i na wieki – jest opiekunem swojego Kościoła.
Porządek Uroczystości
z okazji 150-lecia kościoła ewangelickiego w Przemkowie
I. Sobota, dnia 6 czerwca.
9:00: Zbiórka młodzieży szkolnej z całej parafii pod przewodnictwem nauczycieli, przyozdobionej flagami i wieńcami, na Rynku.
Śpiew: Pieśń nr 936, „Chwała i cześć najwyższemu Dobru” (Sei Lob und Ehr’ dem höchsten Gut), zwr. 1 i 2, z towarzyszeniem puzonów.
9:15: Pochód do Domu Bożego ze śpiewem od zwr. 4 i następnych. Przejście wokół kościoła; Pieśń nr 304, zwr. 1–3: „Zachowaj nas, Panie, przy Słowie Twoim” (Erhalt’ uns Herr bei deinem Wort).
9:30: Nabożeństwo. Pieśń nr 298: „Ach, pozostań z łaską Twoją” (Ach, bleib’ mit deiner Gnade), zwr. 1–3.
Liturgia. Zwr. 4–6.
Kazanie. Po nim: „Uwielbiam potęgę miłości” (Ich bete an die Macht der Liebe).
Przemówienie: Treści historyczne i symboliczne.
Modlitwa i błogosławieństwo. Zakończenie: „Czekaj, duszo moja” (Harre, meine Seele).
11:00: Dalsze świętowanie na świeżym powietrzu.
6:00 wieczorem: Półgodzinne uroczyste bicie we wszystkie dzwony.
II. Niedziela, dnia 7 czerwca.
7:00: Granie na puzonach z wieży.
8:45: Zbiórka gremiów kościelnych, korporacji miejskich, stowarzyszeń, nauczycieli, zarządów gminnych i szkolnych, członków gminy oraz młodzieży szkolnej na Rynku.
9:00: Śpiew z puzonami nr 927:
„Chwal, duszo moja, Pana, Króla chwały,
To me pragnienie, Jemu hołd daj cały.
Zejdźcie się wszyscy, harfy, lutnie brzmijcie,
Bogu cześć czyncie!”
(Lobe den Herren, den mächtigen König der Ehren...)
„Chwal Pana, który włada tak wspaniale,
Który cię niesie na orlim skrzydle w chwale,
Który cię wspiera, jak sam tego chcesz,
Czyż tego nie czujesz?”
Przemówienie pastora Jentscha.
9:15: Uroczysty pochód do kościoła przy biciu dzwonów, na czele z młodzieżą szkolną, za nią panny i kobiety, delegacje itd.
Podczas przejścia śpiewana: Pieśń wędrowna ewangelickich Ślązaków nr 282, zwr. 1, 4 i 5:
„Tak niech Bóg sprawi! Oto jest ta droga,
Co nas prowadzi do Syjonu Boga.
Wy, pielgrzymi, przybywacie w rzeszy,
Jak nam tu kroczyć wypada i cieszy!
O duszo, jakże to piękne widzenie,
Z ludem Bożym iść na uwielbienie!”
„Ach, bądź pozdrowiony w tej dali,
Domu, co serce i ducha nam zapali,
Niebios kościelnych pełnych gwiazd jasności,
Żłóbku, w którym Jezus spoczywa w miłości,
Góro, którą zdobi Krzyż Chrystusa Pana,
Bramo, co do nieba prowadzić nam dana!”
„Otwórz się, Jeruzalem, otwórz swe podwoje
I wpuść do Pana wierne ludy Twoje!
Głos już rozbrzmiewa w tym świętym chórze:
Święty, po trzykroć Święty w swej naturze,
Lecz słuchaj, to Pana dom pełen miłości,
Zdejmij więc buty swej grzeszności.”
Przypisy:
1Jeszcze dzisiaj wieśniacy mówią niejednokrotnie Primke.
2Znajduje się tam także prastary, jeszcze “żywy” świadek z mrocznej przeszłości - ponad tysiącletni dąb. Jego obwód wynosi 8,5 metra, wysokość 32 metry a wartość drewna z tego dębu szacowana jest na 100 marek Rzeszy.
3Całkowity przedruk w “Prezbiterologii” Ehrhardta, część III, rozdział 1, strona 389.
4Patrz znajdujący się w archiwum dekret z 21 marca 1862 roku : “Ja Heinrich z Bożej łaski i księcia metropolity stolicy apostolskiej z Wrocławia... zatwierdzam niniejszym... umówiony regulamin odnośnie do uznanego za wygasłe katolickiego probostwa Wilkocina moim podpisem i pieczęcią. Podpisano Heinrich”.
5Pełne doniesienie o tym znajduje się w “Prezbiterologii” Ehrhardta, III część, strona 389.
6W historii Katolickiego Gimnazjum w Głogowie z roku 1876, które było powiązane z tamtejszym kościołem Jezuitów znajduje się notatka, że do wybudowania gimnazjum w 1653 roku zostały użyte dochody z Przemkowa.
7Wielki poeta liryczny Joh. Heermann, pastor z Köben, który był jego przyjacielem, poświęcił mu kazanie pogrzebowe, w którym znalazły się wiadomości o jego życiu.
8O tym tymczasowym sprawowaniu urzędu proboszcza donosi pismo tutejszego magistratu z dnia 22 kwietnia 1645 roku do szwedzkiego komendanta Georga Neuradt z Głogowa.
9Według przekazu ustnego miasto rozciągało się wówczas bardziej na południowy zachód, a więc w kierunku na Szklarki. Jako przypomnienie czasów szwedzkich można wymienić: mosty szwedzkie pomiędzy hutą Henryki a Rudzinami, następnie legendę mówiącą, że w tutejszej okolicy na bagnach utopił się mały oddział szwedzkiej kawalerii; Szwedom przypisuje się też tak zwane “trzy rowy”, które biegną do siebie równolegle od granicy Bolesławca aż do Piotrowic na długości 10 kilometrów a następnie znów się jeszcze raz pokazują koło Baierhaus. Te w kierunku zachodnim usypane wzniesienia w niektórych miejscach mają 3 metry wysokości; można się domyślać, że służyły one za okopy. Znalezione tam ostrogi i podkowy wskazują jednak na dużo starsze czasy, być może czasy najazdów Mongołów.
10Niektóre źródła podają jego nazwisko inaczej, mianowicie Martin Michelmann.
11Ponad 1000 ewangelickich duchownych Śląska musiało w środku zimy popaść w nędzę i dostać się na wygnanie.
12Patrz kazanie jubileuszowe pastora Wenzela z 1791 roku w dalszej części opracowania.
13Większe dzieci wysyłano same do szkoły ewangelickiej do Pogorzelisk.
14Porównaj historię ewangelickiego kościoła na Śląsku, strona 151.
15Patrz książeczka jubileuszowa P. Schmalza z okazji jubileuszu 100 lecia kościoła w Rückersdorf w 1844 roku.
16Miejscowość ta trzymała się przez długi czas przy naszym kościele.
17Gdy król zobaczył później ten kościół, powiedział, że nie byłoby go szkoda, trzeba byłoby lepiej zbudować nowy kościół, w czym on później zresztą pomógł, gdy kościół spłonął w roku 1758.
18W archiwum znajduje się jeszcze pisana ręcznie modlitwa kościelna ze wstawiennictwem za austriacką dynastię cesarską.
19Ich nazwiska brzmiały: Kunowsky, Fritsch, Weinrich, Scholze, Grenzel, Kegel, Thiele, Pitschky, Skobel, Prasem, Steinbarth, Wiegand. W lutym tegoż roku w stodole w Rauschwitz miała miejsce ordynacja jeszcze następnych 19 kandydatów.
20Data zgadza się dokładnie, ponieważ zachował się jeszcze rachunek z podróży z notatką, że w tutejszej gminie kościelnej przy sprowadzaniu M. Kegela w związku z wyjazdem do kwatery głównej w Rauschwitz jak i następnie przywiezieniem go w dniu 25 stycznia 1741 roku do Przemkowa zostały wyasygnowane wydatki ( potrzebne 2 wozy i 4 konie kosztowały tam i z powrotem 1 talar 10 srebrnych groszy ).
21Właściwe gminy mogły zbudować sobie własne budynki, w których mogła się odbywać msza święta, ale bez wież i dzwonów i mogły one nazywać się tylko domami modlitwy; ich duchowni mogli nazywać się tylko pastorami, nie proboszczami, podlegali katolickim parafiom i musieli płacić im opłaty kościelne. Były więc podwójnie obciążone i musiały nadto starać się o pozwolenie na każdy akt urzędowy. Dopiero w 1750 roku ewangelicy zostali zwolnieni od obowiązku opłat kościelnych dla duchownych katolickich dzięki nowej taryfie opłat.
22W księdze metrykalnej chrztów pod tą datą znajduje się następująca notatka : “dotąd od 24 stycznia 1741 roku do dnia 1 sierpnia 1744 roku włącznie w izbie pana chrystiana Kuntke, jako naszej izbie modlitw ochrzczono 306 dzieci”.
23Patrz odnośny rachunek z wakatu w aktach parafii.
24Jego syn Karl Gottlob Sutorius, który był człowiekiem uczonym, zmarł jako senior w Głogowie w roku 1779.
25Na starym odcisku pieczęci widnieje data 1791 rok.
26Patrz notatka w księdze metrykalnej chrztów z 9 sierpnia 1744 roku : “Następujące osoby zostały ochrzczone w naszym, chwała Bogu nowo wybudowanym domu modlitewnym, który został poświęcony w 10 niedzielę po Świętej Trójcy”.
27Gmina na budowę musiała zaciągnąć cały szereg długów na które gwarancję dawał każdy członek gminy. Patrz istniejące jeszcze dokumenty. Jako pomoc przy amortyzacji długów Fryderyk Wielki zgodził się później na zbiórkę datków w prowincji.
28O tym jak ten hrabia troszczył się także o wewnętrzny wystrój kościoła świadczy stary, podarowany przez niego wielki, zielony obrus na ołtarz z aksamitu z bogatym haftem ze srebra, który kiedyś musiał być prawdziwym wspaniałym okazem. Wyhaftowany srebrem własnoręczny podpis hrabiego, który z datą 1753 rok znajdował się na przyległym zbutwiałym obrusiku zdobi teraz mały ołtarz w zakrystii. Również 2 wielkie świeczniki ołtarzowe noszą jego inicjały.
29Patrz pisana ręcznie kronika Przemkowa, str.31, gdzie w szczególności sławiona była także opieka Fryderyka Wielkiego, który w tym roku biedy otworzył swoje wypełnione na wypadek wojny śląskie magazyny i przez to zapobiegł ciężkiej sytuacji w naszej prowincji. Według pewnej notki w przemkowskiej księdze okólnikowej już rok przedtem ćwiartka żyta kosztowała 27 srebrnych groszy.
30Za tą ostatnią pozycję pewien Żyd zaoferował niedawno cenę 100 Marek, jednak nie bła ona na sprzedaż.
31Także na tutejszym cmentarzu i przy niektórych szkołach zasadzone były morwy.
32Wówczas za bardzo pokaźną sumę 275 000 Talarów.
33Niestety sprowadził tutaj ze sobą do szkół i przez nie do miasta dialekt saksoński, który dopiero później po wielkich staraniach został wyeliminowany.
34Dekrety te jeszcze istnieją.
35Przyp. tłumacza - część budynku powstała przez silne wysunięcie okapu dachowego, względnie piętra przed ścianę budynku i podparcie go filarami, względnie słupami.
36Które teraz pokryte rdzą leży w ciemnościach na poddaszu kościoła.
37Miejscowość gmina zamkowa jeszcze dzisiaj jest nazywana winnicą.
38Cech szewski był przez długi czas najbardziej znaczący. W nowym kościele wybudował on sobie w 1757 roku z własnych środków chór, który jeszcze on posiada. Tabliczka wisząca na balustradzie tego chóru nosi napis: “Bóg z nami! Cech szewski 1850 rok”.
39Obecnie istnieje jeszcze tylko staw papierni. Artystycznie piękny kielich naszego nakrycia do komunii dla chorych nosi napis : G. L. R. A. C. R. Geb. M. Producent papieru 1775 rok.
40Istniejąca już przed XVIII wiekiem huta upadła. Za to hrabia Georg Christoph von Proskau wybudował w 1707 roku młyn wodny (młyn Jerzego - Georgenmühle, który był często wymieniany w księgach kościelnych). Po roku 1790 pan von Bibran kazał go zburzyć i wybudować nową hutę z wielkim piecem. Od tego czasu miejscowość ta nazywała się Hohen Ofen (Wielkie Piece - obecnie Duża Huta - przyp. tłumacza).
41Rocznie przeciętnie 130 Talarów.
42Rachunki wskazują na 4600 hostii w roku. Według pewnej notatki w kościelnych aktach do komunii świętej przystępowano wówczas 3 razy w roku.
43Ówczesny wpis brzmiał: “Połączona w niesławie”.
44Jego najstarszy syn został pastorem w Ojas koło Legnicy.
45Zięć ówczesnego burmistrza Lakowskiego.
46Jeszcze dzisiaj przy miejskich wyborach prosi się o kościelne wstawiennictwo.
47Naszymi wcześniejszymi inspektorami kościelnymi, którzy zresztą w 1806 roku otrzymali tytuł superintendentów byli pastorzy : Steinberg, Geisler, Mätzke w Kożuchowie, Böhm w Nowym Miasteczku, Hoffmann w Szprotawie, Weinhold w Małomicach, Tscheggch w Kożuchowie. Od roku 1822 urząd eforalny w diecezji szprotawskiej sprawował intendent Keller, który był rodowitym Przemkowianinem ( zmarł w 1856 roku).
48Z dniem tym weszła w życie umówiona przez zarząd kościoła i gminę msza święta i liturgia, do których surowo zobowiązywano i z których jeszcze dzisiaj wiele pozostało.
49Wizytator przykładał zapewne inną miarę jak czas pierwszej miłości gminy. Podczas gdy z początkiem działalności pastora Engwitza do komunii przystępowało jeszcze około 4000 osób, to przy końcu jego działalności tylko jeszcze 3000, chociaż liczba mieszkańców rosła. Duchowny napewno sam utyskiwał, że sposób myślenia ludzi się poprawia, ale kościelne i religijne życie słabnie.
50Gdzie po mającym miejsce odgałęzieniu od szkoły w mieście został utworzony własny system nauczania.
51Już pod patronatem barona von Block-Bibran.
52W jego książce “Moje przeżycia, gdy byłem nauczycielem”, wspomina on szczegółowo o swoim tutejszym pobycie, daje jasny obraz z wyuczonego tutaj w tym czasie sposobu nauczania oraz interesująco przedstawia panujące tutaj stosunki.
53W 1866 roku zginęło na polu chwały pięciu, a w roku 1870/71 dziesięciu z naszego kościoła.
54Świadectwem wielkiego szczęścia księcia ze swojego pierworodnego jest legat książęcy na kwotę 150 marek przekazany przez niego dla szkoły w Studziance.
55Odwiedziny ich miał Przemków w sierpniu 1862 roku.
56Trafnie znaleziono kamienie węgielne, które później użyte zostały jako kamienie narożne.
57Była to zręczna robota zmarłego mistrza kowalskiego Kranza.
58Dawna jednostka masy; 1 cetnar = od 46,771 do 57,826 kg - przyp. tłumacza.
59Waga dzwonów wynosi odpowiednio: 20, 10,5 i 6 cetnarów a ich wartość około 6000 marek.
60Członkami tego komitetu byli: pastor Meißner, burmistrz Wackwitz, kupiec Hoffmann, kupiec Schulz, mistrz kowalski Kranz, kantor Baumgart, majster szewski Rüdiger, książęcy kasjer generalny Barchmann, książęcy kierownik budowy Zahn - z Przemkowa; sołtys Beher i mistrz młynarski Röhr - z Krępy; sołtys Schwan i chałupnik Gantke - z Łężc; sołtys Reckzeh - z gminy zamkowej; sołtys Gärtner i ogrodnik Maschke - z Młynowa;sołtys Rudolph i chałupnik Fiedler - z wsi Karpie; sołtys Ulbrich i chałupnik Fabig - ze Szklarek; sołtys Woith i chałupnik Haupt - z Piotrowic; sołtys Kretschmer i nauczyciel Großmann - z Baierhaus; sołtys John i gospodarz Pohst - ze Studzianki; sołtys Lange - z Pogorzeli; sołtys Simon i gospodarz Scobel - z Wilkocina.
61Kosztował on 900 marek i poza tym każdy z czterech cyferblatów po 105 marek.
62Są one w kolorze błękitnym ze srebrnymi gwiazdami i w dobrym stanie używa się ich jeszcze dzisiaj.
63Do tego czasu istniało tylko kolegium kościelne, w skład którego wchodzili: duchowny, dwóch prowizorów kościelnych i obydwu kolatorów (czyli patronów kościoła - przyp .tłumacza); wchodzili do niego jeszcze deputowani krajowi, którzy zarządzali kościelnymi sprawami gminy.
64Aż do roku 1805 gmina używała starego śpiewnika legnickiego; później jednak została dokonana niekorzystna zamiana na nowy śpiewnik legnicki, który poprawiał stare pieśni, jednakże spłycał śpiewanie. Bogu dzięki, że znów jest w użyciu czyste źródło pieśni.
65Z atelier rzeźbiarza J. Bal. Banni z Frankfurtu nad Menem.
66Annę Henriettę Clementinę, z domu Fechner z Kolzig, wyszłej za niego zamąż w 1870 roku.
67Klary Heleny Mathildy, z domu Gerlach ze Wschowy, wyszłej za niego zamąż w 1844 roku, zmarłej 20 stycznia 1861 roku. Z siedmioro dzieci z tego małżeństwa troje wcześnie zmarło. Synami świętej pamięci pastora Meißnera są: Eduard Meißner- pastor w Woitsdorf, obecnie mianowany na pastora w Wołowie, Gustav Meißner- profesor gimnazjalny w Luckenwalde i Rudolph Meißner- cesarski inspektor poczty w Berlinie.
68Wszyscy oni zostali później skłonieni do nadrobienia swojego zaniedbania.
69Obecnie pastor w Driebitz koło Wschowy.
70Obecnie pastor w Kunzendorf, okręg Głogów.
71Urodzony 3 lutego 1857 roku w Sommerfeld.
72Pierwszy w gminie.
73Tę bardzo gustownie urządzoną loże na fasadzie głównej we wnętrzu kościoła zdobi wielki książęcy herb; okno na stronie zewnętrznej ukazuje w pięknym malunku na szkle dwa anioły trzymające herby z napisami 1820 - 1853 i 1856 - 1882.
74Autorstwa J. Tiedjensa. Prosty napis na tablicy brzmi: “Książę Friedrich ze Szlezwiku-Holsztynu urodzony w Augustenburgu dnia 6 lipca 1829 roku, zmarły w Wiesbaden w dniu 14 stycznia 1880 roku.
75Urodzony 31 lipca 1819 roku w Rostersdorf, okręg Ścinawa (rodzice: mistrz stolarski Aug. Jentsch i Dorothea z domu Tschäche); kształcił się w gimnazjum ewangelickim w Głogowie, następnie studiował na uniwersytecie w Berlinie; w latach 1875/76 zastępował proboszcza w Teutschel koło Wahlstadt i w Mlietsch koło Raudten. W latach 1877/78 był wychowawcą w domu von Schaubert w Obernigk.; w dniu 30 stycznia 1878 roku został wyświęcony we Wrocławiu na pastora, następnie od 1 marca 1878 roku był pastorem w gminie-diasporze Heinrichsfelde i Königshuld na Górnym Śląsku. Od 1 kwietnia do 1 sierpnia 1883 roku był pastorem w Gimmel, okręg Wołów; ożenił się 27 lutego 1881 roku z Marią z domu Rahn z Lubina, zmarłej 29 stycznia 1888 roku. Dzieci: Johannes, urodzony 5 lipca 1883 roku i Martin, urodzony 13 kwietnia 1886 roku.
76Wraz z przykryciem na ambonę i chrzcielnicę z jedwabnego pluszu w kolorze bordowym ze złotymi frędzlami. Niech znajdą tutaj także swoje miejsce łaskawe słowa z pisma fundacyjnego dostojnej ofiarodawczyni: “Inspirowana poczuciem szczerej sympatii i wdzięczności, postanowiłam dla tutejszego kościoła ewangelickiego, w którym mi i moim ukochanym krewnym w ciągu tak wielu lat naszej tutaj niezapomnianej dla nas obecności, głoszono prawdziwe słowo Boże, ufundować przykrycie na ołtarz i ambonę jak i chrzcielnicę. Życzę sobie, żeby ten obrus dzisiaj, w dniu uroczystego ślubumojej ukochanej bratanicy Jaśnie Oświeconej księżnej Caroline Mathilde i Jego Wysokości księcia Friedricha Ferdinanda ze Szlezwiku-Holsztynu-Glücksburgu zdobił po raz pierwszy ołtarz i ażeby mój dar zarazem mógł być pamiątką tego, dla naszego rodu, tak szczęśliwego wydarzenia rodzinnego. Poświęcam teraz tę nową ozdobę przemkowskiemu kościołowi ewangelickiemu i przekazuję ją niniejszym zarządowi kościoła z prośbą o poinformowanie w odpowiedni sposób o moim podarku gminy kościelnej. Dokument ten powinien być przechowywany w archiwum kościoła.
Zamek Przemków, 19 marca 1885 roku.
Księżna Helena, żona Christiana ze Szlezwiku-Holsztynu,
Księżna Wielkiej Brytanii i Irlandii.
77Obecnie pracuje tam około 400 hutników.
78Linia kolejowa Niegosławice - Rokitki. Otwarcie ruchu pasażerskiego w dniu 1 czerwca tego roku.
7922 marca i 24 czerwca.
80Uczniowie szkoły przygotowawczej do stanu nauczycielskiego (przyp. tłumacza).
81W roku 1832 i 1834 miał tam miejsce pożar.
82Dawniej również „Krampe”, potem Krampfe. Wielki pożar tamże w roku 1878.
83Dawniej Armeeborn. Według ustnego przekazu nazwa pierwotnie pochodzi od studni, która dała wodę przechodzącej armii.Dawniej Armeeborn. Według ustnego przekazu nazwa pierwotnie pochodzi od studni, która dała wodę przechodzącej armii.
84Obecnie proboszcz w Buczynie i Wiesau.
85Jedna strona Biernatowa należy do parafii Leszno Dolne, Vierhäuser w Studziance do Rückenwaldau, a większa część Heidau do Buczyny.
86Liczby te stanowią liczbę wiernych (dusz) tutejszego katolickiego kościoła parafialnego, którego proboszcz, archiprezbiter Grollmuß, zmarł na początku tego roku.
87Gmina Biernatów podejmowała w latach 1815–21 poważne próby odłączenia się od Przemkowa, jednakże zakończyły się one niepowodzeniem ze względu na wysokość odszkodowania, które należało wypłacić.
88W 1831 roku magistrat prowadził długie negocjacje w sprawie założenia wspólnego dla ewangelików i katolików cmentarza poza miastem; jednak obie gminy nie wyraziły na to zgody.
89Zewnętrzna długość właściwego budynku kościoła wynosi 36 m, a szerokość 20 m.
90Rozważany w tym roku zamysł powiększenia prezbiterium poprzez przesunięcie ołtarza do tyłu (co planowano już w 1829 roku), musiał zostać ponownie porzucony ze względu na trudności budowlane.
91 W pozyskanie ambony szczególnie zasłużyły się dwie panny z Krępy, siostry o nazwisku Schön; ich imiona widniały przez długi czas nad wejściem na schody ambony.
92 To samo obchodziło w ubiegłym roku uroczystość 25-lecia poświęcenia sztandaru, podczas której autor wygłosił mowę świąteczną.
93 Stosunek obu wyznań jest całkowicie pokojowy.
94 Dzieło rozpowszechniania pism nadal cieszy się najżyczliwszym wsparciem ze strony Jej Wysokości księżnej Fryderykowej Ferdynandowej ze Szlezwika-Holsztynu-Glücksburga. Każdy z konfirmantów otrzymuje od wysokiego patrona mały Testament.
95 W Przemkowie dotychczas panował zwyczaj pozostawiania na noc drzwi wejściowych do domów niezamkniętych. — Kościół przeżył dwa włamania: w 1776 roku, kiedy to skradziono wszystkie 6 świeczników ołtarzowych wraz ze świecami, oraz w 1890 roku, kiedy nie znaleziono niczego wartościowego.
96 Stowarzyszenie Fryderyki (Friederiken-Verein), ufundowane przez świętej pamięci panią marszałkową dworu Fryderykę von Issendorf, która spoczywa na naszym cmentarzu.
97 Nabyte w 1887 roku.
98 Podarowane przez cech szewski po budowie kościoła.
99 Jako prezent wigilijny od kościoła pastor, kantor i kościelny otrzymują po 2 świece woskowe.
100 W dawniejszych czasach konfirmacja i pierwsza komunia odbywały się w Wielki Piątek.
101 Duchowny musi wiele walczyć z zakorzenionym zabobonem, jakoby ślub nie mógł odbywać się przy otwartym grobie, tzn. nie bezpośrednio przed pogrzebem, bo inaczej jedno z małżonków wkrótce umrze. Często musi on również obserwować rywalizację o „przewagę” przy podawaniu sobie rąk (kto pierwszy położy dłoń na wierzchu podczas przysięgi). Gdyby tylko wszyscy traktowali najwyższe, zapowiadające szczęście zasady honorowe równie skrupulatnie!
102 Starym zwyczajem i sprawą honoru było to, że przy śmierci patrona kościoła mieszkańcy wsi osobiście zajmowali się biciem w dzwony żałobne.
103 Legat na wieżę kościelną, kasa diakonis. Kasa cmentarna ma osobnego skarbnika: Senftlebena. Wieża kościelna nie została jeszcze przejęta przez patronat.
104 Jako dawniejszych przełożonych kościelnych od 1741 roku wymienia się: Cyrus, Breifeld, Kaulfuß, Geisler, Sander, Lange, Bürzer, Williger, Winkler, Richter, Stein, Trogisch. — Jako ojców kościelnych należy wymienić: Zürler, Richter Sander, Kuntke, Trogisch, Göphardt, Beyer, Goldmann, Pannach, Giesel.
105 W tutejszym urzędzie od 3 sierpnia 1856 roku; jednocześnie naczelnik urzędu i urzędnik stanu cywilnego. Nazwiska dawniejszych burmistrzów w okresie jubileuszowym to: Knappe, Pabst, Lakowski, v. Frankhen, Hennig.
106 Wykonany w doskonałej jakości, dostarczony przez kupca R. Schulza z fabryki dywanów Gevers i Schmidt w Kowarach.
107 Ewentualna nadwyżka ma wpłynąć na fundusz organowy.
108 Na rzecz chrzcielnicy już wcześniej drodzy przyjaciele kościoła podarowali 26,50 marki, co teraz stało się mile widzianym wsparciem.